Tinder – seks za „lajka”

Pamiętacie czasy podstawówki i gimnazjum kiedy to do bólu znużeni potokiem słów z ust nauczyciela wyrywaliście kartkę z zeszytu, wypisywaliście listę dziewczyn/chłopaków po czym przyznawaliście punkty proporcjonalne do atrakcyjności reprezentanta płci przeciwnej? Te czasy wróciły. Co prawda przyjęły nieco poważniejszy i niestety bardziej brutalny charakter, ale skoro ocenianie innych mamy we krwi, to Tinder – mobilna aplikacja-postanowił nam to podać w wersji godnej XXI wieku.

Szukacie znajomych, miłości, przygód, wrażeń czy seksu? Rejestrujecie się na Tindera, który dzięki korelacji z Facebookiem pobiera część Waszych danych (imię, zdjęcia, zainteresowania), wyszukujecie osoby preferowanej przez Was płci, lajkujecie lub odrzucacie i czekacie na to co się wydarzy. A wydarzyć się może wiele. Najgorsza opcja zakłada, że zostaniecie odrzuceni przez osobę, którą wcześniej „polubiliście”. Dlaczego ktoś kto Was nie zna miałby Was odrzucić? Zapewne dlatego, że macie brzydkie zdjęcie.Fryzura bez wyrazu, cienie pod oczami, grube okulary, niemodny sweter albo to co najgorsze- trądzik lub nawet jedna niedoskonałość skóry! To nie jest ani sexy ani trendy. Jeśli chcecie mieć powodzenie na Tinderze nie mniejsze niż Kim Kardashian na Instagramie, musicie zapamiętać że to Wasze zdjęcie decyduje o być albo nie być w tej aplikacji. Jeśli się do tego przyłożycie, istnieje szansa że osoba, która Was zainteresowała odlajkuje Wasz profil i wtedy rozpocznie się fascynujący i jedyny w swoim rodzaju chat. Będziecie rozmawiać o tym gdzie się aktualnie znajdujecie, o tym co lubicie robić w wolnym czasie, jaki rodzaj muzyki preferujecie, kiedy w końcu będzie wiosna, aż w końcu jedno z Was zada pytanie w stylu : „u mnie czy u ciebie?”.

Zaraz zaraz a gdzie romantyzm, rozmawianie o przeczytanych książkach, o nominacjach do Oscarów, o planach na przyszłość, gdzie ten cały happy end z głosem w tle „ i żyli długo i szczęśliwie…” ??? Nie powiem Wam gdzie go szukać, bo każdy znajduje go w innym miejscu, ale mogę zapewnić, że na pewno nie znajdziecie go na Tinderze. Tinder to seks, chwilowe przyjemności, połechtanie własnego ego albo głupia zabawa. Zdarza się, i temu nie zaprzeczam, że przypadkowy chat kończy się wielką miłością, a nawet ślubnym kobiercem, ale jak dotąd przypadki te są znikome w proporcji do setek tysięcy jednorazowych randek opierających się głównie na seksie.

1 of 2

Komentarze