Tropem ramenowej nitki

Tropem ramenowej nitki
 Gdy miałam kilka lat i oglądałam japońskie anime, zawsze chciałam spróbować zupy, którą jedli bardzo często ich bohaterowie. Przypominała trochę nasz rosół, miała długi makaron, który postacie siorbały z przyjemnością i jakieś takie dziwne coś przypominające biało różową gwiazdkę – później dowiedziałam się, że to narutomaki(czyli rybne ciasteczko). W Polsce od kilku lat widzimy wyraźne zainteresowanie kuchnią japońską, sushi znają wszyscy, ramen, bo to właśnie o nim mowa, pojawił się u nas stosunkowo niedawno.

Gdzie szukać początków tej historii? Jak niesie wieść ramen przywędrował do Japonii z Chin i jeśli wierzyć przekazom hitem tamtejszej gastronomii stał się dopiero… po II wojnie światowej! I co ciekawe, jest to jeden z ulubionych fast foodów Japończyków. Ramen to nic innego jak przepszny, wielowymiarowy bulion z jeszcze lepszymi dodatkami: marynowanym jajkiem (ajitsuke tamagolub nitamago), boczkiem (chashu) i innymi dobrodziejstwami.

Ramen tak zadomowił się w Japonii, że proces jego przygotowania został opanowany do perfekcji.

Istnieją trzy podstawowe rodzaje bulionu do ramenu: mięsny (tutaj bazą jest wołowina, wieprzowina, drób i oczywiście kości, które są niezbędne do przygotowania esencjonalnego wywaru), morski (tutaj oczywiście mamy ryby, glony, skorupiaki), warzywny (marchew, glony, kapusta). Do doprawienia ramenu służy oczywiście niezastąpiony sos sojowy lub pasta miso, posypuje się go szczypiorkiem, suszonymi wodorostami i sfermentowanymi kiełkami bambusa (menmą). Warto też pamiętać, że każdy Japoński region specjalizuje się w swojej własnej, indywidualnej odmianie ramenu! Tak więc jeśli zawitacie kiedyś w okolice Kiusiu, koniecznie spróbujcietonkotsu  na bazie wieprzowiny. W okolicach Hokkaido musicie zasmakować ramenu miso.

Jednak nigdzie nie można zapomnieć o tradycyjnym makaronie do ramenu – robi się go z mąki pszennej, soli wody i kansui– jest to nic innego jak woda z węglanem sodu i potasu to ona nadaje kluską ramenu żółty kolor. Acha! Jeszcze pamiętajcie o dwóch pojęciach, które pojawiają się w nazwach ramenów. Assari to lekki, klarowny wywar. Z kolei kotteri jest ciężki i bardzo bogaty, wręcz okrągły w smaku.

I teraz już naprawdę na koniec, by wprowadzić Was w ramenowy zawrót głowy w Japonii pojawiły się też dania spokrewnione z ramenem, u nas dopiero zyskują na popularności, ale warto znać ich nazwy już na przyszlość. Tsukemen –w tym wypadku makaron i ramen podawane są w osobnych naczynkach. Jak to jeść? Bardzo prosto: makaron należy moczyć w wywarze przed zjedzeniem.

Danie można jeść zarówno na ciepło, jak i na zimno. Kolejnym przysmakiem jest Tantanmen. Jest to japońska wariacja na temat makaronu chińskiego dan dan. Ramen jest podawany w wywarze z ostrego chilli i sezamu. Przeważnie towarzyszy mu mielona lub siekana wieprzowina z warzyw warto tu wspomnieć szpinak lub kapustka pak choi. Ostatnim smakołykiem jest Zaru ramen –zimny makaron z zimną zalewą, której bazą jest sos sojowy i podaje się go z płatami nori.

Jedząc ramen musicie pamiętać o jednej zasadniczej zasadzie.

Może ona się Wam wydać początkowo dziwaczna, ale… należy siorbać. Tak! Siorbanie, mlaskanie,wciąganie klusek to sprawa jak najbardziej pożądana i na miejscu! Ramen najlepiej pałaszować z przyjaciółmi, wtedy wspólne siorbanie zyskuje nowy wymiar! Jeśli jesteście w Krakowie, koniecznie zajrzyjcie do Ramen People (jeszcze mają siedzibę na ulicy Dajwór, ale niebawem przenoszą się na Czystą). To aktualnie najlepszy krakowski ramen. Menu mają bardzo proste – zawsze znajdziemy tu kilka rodzajów ramenu i dodatki w formie kiszonek. Plus znajdziecie tu wspomniany już tsukemen! Ich tonkotsu mogłabym jeść, jeść i jeść…aż w końcu bym pękła, pozbierała się i wróciła znowu. Tym bardziej jestem ciekawa ich nowego lokalu, głównie przez to, że właścicielki nie tak dawno szkoliły się u japońskich mistrzów ramenu i plotka niesie, że szykują najbardziej japoński ramen w Polsce! Mlask!

Będąc w Krakowie możecie odwiedzić również nowo otwarty Akita Ramen. To oni rozgrzewali publiczność licznych zlotów food trucków swoim ramenem. Lokal mają przyjemny, duży, przestronny. W menu znajdziecie: flagowy Akita Ramen, Chashu Ramen, Tricity Ramen i Tonkotsu Ramen.

Niestety mimo kilku prób wciąż nie trafiłam na ten ostatni. Ich rameny prezentują świetny poziom, jednak w przypadku Chasu Ramen miałam wrażenie, że boczek był zbyt długo podpalany…Chociaż osobą towarzyszącym to nie przeszkadzało. Uwaga wegetarianie, jak na razie poza przystawkami i deserami nie znajdziecie tu nic dla siebie. Niestety kuchnia japońska jest bardzo mało weguskowa, a Akita podkreśla, że chce ją wiernie naśladować.

Gdybyście zawędrowali do Poznania obowiązkowo idźcie do YetzTu – nawet jeśli mielibyście czekać w kolejce.

Ich kamo z plastrami kaczki to po prostu niebo w gębie. W skrócie to jedzenie odbiera mowę i myślę, że śmiało można powiedzieć, że jest jednym z najlepszych ramenów w Polsce. Oczywiście nie można nie wspomnieć o ramenach w stolicy. Warszawa stała się prawdziwym zagłębiem ramenowym w Polsce. Tu proszę skierować się do Uki Uki – ach, niech żyje kolagen! Jeśli jednak nie jesteście jeszcze ramenowymi weteranami idźcie koniecznie do Mod – absolutna klasyka! Wegetarian zapraszamy do Vegan Ramen Shop. Dla kulinarnych konserwatystów – tak można zrobić genialny ramen z warzywami! Jeśli nie wierzycie to już wiecie, gdzie wiarę tę można odzyskać.

Nie pozostaje Wam nic innego tylko wyruszać w miasto i szukać Waszych ulubionych ramenów – zobaczycie, ramen wciąga i jak ośmiornica nie puszcza tak łatwo!

Marta Kudelska

Komentarze