Zbigniew Rybczyński: „Żal mi tego czasu, którego nikt mi już nie zwróci”

fot. Bartek Sadowski
Zbigniew Rybczyński. Wynalazca. Prekursor. Wizjoner. Umberto Eco posuwa się jeszcze dalej i nazywa go „Leonardem da Vinci XXI wieku”. Świat się nim zachwyca, niestety Polska nie potrafi wystarczająco docenić. Przez cztery lata realizował we Wrocławiu marzenie swojego życia – studio filmowe z najnowocześniejszą technologią na świecie. Aż pewnego dnia niespodziewanie dano mu piętnaście minut na spakowanie swoich rzeczy…

Na długiej liście otrzymanych przez niego nagród znalazły się Oscar, Emmy i trzy nagrody MTV. Jednak najbardziej dumny jest nie ze zrealizowanych filmów, a z tych nigdy nie nakręconych. Zapewnia, że dzieło jego życia dopiero powstanie. Niestety – na pewno nie w kraju, z którego wyjeżdża we wrześniu. Tym razem na zawsze.

Największy sukcesem jest to, że moją żoną jest Dorotka. A marzenie: żebym zdążył kiedyś zrealizować film, nad którym pracuję całe swoje życie…

Spotykamy się w jego skromnym wrocławskim mieszkaniu. Stojący na półce – pośród książek, gazet, bibelotów – Oscar od razu przyciąga mój wzrok. Zbigniew Rybczyński, poruszony „aferą taśmową”, kończy właśnie swój kolejny gorzki wpis na Facebooku. Gorycz narasta w nim nie od dziś. Widać, że sprawa wykrytych przez niego malwersacji finansowych w Centrum Technologii Audiowizualnych i wymierzonych w niego bezpodstawnych oskarżeń jest teraz całym jego życiem. Pokazują mi z żoną dokumenty, podpisy, orzeczenia. Przed nimi kolejne rozprawy sądowe w walce o dobre imię. Nie ulega wątpliwości, że mam przez sobą niesztampową, wybitną i niezwykle zaangażowaną we wszystko co robi postać. Przed nami długa, ważna rozmowa. Reżyser odpala pierwszego papierosa i mocno się zaciąga. OK, zaczynamy.

1 of 6

Komentarze