W rytmie piwnych kolaboracji [Michał Zębik]

Last Christmas i inne Jingle Bells zapewne opanowały już wszystkie większe sklepy i galerie handlowe. Trwająca tradycyjnie od połowy listopada świąteczna nagonka sprawia, że po zwykłych zakupach ma się ochotę jedynie upić. I to obojętnie jakim piwem. Na szczęście jest odtrutka na przesłodzone dźwięki i handlową popelinę – dobre piwo i dobra, hmm, no powiedzmy dobra dla niektórych muzyka. Dziś, w zupełnie nieświątecznych rytmach, co nieco o nowym wymiarze piwnych kolaboracji.

Kolaboracja nie jest najlepiej kojarzonym słowem. Wiadomo: wojna, okupacja, zdrajcy, szmalcownicy i golenie głów Francuzkom, które oddawały się Niemcom (nie mówiąc już o połowie Francji tzw. Vichy, która po prostu z Niemcami kolaborowała). Całe szczęście w piwnym światku pojęcie to nie ma żadnych negatywnych wydźwięków, a oznacza jedynie współpracę. Czasem dosyć zaskakującą.

Browarnicy kolaboranci
Szlak współpracy między browarami przetarł nie kto inny jak pionierzy polskiego piwowarstwa rzemieślniczego – PINTA i AleBrowar. Inicjatywa uwarzenia wspólnego piwa wyszła jednak ze strony multitapu Piwoteka Narodowa z Łodzi. Owocem przedsięwzięcia stało się B-Day – pierwsze kolaboracyjne piwo uwarzone, na co wskazuje i nazwa, z okazji urodzin trzech zainteresowanych.

PINTA skomponowała skład zasypu, AleBrowar dobrał chmiele, Piwoteka określiła w jakim stylu ma powstać piwo. Na świat przyszedł pierwszy w Polsce Weizen IPA, zaś idea kolaboracyjnego piwowarstwa szybko zdobyła nowych zwolenników. W 2015 roku powstał trzeci z kolei, urodzinowy B-Day, a wspólnego warzenia podjęły się następne browary. Były też kolaboracje międzynarodowe. Stout o nazwie Lublin to Dublin Browar PINTA uwarzył z irlandzkim O’Hara’s, z kolei świąteczne Hoppy Dark Ale Saint No More powstało ze współpracy AleBrowaru z norweskim browarem Veholt.

Full Metal Beer
Umówmy się, metal w piwie nie jest najbardziej pożądaną sprawą. Zwłaszcza jeśli chodzi o metaliczny posmak oznaczający najczęściej skorodowaną instalację browarniczą. Co innego, gdy mówimy o muzyce, która z bożonarodzeniowymi kolędami ma raczej niewiele wspólnego. Taki metal w polskim piwie rzemieślniczym pojawił się już kilkukrotnie zwiastując narodziny browarniczo – muzycznego mariażu.

Przykład przyszedł z zagranicy, gdzie dedykowane zespołom muzycznym piwa pojawiły się nieco wcześniej. Zdecydowanie najgłośniej było o Trooper Ale uwarzonym w wyniku współpracy wokalisty Iron Maiden, Bruce’a Dickinsona, z browarem Robinsons Brewery. Piwo, podobnie jak inne przedsięwzięcia Dickinsona odniosło ogromny sukces stając się najlepiej sprzedającym w historii browaru.

Sygnowane nazwą zespołu piwa wypuściły też m.in.: AC/DC, Motörhead, Kid Rock czy KISS choć były to raczej słabo oceniane, zwyczajne lagery. Sepultura pokusiła się o weizena, Pearl Jam wraz z Dogfish Head Brewery uwarzył mocne belgijskie ale z dodatkiem czarnej porzeczki, Mastodon czarne IPA oraz niemieckiego pilsa. Najlepiej ocenianym „metalowym” piwem jest natomiast imperial IPA Permanent Funeral … grindcore’owego zespołu Pig Destroyer.

Makumba ska, Behemoth też piwo ma
Pojawienie się polskiego, muzyczno-rzemieślniczego piwa było kwestią czasu. Zwłaszcza, że trzeba się czymś wyróżnić gdy wraz z rosnącą liczbą powstających browarów, na sklepowej półce robi się coraz ciaśniej. Jako pierwszy był bodajże śląski Browar Reden, który dla zespołu J.D Overdrive uwarzył IPA The Kindest of Ales nawiązujące etykietą do jego płyty The Kindest of Deaths.

Wkrótce powstały inne zespołowe piwa: Oberschlesien – stout owsiany uwarzony przez browar o muzycznej, nomen omen, nazwie Kraftwerk, american pale ale Reversal zrobione przez ten sam browar, tym razem dla hiphopowego zespołu Pokahontaz czy uwarzone przez browar Piwna piwo w stylu american wheat dla zespołu Big Cyc. Niewątpliwie najgłośniej było jak dotąd o zrobionych przez browar Perun piwach zespołu Behemoth: Sacrum (belgian IPA), Profanum (black IPA) i najnowszym Heretyk (american amber ale).

Kolaboracyjne warzenie pokazuje, że rynkowa konkurencja w przypadku browarów rzemieślniczych oznacza coś zupełnie innego niż zazwyczaj się wydaje. To ciekawe i bardzo pozytywne oblicze polskiego piwowarstwa. Najważniejsze jest jednak pamiętać, że powinno się liczyć przede wszystkim piwo, a nie tylko etykieta, o czym chyba zapomniał punkowy KSU. Zrobione dla niego przez browar Racibórz piwo było najprawdopodobniej lanym standardowo przez ten browar metalicznym lagerem. Może w tym wypadku lepszym pomysłem byłby jednak „jabol punk”. Wesołych świąt!

Michał Zębik

Pytania, sugestie, uwagi:
zebempokuflu@gmail.com
zebem_po_kuflu

Komentarze

Last Christmas i inne Jingle Bells zapewne opanowały już wszystkie większe sklepy i galerie handlowe. Trwająca tradycyjnie od połowy listopada świąteczna nagonka sprawia, że po zwykłych zakupach ma...
" />