Podróże kulinarne: Zjeść Alzację

Riquewihr / fot. J. Szaniawski
Riquewihr / fot. J. Szaniawski

Swoją peregrynację postanowiliśmy rozpocząć na południu, a potem jechać w górę i zakończyć w Strasburgu. Dlatego miasteczko Riquewihr było pierwszym punktem na naszej mapie. Urok Alzacji polega między innymi na tym, że jadąc niespiesznie po ‘Route du Vin’ – Winnym Szlaku, mijamy cały czas przecudne miasteczka i wioski z domami z szachulca. Niektóre mają nazwy francuskie jak Ribeauvillé czy Colmar, a inne z kolei niemieckie jak Zellenberg czy Molsheim. Riquewihr wygląda tak jak w XVI wieku i jest miejscem, w którym nie można nie zakochać się od pierwszego wejrzenia. Wszechobecne kwiaty, tęczowe kolory średniowiecznych kamieniczek i obecność tuzów alzackiego winiarstwa jak Hugel czy Dopff spowodowała, że nastroje były wyśmienite. Chciało nam się jeść. Ale do kolacji, którą zarezerwowaliśmy na siódmą było jeszcze trochę czasu. Dzień był upalny, a odwodnienie to wróg, więc postanowiliśmy uzupełnić płyny w organizmie. Dziarskim krokiem udaliśmy się do winnicy Dopff au Moulin. Wizytę umówiliśmy wcześniej telefonicznie, aby nie pozostawiać niczego przypadkowi. W pięknym, wykończonym jasnym drewnem salonie degustacyjnym, urocza Ulrike zadała proste, ale i trudne pytanie: – Czego się napijecie? Popatrzyliśmy po sobie i nieśmiało odpowiedzieliśmy: – Wszystkiego… Ulrike uśmiechnęła się tylko i zaczęła odkorkowywać kolejne butelki: riesling, pinot blanc, cremant d’alsace, sylvaner… i tak bez końca. Dwie godziny później (jak powiedziałby poeta: zrobieni na ‘perłowo’) wyszliśmy ‘defiladowym’ krokiem na ulicę, w mocnym postanowieniu, że kolacji nadszedł czas.

Flammekueche / fot. J. Szaniawski
Flammekueche / fot. J. Szaniawski

Alzacka kuchnia będzie bliska polskim sercom, a raczej żołądkom, gdyż wieprzowina występuje tam pod najróżniejszymi postaciami, a symbolem kuchni regionu jest ‘sauerkraut’ – czyli kiszona kapusta, choć robiona nieco inaczej niż nasza. Podczas kolacji w ‘Hotel au Cerf’ była okazja, by spróbować takich smakołyków jak baeckeoffe (gulasz z różnych mięs marynowanych w białym winie z warzywami), kiełbasek strasburskich, czy flammekueche czyli czegoś podobnego do cienkiej pizzy z dodatkiem śmietany, cebuli i boczku. Zaraz, zaraz – powie ktoś. To znaczy, że to tam mają tylko takie wysokokaloryczne żarcie? Otóż nie, bo znajdziemy tam również takie wspaniałości jak coq au riesling (kurczak duszony w kremowym sosie z wina z czosnkiem i szalotkami), spaetzle – czyli ręcznie wyrabiane kluseczki czy ślimaki po alzacku.

Komentarze

Dziękuję za wspaniały tekst o Alzacji.Czytając go widziałam to wszystko oczami wyobraźni 🙂
Cieszę się że za kilka miesięcy zamieszkam w Strasbourgu.
Pozdrawiam