Zmonopolizować kolor [Agnieszka Witońska-Pakulska]

Agnieszka Witońska-Pakulska
 Dla prawnika zajmującego się branżą mody i do tego własnością intelektualną kolor to jeden z fajniejszych tematów. Czemu? Po pierwsze dlatego, że jest dyskusyjny. Po drugie dlatego, że rejestracja koloru jako znaku towarowego to wyzwanie. Przede wszystkim dla marki, bo to ona musi wypracować zdolność odróżniającą. Ale również i dla prawnika, bo to on zazwyczaj doradza w przygotowaniu dokumentów, opinii, które będę niezbędne do przedłożenia urzędowi.

W odniesieniu do koloru jako znaku towarowego w branży modowej bez wątpienia jako pierwsze skojarzenie przychodzi na myśl „czerwona podeszwa” butów Louboutin i cała batalia tej marki związana ze znakiem towarowym „czerwonej podeszwy”. Jednak przykładów „zmonopolizowanych kolorów” jest więcej. Można zabawić się w „zgaduj zgadula” jaka to marka?

Niebieskie pudełeczko? Jeśli komuś potrzebna jest podpowiedź to bardzo proszę: branża biżuteryjna. No i wszystko jasne: Tiffany & Co.
Magento? Tu raczej podpowiedź jest zbędna. T-mobile.

A fiolet? Doszły was pewnie słuchy o tym, że sieć komórkowa PLAY zastrzegła kolor fioletowy. Podkreślić trzeba, że zastrzeżenie dotyczy usług komunikacyjnych. A to dlatego, że znak towarowy zastrzega się w tzw. klasach, które dotyczą towarów bądź usług. Oczywiście rejestracja nie obejmuje również wszystkich odcieni filetu, a jedynie konkretną barwę. We wniosku rejestracyjnym jest opisana jako kolor RGB o kodzie 72/34/124.

To tylko kilka przykładów kolorów, które zostały zastrzeżone jako znaki towarowe. Jednak już na ich podstawie widać, że jest to możliwe i w zasadzie co do tego nie ma większych wątpliwości. Na etapie rejestracji może się jednak okazać, że dany kolor w odniesieniu do danej marki nie nabył jeszcze wtórnej zdolności odróżniającej.

 

O co chodzi?

Najprościej rzecz ujmując o to, że dany kolor nie jest jeszcze wystarczająco związany z daną marką i nie pozwala na odróżnienie go od innych przedsiębiorców. Dlatego tak istotne jest to, aby marki planowały ewentualną rejestrację koloru jako znaku od początku. Najlepiej od pierwszych działań na rynku, i działań marketingowych, dbały o to, aby kolor był obecny.

Oczywiście nie musi on być wszechobecny i nie musi przytłaczać. Sieć PLAY jest w tym zakresie świetnym przykładem, gdyż zaliczyła ona falstart tzn. zgłosiła kolor fioletowy do rejestracji zanim uzyskał on wtórną zdolność odróżniającą. Tj. zanim był on wystarczająco rozpoznawalny, co skutkowało odmową rejestracji.

Dopiero po kilku latach funkcjonowania tego koloru w działalności firmy złożyła ona powtórny wniosek. W 2018 roku uzyskała prawo ochronne, a ponieważ wniosek zgłoszony był we wrześniu 2017 roku, ochrona trwać będzie do września 2027 roku.

W odniesieniu do koloru jako znaku towarowego znacznie ciekawsze są jednak pytania czy w ogóle kolor powinien być rejestrowany jako znak towarowy. Przeciwnicy uważają, że monopolizowanie określonego koloru, a właściwie danego odcienia, jest niepożądane. Ogranicza rynek i podmioty na nim działające. Ja uważam, że jest to jak najbardziej słuszny kierunek. To znaczy rejestracja koloru jako znaku towarowego powinna być co do zasady możliwa.

 

Odróżnianie się na rynku od konkurencji daje firmie niebywałą przewagę nad innymi graczami.

Wypracowanie tej zdolności odróżniającej wiąże się dla firm z dużymi nakładami zarówno finansowymi jak i organizacyjnymi, w tym również marketingowymi. Bycie kojarzonym na podstawie koloru, to moim zdaniem, ogromy sukces i niebywała praca danej marki. Odmawianie jej rejestracji tylko dlatego, że kolor nie powinien być monopolizowany jest moim zdaniem zwyczajnie niesprawiedliwe i krzywdzące.

Bez wątpienia jest tak, że kolor od razu kojarzy się nam z określonymi markami. Jaki jest Wasz ulubiony kolor? I czy został on zastrzeżony jako znak towarowy? Jeśli o mnie chodzi to jak śpiewał Aerosmith „Pink it’s my new obsession” . Kolor np. „Barbie Pink” jest zarejestrowany w około stu kategoriach od produktów do kąpieli po płatki śniadaniowe.

Trochę jednak smutne jest to, że idąc ulicą i widząc kobietę w szpilkach z czerwoną podeszwą zastanawiam się czy ona ma na sobie prawdziwe buty od mistrza Louboutina? Ale ta kwestia to temat na inny artykuł.
 

Agnieszka Witońska-Pakulska
Kancelaria Pakulski Kilarski i Wspólnicy

Komentarze