Vw Passat Variant 2.0 Tdi

Tak się składa, że jestem właścicielem wiekowego Passata B5, który nie zawodzi mnie od lat, a jeśli już to nie powoduje wiru w moim portfelu. Jest solidnym, nie plastikowym i dobrze wyposażonym „Das Auto”. Czy najnowszy „pasek w tedeiku” podtrzyma ową tradycję? Nie odchodźcie od monitorów!

Wiem, że posiadanie Passata przez hobbistę motoryzacji to trochę siara, ale nie jestem przeciwnikiem takiego rozwiązania, bo może nie przynosi podziwu u kumpli, ale gwarantuje spokój i pewny poziom. Tak jest i z nowym Passatem o oznaczeniu B8. Nie zaszokujecie nikogo informacją, że zamierzacie kupić takie auto i to jeszcze w wersji rodzinnej (czytaj kombi). No chyba, że dodacie kilka słów o 240 KM mocy, skrzyni DSG i napędzie 4×4. Wtedy ktoś na pewno się zaciekawi, a zwróci honor gdy takiego Passata zobaczy na własne oczy!
Nie jestem fanem tego typu nadwozia, ale muszę przyznać, że Passat, nawet w odmianie Variant Niemcom wyszedł. Długie linie, ostre cięcia i kąty to ultranowoczesny trend, który ewidentnie wpisuje się w aktualną modę. Wystarczy przyjrzeć się samym reflektorom, których kształt bardziej pasuje do sportowych Audi niż spokojnych Volkswagenów. Uzupełnione o światła LED (w kształcie kwadratowej litery U) wyglądają świetnie, zwłaszcza gdy z biksenonowych lamp wychodzi białe światło. Warto wspomnieć, że reflektory te posiadają funkcję tzw. „niewidocznych długich”, które automatycznie oświetlają niewidoczną część drogi, a w przypadku nadjeżdżającego samochodu nie oślepiają jego kierowcy. Ciekawy jest też sam grill, który rozciąga się pomiędzy lampami przez całą szerokość samochodu.
Co ważne, auto dobrze wygląda również z profilu i z tyłu. To zasługa 18-calowych felg i zgrabnej sylwetki. Mimo 4767 mm długości auto jest foremne dzięki nisko poprowadzonej linii dachu. Kufer auta jest zintegrowaną częścią projektu, a tylne reflektory ostrymi liniami żarówek nawiązują do całości. Ciekawostką w tej części auta są prawdziwe końcówki wydechu (spłaszczone) oraz kamera cofanie schowana pod znaczkiem VW (wysuwa się automatycznie przy włączania biegu wstecznego).
To wszystko sprawia, że nowy Passat może się podobać i zwraca na siebie uwagę na ulicach (zwłaszcza po zmroku). Według mnie to pierwsza generacja, która wygląda naprawdę prestiżowo i stawia pod wielkim zapytanie sens reinkarnacji Phaetona. Z resztą sami popatrzcie na ten czarny lakier!
W środku Passat nie zatracił swojej elegancji i spokoju, a wręcz przeciwnie trochę go zyskał. Czerń została przepleciona srebrnymi oraz skórzanymi wstawkami ( w tym egzemplarzu w odcieniu brązu). Skóra pojawia się nie tylko na bardzo wygodnych fotelach, ale także na drzwiach oraz całej desce rozdzielczej. Mimo to w aucie nie jest ciemno, ponieważ panoramiczny dach (również jako szyberdach) wpuszcza promienie słońca. Projekt konsoli centralnej jest bardzo stonowany, ale ładny. Uzupełniają go dwa ekrany (jeden centralny i dotykowy), a drugi w miejscu zegarów oraz kilkadziesiąt guzików, które włączają w aucie miliony dodatkowego wyposażenie i opcji. Pomimo tego w środku VW jest nadal ergonomicznie i prosto w obsłudze. Dla mnie najfajniejszym elementem wnętrza pod względem wizualnym są nawiewy, które są w 4 miejscach, ale ich przedłużenie na  desce wyglądaj jak klima w amerykańskich krążownikach, a przy okazji nawiązuje do grilla z przodu auta.
Ale po kolei – wróćmy do samych foteli. Oprócz tego, że dobrze trzymają ciało, a każdy z 4 pasażerów ma swoje osobne siedzisko z dużą ilością miejsca na nogi i głowę to są one podgrzewane. Przednie dodatkowo mogą być wentylowane i elektrycznie regulowane, a kierowca może cieszyć się masażem (tylko jeden tryb) również podczas jazdy. Wspominając o przestrzeni nie sposób zapomnieć o ogromnym bagażniku, który pomieści sporo rzeczy zarówno służbowych, jak i prywatnych, a jeszcze zostanie miejsce na autostopowicza. Dokładnie to 650 litrów, które chroni roleta oraz elektrycznie otwierana klapa bagażnika.
