Aparat w tym miesiącu zawisł na kołku [Michał Massa Mąsior]

Świat krok po kroku zmierza do zagłady. Świat poza Polską, rzecz jasna. Tutaj, w przeciwieństwie do reszty globu, przyzwyczailiśmy się do smogu, zimowej, brunatnej czapy ochronnej, którą sami umiemy stworzyć. Procedura jest dość prosta, do specjalnych pieców wrzucamy wszystko, czego nie potrzebujemy.

 

To pozwala nam się ogrzewać, a przy okazji pozostać niewidzialnymi z kosmosu. Kiedy cały świat próbuje idiotycznie wykorzystać energię wiatrową i słoneczną, my awaryjnie skupujemy węgiel od przyjaciół. Płacimy dobrze i potem go spalamy, żeby w niedalekiej przyszłości smog ograniczył też widzenie spoza granic kraju.

Mamy tu tyle dóbr, że musimy je chronić. Niewidzialność zapewnia nam lepszą osłonę przed wrogiem, który, jak dobrze wiemy, czyha na nas tuż przy zachodniej granicy. A Bóg raczy wiedzieć, czy tylko tam. Mamy na przykład arcybiskupa Jędraszewskiego. Wybitnego mówcę, mędrca, który leczy nasz naród z wszelkiego rodzaju zaraz. Ulecza słowem, którym z chirurgiczną precyzją trafia w sam środek ogniska zapalnego.

Mamy tutaj powietrzne taksówki. Aktualnie są po fazie testów u marszałka sejmu. Drastycznie spadł już koszt ich eksploatacji. Mówi się też, że kiedy wejdą do powszechnego użytku, nie będziemy musieli za nie płacić, podobnie jak marszałek. Zwyczajowo raz na czas będziemy tylko wpłacać symboliczną kwotę na Caritas. Nie mogę się doczekać, nawet mimo że taksówki te nie są jeszcze elektryczne.

 

No… elektryczność też wchodzi wielkimi krokami.

Premier obiecał ją nam, a jak on coś mówi, to na pewno jest to sama prawda. Wielokrotnie tego dowiódł. Zatem niebawem będziemy jeździć najnowocześniejszymi samochodami elektrycznymi. Będą najlepsze, bo polskie. W końcu kraj pochodzenia jest najważniejszym parametrem technicznym. Nie mamy jeszcze sieci stacji ładowania, niedawno niemiecki koncern zrezygnował z jej budowy w naszym kraju. Pewnie w obawie, że mógłby nie sprostać wymogom jakościowym.

Wracając jednak do naszych dóbr. Mamy premier Beatę Szydło, która zasłynęła z wprowadzenia fantastycznych reform aktywizujących ludzi do pracy. Za to słusznie wypłaciła wszystkim zasłużonym nagrody, które się im należały. Nieżyczliwi rzucali jej za to kłody pod nogi. Ale Pani Premier umiejętnie się obroniła. Wyjechała do Brukseli załatwiać polskie sprawy w Unii Europejskiej.

Ktoś zarzucił, że nie zna języków obcych, niesłusznie twierdząc, że biznesy to się załatwia w kuluarach. Ale to nie jest przecież prawda. Nieznajomość języków nie może być przeszkodą. Kiedy Polka chce się dogadać, to wszyscy chcą się z nią porozumieć. Generalnie widać nas wszędzie.

Kiedy w dzieciństwie oglądałem w Telewizji Polskiej naszych sportowców podczas igrzysk olimpijskich, widziałem tam potęgę. W prawie każdym przekazie ze stadionów, ringów i innych aren sportowych występował jakiś wybitny polski olimpijczyk. Na olimpiadzie przecież nie liczy się miejsce, a sam udział. Potem moi rodzice kupili antenę satelitarną, oglądałem więc igrzyska w programach europejskich.

Obce stacje telewizyjne potrafiły skutecznie i złośliwie tak omijać polskich atletów, że przez cały dzień udawało im się nie pokazać ani jednego. Byłem wtedy małym chłopcem i już zrozumiałem, że cały świat jest przeciwko nam. Jakiś czas temu pisałem o eksportowych drużynach piłkarskich, które z ósmej najbogatszej ligi w Europie -Ekstraklasy- awansowały do rund przedwstępnych do rund wstępnych do europejskich pucharów.

Napisałem wówczas niesłusznie – odszczekuję HAU HAU HAU- że po pierwszym meczu wszystkie odpadną.

Myliłem się bardzo. Wszystkie poza jedną poległy na pierwszym przeciwniku. Legia uporała się z bardzo mocnymi amatorami, a potem półamatorami, którzy robili co mogli, żeby najlepsza polska drużyna eksportowa ostatnich lat jednak awansowała do kolejnej rundy kwalifikacyjnej. To dowodzi, że upór naszych władz w twardych kontaktach ze wszystkimi wrogami działa. Zaczynamy mieć przyjaciół.

Nie należy do nich oczywiście środowisko LGBT, które próbuje deptać nasze podstawy państwowości, ufundowanej na etyce i zasadach chrześcijaństwa. Niektórzy twierdzą, że świat poszedł do przodu, że liberalne, demokratyczne państwo polega na tym, żeby każdy mógł czuć się swobodnie i wyrażać swoją opinię. Ale bez przesady, nie będzie mojego dziecka molestował jeden z drugim…. Że nie mam dzieci? Nie mam, ale ksiądz też teoretycznie nie ma, a księdza trzeba słuchać… Posłuchajcie zatem i mnie…

 

Kocham mój kraj szorstką miłością.

Z jednej strony uwielbiam patrzeć jak się rozwija, ilu fantastycznych ludzi w nim mieszka, jak nasza kreatywność pozwala przeskakiwać bariery. Miło patrzeć jak zmieniają się miasta, miasteczka i wsie. Nie mogę patrzeć jednak, jak próbuje się demontować państwo, cynicznie niszczy sądownictwo i demokrację, jak w imię chrześcijańskiej miłości bez konsekwencji kopie się niewinnych ludzi. Jak jedynym sposobem na wygranie wyborów jest pobudzić w rodakach najniższe instynkty. Jak w politykę bezpardonowo miesza się kler, który zamiast zająć się swoimi gigantycznymi problemami, myśli że dalej trzyma społeczeństwo w ciemnogrodzie. Nie mogę!

I tak bardzo nie chcę, że w tym miesiącu nie napisałem nic o fotografii, do czego obliguje mnie rubryka w Lounge.

Ludzie, nie dajmy się!

Michał Massa Mąsior