VOLKSWAGEN TIGUAN – just fun

VOLKSWAGEN TIGUAN – just fun

Szara zwinna jaszczurka, występująca głównie w Brazylii to łakomy kąsek dla amatorów posiadania ciekawego gada w swojej kolekcji. Taki jest właśnie osobnik z gatunku Tiguan.

No dobrze. Chyba nawet nie ma takiej jaszczurki, ale te rozważania zostawimy dla kolegów z redakcji bardziej „zwierzęcych”.
Tiguan, o którym warto napisać jest Volkswagenem. Przedstawmy trochę suchych faktów na jego temat. Tiguan pierwszej generacji zadebiutował już w 2007 roku, od tamtego czasu sprzedano ponad 2,8 miliona egzemplarzy. W porównaniu z poprzednikiem, nowy Tiguan cechuje się niższą masą własną, mimo iż bardzo urósł. Przestronniejsze jest nie tylko wnętrze, ale również bagażnik, którego pojemność wzrosła aż do 615 litrów (po złożeniu siedzeń: 1655 l). W nowym Tiguanie po raz pierwszy zastosowano system 4MOTION Active Control, który działanie napędu na cztery koła dopasowuje do wybranego trybu jazdy – onroad, off-road, snow lub off-road individual. Co ciekawe drugą generację tego modelu możemy wyposażyć w wiele najnowszych systemów m.in. w system Emergemency Assist, który zatrzyma samochód, gdy kierowca zasłabnie lub Trailer Assist, potrafiący niemal samodzielnie cofać z przyczepą.

To tyle jeżeli chodzi o krótką charakterystykę. Do testów trafiła mi się wersja Highline 2.0 TDI SCR 4MOTION BlueMotion Technology 110 kW/150 KM ze skrzynią automatyczną – 7-stopniowe DSG.
Tiguan ciekawił mnie od dawna. Na pewno dlatego że gdzieś po głowie chodziło mi pytanie po co on w ogóle istnieje, skoro jest już Touareg. Zaryzykuje stwierdzenie że Tiguan to jego młodszy brat. Młody brat, który ma niewyczerpane pokłady energii.

Z zewnątrz

Zwłaszcza z przodu Tiguan nawiązuje do innych modeli marki, co nie powinno szczególnie nikogo dziwić. Bardzo spodobały mi się jego kanciaste i ostre kształty, które występują chociażby na przednim zderzaku. O ile przód auta prezentuje się według mnie bardzo dobrze, to bok auta jest trochę nudnawy. Niby wszystko jest na miejscu, ale brakuje mi jeszcze kilku przetłoczeń chociaż na drzwiach, aby zaczęło to jakoś współgrać z przodem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tył auta to zdecydowany powrót do zachwytów. Uroku dopełniają tylne światła ledowe, które wieczorem wyglądają naprawdę zjawiskowo. Tiguan spoczywa na 18 calowych obręczach ze stopów lekkich. Dla jednych to dużo, dla drugich w sam raz. Według mnie, ten rozmiar felg jest bardzo optymalny, ponieważ na mniejszych wygląda lekko pokracznie. Testowany egzemplarz standardowo wyposażony był w opony samouszczelniające się w rozmiarze 235/55 R18. Czy to działa? Wolałem tego nie sprawdzać!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wnętrze

Pierwsze co rzucało się w oczy to Active Info Display o przekątnej 12,3 cali, który zastąpił klasyczne zegary (standard w wersji Highline). W pierwszej chwili zastanawiałem się nad czytelnością tego wynalazku, gdyż miałem wrażenie że cały ekran jest lekko pochylony do przodu.
Jednakże zadziwiająco szybko się do niego przyzwyczaiłem. Co więcej można ustawić na nim wiele informacji dotyczących spalania, jazdy lub też wyświetlić nawigację. Jeżeli komuś jednak zacznie dokuczać brak standardowych zegarów to można przełączyć ekran na widok klasycznych zegarów. Tak wiem, to dalej będzie tylko imitacja, ale dobrze że pomimo innych bajerów zachowano coś wyglądającego jak normalne zegary.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Środek auta również przypomina wnętrza z pozostałych nowych modeli (generacji) Volkswagena, więc jeżeli ktoś przesiądzie się chociażby z Golfa to w Tiguanie szybko odnajdzie się za kierownicą. Na testy dostaliśmy chyba niemal najbardziej doposażoną wersję na rynku co potęgowało wrażenia estetyczne. Choć nie byłbym sobą, gdybym nie przyczepił się do jednej rzeczy. Testowany egzemplarz miał już na liczniku ponad 20 tysięcy kilometrów na liczniku. W normalnych warunkach nie jest to specjalnie dużo, a ze względu na to że jest to auto testowe brałem poprawkę na pewne rzeczy. Niestety bardzo razi mnie jakość tapicerki. Jak wynika z cennika w standardzie wersji Highline występuje tapicerka siedzeń z mikrofibry „Art Velours”. Fotel kierowcy (głównie siedzisko) nosił już ślady użycia i zmęczenia materiału (marszczenie). Tłumacze to też faktem, że w tylnych kieszeni spodni przenosimy różne rzeczy narażając fotel na uszkodzenie, ale jakość powinna być wyższa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ogromnym plusem auta okazał się szklany dach. Dalej traktuje to jako dodatkowy bajer, niemniej jednak bardzo pasuje do Tiguana, który w wielu przypadku będzie pewnie rodzinnym samochodem.
Zarówno pasażerowie z przodu, jak i Ci siedzący z tyłu nie powinni narzekać na komfort jazdy. Rozkładane stoliki w oparciach przedni foteli mogą być bardzo przydatnym gadżetem, ale należy się z nimi delikatnie obchodzić. Kiedy chciałem je pierwszy raz rozłożyć i złożyć, bałem się że coś urwę. Warto poświęcić chwilkę na małe doszkolenie w tej dziedzinie. Pewnie narażę się wielu fanom modelu, ale denerwowało mnie oświetlenie „ambiente” w listwach dekoracyjnych, które wyglądało wręcz kiczowato. Na całe szczęście występuje ona tylko w wersji Highline, lecz niestety jest w standardzie.

