Wspomnienia nicią szyte – Atelier Nostalgia

Słowo „nostalgia” rzadko komu kojarzy się ze ślubną tematyką. Jednak to właśnie tęsknota, ulotność, romantyzm i powrót do tego co było –  to pojęcia, które opisują nowy, kreatywny projekt dwóch młodych dziewczyn z Krakowa. Poznajcie Atelier Nostalgia – miejsce, gdzie powstają najpiękniejsze wspomnienia ze ślubnych przygotowań.

Dominika i Sylwia nie przypuszczały, że idąc na wzornictwo na krakowską ASP wyznaczą sobie drogę prowadzącą do powstania atelier sukni ślubnych. Nie sądziły wtedy też, że ich plany zawodowe kiedykolwiek się splotą. Początki były niespodziewane, wręcz nieplanowane, ale z czasem wyklarowała się jasna myśl: „Zróbmy kolekcję sukni ślubnych, jakich nie ma w polskich sklepach. Najbardziej wymagające panny młode znajdą u nas to, czego szukają. Dla tych, które chcą pójść o krok dalej – przygotujmy możliwość uszycia wymarzonej sukni od podstaw”. Tak zaczęła się wspólna przygoda dwóch młodych projektantek, które dziś pracują nad kolekcją ślubną inspirowaną minionymi dekadami – w szczególności modą lat 20. i 30. oraz sukniami na zamówienie w swoim atelier, w niepozornej pracowni na poddaszu.

Czas spędzony na studiach obydwie wspominają jako bardzo intensywny. Tajniki sztuki projektowania dziewczyny szlifowały również podczas wyjazdów na stypendia zagraniczne. Ich drogi zeszły się na dobre, gdy obydwie dołączyły do uczelnianej Pracowni Mody. Tam też nawzajem obserwowały swoje projekty, sposób pracy i z czasem ze wspólnej pasji zrodziła się przyjaźń. Dodatkowo dziewczyny  niemal w jednym momencie stanęły  przed tym samym dylematem: jaką suknię ślubną wybrać. Szukały, przymierzały i przeglądały wszystko, co jest dostępne na rynku – z mizernym, jak się okazało, rezultatem.

Na rynku sukni ślubnych nadal jest spory deficyt modeli oryginalnie skrojonych, wykorzystujących najwyższej jakości materiały, wreszcie takich subtelnie i niebanalnie pięknych. Większość tego, co obejrzałam w salonach, wykonane było z zatrważająco słabych jakościowo materiałów, jeśli chodzi o fasony – przeważały nieśmiertelne „bezy” i bogato zdobione cekinowe propozycje, które świeciły jaśniej niż korona Miss Universe. Nie byłam w stanie odnaleźć się w tych realiach” – tak poszukiwania sukni wspomina Sylwia, która w końcu postanowiła postawić wszystko na jednej szali i sama zająć się projektem i wykonaniem własnej kreacji na ślub. Dominika przeszła tę samą drogę: od przeglądnięcia oferty wszystkich znanych jej salonów ślubnych, przez zwątpienie, aż po uświadomienie sobie, że skoro potrafi projektować i szyć dla innych, to czemu by nie zrobić czegoś dla siebie. „Zaczęło się niewinnie, od znajomych. Uszyłam skromną, prostą sukienkę dla mojej koleżanki na ślub i nagle zaczęły dzwonić do mnie kolejne panny młode z zapytaniem, czy nie mogłabym uszyć także ich sukni ślubnych. Z początku podchodziłam do tego z dużą rezerwą, mimo sporego doświadczenia w projektowaniu ubioru, sukienki ślubne to zupełnie inne problemy konstrukcyjne i tkaninowe, a niektóre dziewczyny przychodziły z naprawdę skomplikowanymi projektami. Wiedziałam, że potrzebuję wsparcia” – opowiada.

Wsparcie znalazło się jak na zamówienie. Dziewczyny postanowiły działać wspólnie i razem stawiać czoła wyzwaniu tworzenia wymarzonych sukni ślubnych. Potrzebowały jednak fachowej, bardziej doświadczonej ręki, więc odezwały się do krawcowych i konstruktorki z wieloletnim stażem pracy, które pomagały im przy tworzeniu dyplomowych kolekcji na studiach. Przez lata współpracy wytworzyła się między nimi, nomen omen, nić porozumienia i postanowiły oficjalnie stworzyć zespół, który za cel stawia sobie realizację nawet najtrudniejszych projektów. Tych nie trzeba szukać, bo jak na ironię, skomplikowane i ambitne wyzwania same znajdują drogę do atelier. Przyszłe panny młode przychodzą z inspiracjami najczęściej zaczerpniętymi z wybiegów, od największych projektantów haute couture. „To, co zawsze powtarzamy dziewczynom podczas pierwszej rozmowy, to zdanie, że suknia ślubna to nie projekt na czerwony dywan. Nie chodzi w tym wszystkim wyłącznie o to, by pięknie się prezentować, ale również o to, by czuć się komfortowo i móc swobodnie się poruszać, zarówno podczas ślubu, jak i podczas szaleństw weselnych”. To bardzo cenna uwaga, którą przyszłe panny młode powinny wziąć sobie do serca. Wygoda i świadomość, że nie musimy myśleć nad każdym ruchem, jest cenniejsza niż efektowne elementy utrudniające poruszanie się. Dominika i Sylwia podkreślają jednak, że zawsze starają się spełnić oczekiwania dziewczyn, które do nich przychodzą i w jak najlepszym stopniu odwzorować ich wizję. „Wychodzimy naprzeciw problemom i trudnościom. Z takim zespołem jak nasze krawcowe i konstruktorka jesteśmy w stanie zrealizować najbardziej skomplikowane projekty. Zdecydowanie nie boimy się wyzwań, choć przyznajemy, że czasem bywa ciężko, jak np. w przypadku mojej sukni”- wspomina Sylwia. „Kupiłam materiał i kiedy rozwinęłyśmy go w pracowni, okazało się, że ma skazę dokładnie na środku i przez całą długość materiału. Było za mało czasu na szukanie nowego, więc długo układałyśmy puzzle z papierowych form, żeby zdołać wykroić wszystkie elementy sukienki. Na szczęście się udało. Materiału wystarczyło na styk. Takie doświadczenia są bezcenne, uczą nas pokory i cierpliwości, tego nie zastąpią żadne warsztaty projektowania”.