Drugą sprawą wnętrza wartą poruszenia są multimedia Passata. I nie chodzi tu nawet o dobry system audio – DYNAUDIO, który puści Twoje ulubione kawałki z płyty, USB, Jukeboxa (dysk HDD) lub telefonu. Mowa tu bardziej o rozbudowanym systemie infomedialnym, który działa bardzo płynnie, idealnie dograny jest z przyciskami na kierownicy i skrywa naprawdę sporo funkcji – choćby przeglądarkę internetową, nawigację lub przesyłanie obrazu z telefonu (MirrorLink) poprzez kabel USB. Pokazuje on również obraz z 6 kamer Passata, które ułatwią każde parkowanie. Oczywiście czujniki i obraz z nich pokazują rzeczywistość z dużą dozą zapasu, aczkolwiek to bardzo pomocny system. Szkoda tylko, że system Parktronic, znany z innych modeli zaparkuje tego Volkswagena tylko w miejsce równoległe (tzw. koperta).
Nie to jest jednak rewolucją w nowym Passacie. Są nią zegary wyświetlane elektrycznie. To lekki ewenement i dowód na postęp technologii. Dzięki temu oczy kierowcy w jasny sposób widzą wszystkie przekazywane dane na raz, a po odpowiedniej konfiguracji są świetnym asystentem w podróży, zwłaszcza gdy jedzie się samemu. Co ciekawe, za wieńcem kierownicy możemy zobaczyć również nawigację. Nie chodzi jednak o zwykłe, strzałkowe komunikaty a o całkiem spory kawałek mapy – ekran ma rozmiar aż 12,2 cala!
Wnętrze Passata skrywa naprawdę sporo niespodzianek i w takiej konfiguracji jak testowany egzemplarz zaskakuje przepychem i możliwościami. Najważniejsze jest jednak pod maską auta. Dwulitrowa jednostka wysokoprężna z dwoma turbosprężarkami wystrzeliwuje Passata do przodu z zaskakującą łatwością – do setki w 6,3 sekundy. 240 koni mechanicznych i 500 NM maksymalnego momentu obrotowego robi swoje, a takie przyspieszenie w kombi zaskoczy spod świateł niejedno, nawet sportowe auto. Zwłaszcza, że nasz model posiadał napęd 4MOTION i szybką skrzynię DSG. Z jednej strony podnoszą one wagę auta (1735 kg), ale też świetnie uzupełniają kierowcę. Automat w VW pracuje z dobrym kickdownem, a jego sportowe ustawienia zmienia przełożenia w mgnieniu oka. Maksymalnie Passatem Variant pojedziemy 238 km/h i może to nie wyniki Audi RS6, ale jazda nim potrafi dać frajdę zestresowanemu tatusiowi.
Oznacza to, że Passatem można jeździć naprawdę dynamicznie i w tym komfortowo. Szybkie prędkości nie wpływają na hałas w środku, a miękkie zawieszenie wysławia niedoróbki drogowców. Gdyby jednak nie marzyło Ci się ciągłe wyprzedzanie, Volkswagen wprowadził różne tryby jazdy, dzięki czemu w opcji Sport można udawać Kubicę i stracić szybko prawko lub cieszyć się kolejnymi kilometrami w trasie w trybie Comfort lub ECO. Tryby zmieniają charakter pracy skrzyni biegów, silnika, reakcji na gaz itd…
To jakimi jesteśmy kierowcami wpłynie też na spalanie auta. Tu Passat potrafi być ekonomicznym samochodem spalając odpowiednio 6 litrów w trasie i 7-8 w mieście. Niestety potrafi też spokojnie pobrać dwucyfrową liczbę litrów na 100 km, gdy tryb sport jest naszym ulubionym, a maksymalny moment obrotowy potrzebny jest nam przy każdorazowym ruszaniu. Pamiętajmy jednak, że napęd 4×4 i automat podnoszą zużycie ropy.
Czy zatem testowany Volkswagen Passat jest autem idealnym? Na pierwszy rzut oka wad naprawdę nie widać, a mówienie, że kombi mi się nie podoba, to tylko kwestia indywidualna. Jest jednak jeden czynnik (zazwyczaj kluczowy), który ograniczy wielu chętnych. Nie przedłużając, tak dopieszczony egzemplarz kosztuje prawie ćwierć miliona złotych. To naprawdę duża suma i również chwalenie się takim wydatkiem może grozić zdziwieniem słuchaczy w stylu „tyle za VW…?” Mimo to ja uważam, że to adekwatna kwota. Patrząc na podobne parametry w modelach bardziej prestiżowych marek, musielibyśmy sporo dołożyć, a przecież szpan to tylko niepotrzebny wydatek.
Dlatego też utrzymuje stwierdzenie, ze Passat to synonim solidności, przestrzeni, wyposażenia i bezproblemowości. Zamieniłbym jedynie określenie nudny i przeciętny na nowoczesny i prestiżowy. Jak widać kilkanaście lat w motoryzacji to naprawdę sporo czasu i VW dobrze wykorzystał ten okres.

Konrad Stopa
Fot: Jakub Głąb

www.motopodprad.pl

Komentarze