W czasie jazdy

Jazda Tiguanem nie wprawi może w spontaniczny zachwyt i stany euforyczne, ale z całą pewnością zapewni bardzo dobry komfort podróży. Z wiekiem doceniam komfort nie tylko podczas jazdy w trasie, ale też po zakorkowanym mieście. Nie odczuwałem specjalnego zmęczenia z jazdy w takich warunkach (co zaczyna mi w prywatnym aucie powoli doskwierać).
Testowy Tiguan musiał się zmierzyć nie tylko z krakowskim smogiem, ale i korkami. Producent podaje, że zużycie paliwa oscyluje na poziomie 6,8l /100km. Stosując się do eko porad udało mi się osiągnąć takie spalanie, ale tylko w momencie kiedy nie stałem w korku. Dociekliwy zapytają ile pali ten potwór kiedy praktycznie 100% jego trasy to nieustanne podążanie w korku. Najwyższe spalanie jakie udało mi się osiągnąć w korku to 8,2l/100km. I wcale nie uważam żeby na takie duże auto, było to koszmarnie dużo. W cyklu mieszanym (30% miasto, 70% trasa) zbliżyłem się nawet do danych producenta i spalanie wyniosło 6l/100km (producent podaje 5,7l/100km w cyklu mieszanym).

A co z DSG? Oczywiście zauważyłem kilka wolnych reakcji, aby zmienić bieg na wyższy, ale nie było to jakoś tak bardzo męczące. Nie jest to też auto do ścigania, ale jeżeli obudzi się w Tobie chęć szybszego ruszenia z pod świateł to przy wykorzystaniu łopatek i napędu 4motion, spokojnie zostawisz niejedno auto w tyle. Młodszy braciszek Touarega, pomimo swoich rozmiarów, jest jednak zwinną bestią. Przy dłuższym użytkowaniu skrzynia biegów nie sprawia żadnych problemów, a auto spokojnie i bez większego trudu pokonuje mniejsze i większe przeszkody. Jeżeli złączymy wszystkie fakty razem to wyjdzie nam komfortowe auto do jazdy nie tylko na codzienne dojazdy do pracy, ale i na wycieczki za miasto.

Systemy/Multimedia/Dodatki.

Nie ma sensu opisywać wszystkich możliwych systemów, multimediów czy dodatków, dlatego skupie się na kilku, które zwróciły moją uwagę. Lane Assist – asystent toru jazdy spisuje się nad wyraz dobrze, jednak przy mokrej nawierzchni system nie zawsze rozpoznaje linii na asfalcie czyniąc go „ślepym”, co jest lekko niebezpieczne. W testowym egzemplarzu kilka razy system Lane Assist zgłaszał błędy z informacją o jego wyłączeniu. Nie wiem dlaczego, ale możliwe, że to kwestia danego egzemplarza.

System Easy Open – Śmiałem się z tego rozwiązania w autach do granic możliwości. Przeszło mi w momencie kiedy ręce miałem zajęte a nie mogłem położyć rzeczy na ziemi. System ten otwiera klapę bagażnika po wykonaniu gestu nogą przy zderzaku.
Podgrzewana kierownica – O ile podgrzewane fotele sprawdzają się w zimowe dni i wieczory to jednak zawiodłem się na podgrzewanej kierownicy. Prędzej kierownica nagrzewała się od moich rąk, niż ręce od kierownicy.
Start-Stop – To coraz bardziej powszechny system w autach. To kolejny system, do którego mam mieszane uczucia. Moje uczucie nasiliło się właśnie w Tiguanie, gdzie dojeżdżając do świateł (które za 2 sekundy zmieniały kolor na zielony) z nie wciśniętym pedałem hamulca w pełni, system wyłączał silnik. Ponowne „obudzenie” i wprawienie auta w ruch, trochę trwało.

System radiowy „Composition Media” – To 8-calowy, kolorowy i wielofunkcyjny ekran dotykowy z czujnikiem zbliżeniowym, 8 głośnikami, czytnikiem kart SD, gniazdem AUX-IN, USB z możliwością podłączenia urządzeń typu iPod/iPhone, funkcją odtwarzania muzyki w formacie MP3 i instalacją telefoniczną (Bluetooth). Jak na standardowo montowane nagłośnienie to bardzo przyjemnie słuchało się na nim moim ulubionych hitów. Miałem wrażenie, że auto jest dobrze wyciszone, a głośna muzyka nie powodowała trzeszczenia wszystkich plastików na desce. Sam system jest bardzo prosty do opanowania, choć na początek może przytłaczać mnogość funkcji jakie może wyświetlić.

Podsumowanie

Nie będzie łatwo jednoznacznie odpowiedzieć, czy warto kupić Tiguana. Wydaje mi się że jeżeli już w Twoim kręgu zainteresowań pojawił się ten model to jednak warto dać mu szansę. Patrząc i wspominając ten model jako całość, naprawdę jest to ciekawa propozycja nawet na auto rodzinne. Kiedy kierujesz się ceną, miej na uwadze że doposażone wersje mogą dużo kosztować. Testowy egzemplarz dobił bowiem do kwoty 199 800 zł.

Tekst i foto Tomasz  Knapik

www.motopodprad.pl

Komentarze