Dziewczyny z Atelier Nostalgia są mistrzyniami w pokonywaniu kryzysowych sytuacji i trudności związanych z projektowaniem sukni ślubnych. Jak same twierdzą, pierwszą przeszkodą może być już samo poszukiwanie odpowiedniego materiału, zwłaszcza tego o bardzo dobrej jakości. „Często wspomagamy się współpracą z włoskimi i hiszpańskimi dostawcami. Zamawiamy tkaniny z zagranicy, Dominika na swój ślub znalazła materiał aż w Tajlandii! Dzielnie próbujemy stawiać czoła tym materiałowym deficytom” – dodaje Sylwia. Dziewczyny stawiają czoła także innym wyzwaniom, jak na przykład telefon o późnej godzinie od zapłakanej panny młodej na tydzień przed ślubem, która stwierdza, że jej prawie już gotowa sukienka nie jest spełnieniem jej marzeń. Takie sytuacje także mają miejsce i projektantki wraz z całym atelier muszą podjąć wyzwanie uspokojenia rozchwianej emocjonalnie klientki lub uszycia w ekspresowym tempie całkiem nowej sukni. „Zdarzało się, że wykańczałyśmy suknię w piątek przed ślubem o drugiej w nocy w domu panny młodej. Proces pracy nad wspólnym projektem wytwarza niezwykłą relację pomiędzy nami, a dziewczyną, która do nas przychodzi i dlatego czujemy, że musimy być dla niej do końca. Zależy nam na tym, aby ta suknia była odzwierciedleniem jej charakteru, jej stylu i gustu, żeby naprawdę była wyjątkowa. Często oznacza to pracę w nadgodzinach, a czasem nawet na weselu, na którym zazwyczaj lądujemy, bo zwyczajnie się zaprzyjaźniamy z tymi dziewczynami. Jesteśmy tam dla nich i czuwamy nad tym, żeby być w pogotowiu, gdyby cokolwiek się stało z suknią”. 

To, co dla Sylwii i Dominiki najcenniejsze to fakt, że kilkumiesięczne przygotowania, począwszy od pierwszego spotkania, aż po moment kulminacyjny, jakim jest ślub, budują szereg wspomnień związanych z suknią ślubną. Im bliżej ślubu, tym emocje są bardziej rozchwiane, tym panna młoda mniej pewna swojego wyboru i rola dziewczyn to nie tylko realizacja projektu, ale także swego rodzaju emocjonalne wsparcie. Jest płacz, jest zwątpienie, jest różnica zdań, ale na koniec – jak dziewczyny same zapewniają – zawsze jest eksplozja radości, którą widać w momencie założenia gotowej sukni. Wtedy górę bierze wzruszenie obu stron i ogromna satysfakcja – nie tylko z dobrze wykonanej pracy, ale także z tego szczerego błysku w oczach panny młodej. „Żadna z dotychczasowych dziewczyn, która szyła u nas sukienkę, nie sprzedała jej. To jest spory kawałek ich osobistych historii, do której i one i my często powracamy z uśmiechem, z rozrzewnieniem, z nostalgią. Dziewczyny przyznają, że praca nad ich suknią była niesamowitą przygodą związaną z tym wyjątkowym dniem, jakim jest ślub. Nie przeżyłyby tego, gdyby po prostu poszły do sklepu i wybrały model, w którym wyglądają najlepiej. Wspomnienia są budowane na emocjach i relacjach z innymi, a tego nie brakuje w naszym atelier. W atelier, któremu ostatecznie zdecydowałyśmy się nadać imię Nostalgia, bo właśnie ta pojawia się na koniec każdej z tych przepięknych historii”.

Byłam, przeżyłam i potwierdzam wszystko, co dziewczyny tu przekazały. Sama spoglądam na moją sukienkę stworzoną razem z nimi, momentami w nieco burzliwy sposób. Powstała suknia, którą założyłam raz, ale która zawiera w sobie więcej pięknych wspomnień niż rzeczy, które noszę na co dzień.

Malwa W. 

Komentarze

Słowo „nostalgia” rzadko komu kojarzy się ze ślubną tematyką. Jednak to właśnie tęsknota, ulotność, romantyzm i powrót do tego co było –  to pojęcia, które opisują nowy, kreatywny projekt dwóch...
" />