Aktorstwo jest formą transu [wywiad z Alicją Bachledą-Curuś ]

Wróćmy do korzeni naszej rozmowy, czyli filmu. Czekamy na polską premierę głośnego, irańsko-amerykańskiego “Polaris” Soudabeh Moradian, gdzie zagrałaś główną rolę, otrzymując liczne nagrody i nominacje, m.in. na California Women’s Film Festival. W filmie mówisz po persku!

Nauczyłam się mówić po persku. Moja bohaterka pochodzi z Iranu, fabuła filmu zawieszona jest pomiędzy Stanami, Irakiem i Iranem. To było niezwykle ciekawe doświadczenie, obcować z tak odmienną kulturą. Nawet podejście do reżyserii czy aktorstwa było inne.

Aktorstwo jest formą transu [wywiad z Alicją Bachledą-Curuś ] 1
Polaris | Fot. archiwum Alicji Bachledy-Curuś
Soudabeh Moradian kręciła wcześniej cenione filmy dokumentalne. Czy praca nad “Polaris” – jej debiutem fabularnym, też przypominała realizację dokumentu? Irańscy twórcy często pracują w ten sposób, by przypomnieć wielkiego Abbasa Kiarostamiego, który realizował filmy nie pisząc scenariusza.

Styl kręcenia był niezwykle naturalistyczny, paradokumentalny. Akcja rozgrywa się w jednym domu z wyjątkiem podróży do Iranu i kilku dni w Seattle. To film kameralny, skoncentrowany na bohaterach oraz ich przeżyciach.

Takie kino aktor przeżywa mocniej niż duże produkcje, jak “Pitbull”, “Pan Tadeusz” czy “Bitwa pod Wiedniem”?

Skala projektu nie powinna mieć wpływu na samą pracę. Ograniczenie, którym była realizacja w jednym wnętrzu, zapewniało nam duży komfort. Pomagało w koncentracji, nie wychodziliśmy z postaci. Czasem trudniej odnaleźć się na dużym planie, gdzie pojawia się wiele rozpraszaczy. 

Ed Skrein, z którym rozmawiałem niedawno dla “Lounge”, opowiadał że lubi grać w kinie niezależnym, ale potem występuje w dużej produkcji, by zresetować się mentalnie. A jak Ty postępujesz przy wyborze ról?

Nie chcę się rozleniwiać, szukam wyzwań. Grając tylko w dużych produkcjach, szczególnie w Stanach, można poddać się pewnemu zblazowaniu. Wygody na planie czasem przeszkadzają zamiast pomagać. Najlepiej, jeśli potrafisz przeskakiwać z jednego typu kina do drugiego i czujesz przy tym komfort. Bardzo lubię niewielkie plany, gdzie skupiam się przede wszystkim na emocjach. Od dziecka jestem jednak zafascynowana magią wielkiego kina, gdy na planie pracują setki osób. Czuję wtedy dziecięcy zachwyt, że mogę być tego częścią.

Written By
More from loungemag
DNA marki – “Rokowa przeszlość” Rage Age
Wierność koncepcji Marka wiernie podąża jednym kierunkiem i wizualnie dobrze na tym wychodzi prezentując...
Więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *