Wanda Berger – książę sucharów

wanda berger
Na koncie ma kilka tysięcy wymyślonych krótkich żartów, tzw. sucharów, a w głowie zapewne co najmniej drugie tyle. Wanda Berger (czyli Maciej Polak) tuż po premierze najnowszej książki „300 milf do nieba” opowiada między innymi o tym, jak czuje się jako „samozwańczy kniaź sucharów” i co filozof widzi w syntezatorach analogowych.
No dobra. Przyznaj się… Jaki jest według Ciebie największy suchar wszechczasów?

Hmmm… Ulubiony zasłyszany? Tak dobry, że szczerze zazdroszczę autorowi? Choćby ten: „Jak powiedzieć statkowi, że nie dostanie kolacji? Promieniejesz”. Inny, mojego kumpla Iwona Olszewskiego, też jest super: „Jakie są dwie miłości Siergieja Bubki? Analityczka”. Jeśli chodzi o te mojego autorstwa, to trudno mi wszystkie spamiętać, bo jest ich kilka tysięcy… Z ostatniej książki „300 milf do nieba” bardzo dobrze odbierane były choćby te: „Jak powiedzieć: <zatrzymaj się i chwal ucho Moniki>? Stanisław Moniuszko”, „Co robi senna gejsza z zatruciem pokarmowym?Wali w kimono” czy „Jak powiedzieć, że hak od Fiata Uno jest u ojca? Hakuna matata”.

W takim razie poproszę jeszcze jakieś niepublikowane „pieczywo trwałe” (Pieczywo trwałe to profil na Facebooku, na którym znajdziecie twórczość Wandy Berger – przyp. Red.).

Z tych najświeższych, niepublikowanych na papierze, choćby: „Dlaczego Mickiewicz nie jeździ do Bratysławy? Bo go wk… słowacki”. Dzieciaki śmieją się z odpowiedzi na pytanie: „Na czym zimą jeżdżą kury? Na kokosankach”. Ostatnio dowiedziałem się, że dzieci mojej przyjaciółki dorwały się do książki i, trochę w sekrecie, czytały sobie suchary, zaśmiewając się w niebogłosy. Najstarsza z trójki tłumaczyła młodszym, jak czegoś nie kumali. To chyba najbliższa mi sercu recenzja, cenniejsza niż najlepsze słowo.

Pytanie, które muszę zadać, nawet jeśli słyszałeś je już tysiące razy. Dlaczego u licha Wanda Berger?

Wcale tak często tego pytania nie słyszę (śmiech), ale odpowiedź za to jest bardzo nudna. Po prostu jakoś tak wyszło. Kiedyś musiałem zapisać się do listy dyskusyjnej, a może to była Nasza Klasa… nie pamiętam. W każdym razie nie chciałem użyć prawdziwego nazwiska. Wolę dozować swoją ekspozycję w Internecie. Podałem wówczas pierwsze dane, jakie przyszły mi do głowy. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego padło na Wandę. Pamiętam, że byłem wtedy na wakacjach w Giżycku i było ciepło… reszta to robota dla Freudystów (śmiech). Inna sprawa, że z liter „Wanda Berger” można ułożyć mnóstwo anagramów, będących jak najbardziej sensownymi nazwiskami: Brenda Wager, Andrew Barge, Gerard Webna, czy mój ukochany Dragan Weber. Którąś książkę planuję wydać pod przynajmniej dziesięcioma pseudonimami na raz.

Jesteś absolwentem filozofii i właścicielem serwisu analogia.pl. Co filozof widzi w syntezatorach analogowych?

Trzeba raczej zapytać, po co fanowi syntezatorów analogowych filozofia. Odpowiedź jest prosta i jedna – nie mam pojęcia. Analogami zajmuję się już blisko dwadzieścia lat, a na filozofię poszedłem na drugim roku studiów (dziennie studiowałem zarządzanie), więc to instrumenty były pierwsze. Tak naprawdę, zarówno w przypadku muzyki, jak i studiów, dla mnie najważniejsze jest to, że poznałem całą masę ludzi. Właśnie to jest najcenniejsze. Braki wiedzy można uzupełnić czytaniem. Braków ludzkich czytaniem już wypełnić się nie da…

Jaka jest według ciebie mniej lub bardziej naukowa definicja „suchara”?

Taka nieco naciągana definicja głosi, że „suchar” to ekstremalnie krótki, pomysłowy żart słowny, czasem będący połączeniem słów z języka polskiego i angielskiego, który bazuje na absurdalnym poczuciu humoru i nastawiony jest na wywołanie u słuchacza ambiwalentnego wrażenia z pogranicza rozbawienia i zażenowania. Tylko problem w tym, że tego typu żarty istniały w języku polskim od dawien dawna, tylko pewnie nie miały konkretnej nazwy. Potem w którymś momencie nastąpiło zapewne wrzucenie wszelkich krótkich żarcików do jednego „wora” i opatrzenie ich terminem „suchar”. Przyznam, że nie mam ani czasu, ani kompetencji, żeby forsować zmiany w nazewnictwie. Skupiam się na ich pisaniu.

Wydałeś już jeden tomik, zbiór 666 krótkich żartów „Nad wodą wielką i cystą”. Skąd się biorą „suchary”, gdzie je wynajdujesz?

W płacie czołowym, skroniowym, ciemieniowym i potylicznym. Wymyślam je, więc wynajduję je w głowie. Czasami wspomagam się słownikami, różnymi dziwnymi terminami encyklopedycznymi, frazeologizmami. Innymi czasy, jak choćby wczoraj, podczas treningu (jestem maratończykiem) nie mogłem się wręcz odpędzić od sucharów i wymyśliłem ich tyle, że bałem się, że ich nie spamiętam – nie biegam przecież z notesikiem. A już na łeb musiałbym upaść, żeby biegać z dyktafonem. Niby sport to zdrowie, a pierwszy, jaki wczoraj powstał, szedł tak: „Wypity alkohol wchodzi w brzuszek i co jeszcze? Wódeczka”. I taka to moja dola.

Do czego zobowiązuje tytuł „Księcia Sucharów”?

Do przyjęcia z pokorą, że jak żart polegający na nazwaniu się „Samozwańczym Kniaziem Sucharów”, do końca się nie uda i ktoś go przeinaczy, to trzeba zaakceptować tytuł „Księcia”. Wszelkie tytuły, inne niż żartobliwe, są kompletnie nie w moim stylu, ale trochę za późno, żeby temu zaradzić. Jedno szczęście, że jest Karol Strasburger. Nikomu nie przyjdzie na myśl, by to mnie nazwać „Królem”. Król jest bowiem tylko jeden. To Pan Karol.

Komentarze

Na koncie ma kilka tysięcy wymyślonych krótkich żartów, tzw. sucharów, a w głowie zapewne co najmniej drugie tyle. Wanda Berger (czyli Maciej Polak) tuż po premierze najnowszej książki...
" />