Test: volvo xc90 d5 inscription

Na najnowsze wcielenie dużego SUVa Volvo, trzeba było czekać aż 13 lat. W dzisiejszym świecie samochodów to prawdziwa wieczność. Na szczęście nowe XC90 wreszcie nadeszło. Wygląda świetnie, zachwyca nowinkami technicznymi, ale i martwi – dostępnością jedynie czterocylindrowych silników. Sprawdzamy, czy jest się czym zachwycać i czego bać.

Zacznijmy od stylistyki. No cóż, XC90 zdecydowanie nie przypomina nudnego auta dla podtatusiałego pana z brzuszkiem. Jest świeże, dynamiczne i eleganckie. Prezentuje się dokładnie tak, jak powinien się prezentować drogi SUV A.D. 2015.
Opisywany egzemplarz pomalowano białym lakierem, który ciekawie kontrastował z czarnymi wykończeniami, widocznymi na przykład na błotnikach. Wygląda to fajnie, chociaż ja nie mogę przestać myśleć o tym, jak dobrze byłoby temu autu w czerwieni, dostępnej zresztą w niektórych wersjach wyposażenia.
Auto robi wrażenie swoją wielkością: jego długość o włos mija się z granicą pięciu metrów (dokładnie: 4950 mm), jest też szerokie (2140 mm) i wysokie (1775 mm). Zwraca uwagę długa, monumentalna maska, no i przede wszystkim wręcz absurdalnie wielkie koła, na których jeździł testowany model. Astronomiczne 22 cale wielkości i cieniutki profil opony 35 wyglądają świetnie, to prawda.
Pytanie jednak, czy to na pewno właściwy wybór do SUVa, który z założenia ma zwalniać swego kierowcę z myślenia o wysokich, miejskich krawężnikach, nie mówiąc już o pułapkach polnych dróg.
Po wejściu (a właściwie: wdrapaniu się) do wnętrza, widzimy, że jest prosto, skandynawsko i luksusowo. Jest też jasno, po części za sprawą dużych szyb i wielkiego, szklanego dachu, a po części za sprawą beżowej tapicerki, którą wyłożone są fotele auta. Mój kolega stwierdził, że ten kolor sprawia, że czuje się jak w luksusowym gabinecie dentystycznym. Ja się z tym nie zgadzam i moim zdaniem to „jedyny słuszny” wybór kolorystyczny do wnętrza XC90. Gdyby u dentysty naprawdę było tak ładnie, przestałbym bać się wizyt…

Skóra w dodatku bardzo przyjemnie pachnie – zapach to według mnie bardzo ważny czynnik wpływający na atmosferę we wnętrzu samochodu, zwłaszcza jeśli mówimy o modelu klasy luksusowej.
Za kierownicą siedzi się wygodnie. Co ważne dla większości nabywców SUVów, oczywiście patrzymy na wszystkich z góry. Ja dodam jeszcze, że mimo wszystko, nie siedzi się „jak na stołku” i nawet ktoś, kto przywykł do bardziej sportowej pozycji za kierownicą, szybko odnajdzie tu swoje miejsce.
Wnętrze jest wykonane solidnie i z dobrych materiałów. Kilka razy pod naporem łokcia delikatnie zaskrzypiał mi podłokietnik, ale oprócz tego, nie usłyszymy tu żadnych niepożądanych dźwięków.
Znajdziemy za to kilka smaczków dla spostrzegawczych, takich jak metki w barwach szwedzkiej flagi, wszyte w boczki foteli, oraz klamry pasów z wyrytym napisem „Since 1959”. Volvo chwali się w ten sposób, że to właśnie w samochodach tej marki po raz pierwszy, ponad pół wieku temu, zastosowano seryjnie pasy bezpieczeństwa.
Nikomu nie powinno brakować miejsca w żadną stronę, również w drugim rzędzie foteli. Trzeci, opcjonalny, nie jest może wymarzonym miejscem na spędzanie długich podróży, zwłaszcza gdy nieco się urosło. W sytuacjach awaryjnych sprawdzi się jednak doskonale, pozostawiając w dalszym ciągu całkiem sporo miejsca w bagażniku. Gdy zaś przewozimy pięć zamiast siedmiu osób, bagażnik jest wręcz gigantyczny.

Konsola środkowa, co bardzo miłe, jest delikatnie skierowana w stronę kierowcy, zupełnie jak w starszych modelach BMW. Króluje na niej bardzo duży, dotykowy ekran, poprzez który steruje się większością funkcji samochodu. A trzeba przyznać, że funkcji jest tu całe mnóstwo – o czym więcej napiszę za chwilę.
Konstruktorzy Volvo wykonali kawał dobrej roboty, bo ekran genialnie reaguje na dotyk, a ikony rozmieszczone są logicznie. Mimo wszystko, obsługa tego wszystkiego podczas jazdy, potrafi poważnie odciągnąć kierowcę od skupiania się na sytuacji na drodze. Jest duża szansa, że ze wszystkich ekranów dostępnych we współczesnych samochodach, ten jest jednym z najlepszych. Mimo wszystko, warto mieć się na baczności i nie zagłębiać za bardzo w jego zakamarki, gdy akurat prowadzimy.
Za to gdy się zatrzymamy, możemy spędzić długie godziny na poznawaniu wszystkich gadżetów, w które wyposażone jest to Volvo. Testowany egzemplarz to wersja Inscription, najbogatsza pod względem wyposażenia w palecie modelu. Tutaj nie zabrakło również kilku dodatkowych pakietów i opcji.

Mógłbym do końca tego tekstu opisywać wszystkie gadżety nowego XC90. Nie mam jednak tyle miejsca, skupię się więc na najważniejszych. A więc: opcjonalny zestaw audio firmy Bowers & Wilkins, mimo że drogi (dopłata: ponad 14 tysięcy złotych), jest wart tych pieniędzy. Nie jestem audiofilem, więc nie umieszczę tu teraz dokładnego opisu brzmienia, jaki produkuje, ale uwierzcie mi – gra świetnie, podobno oddając dokładnie akustykę sali koncertowej goteborskiej filharmonii.
Dla odmiany, wyświetlacz przezierny HUD spokojnie można sobie odpuścić. Prędkościomierz (wyświetlany cyfrowo) jest niewiele niżej i obserwacja jego wskazań nie wymaga odrywania wzroku od drogi.
Aktywny tempomat działa bardzo dobrze, odpowiednio wcześniej dostosowując prędkość do wolniej jadących przed nami aut i przyspieszając, gdy zrobi się pusto. Asystent parkowania zadziwia precyzją działania, a kamery – cofania i z widokiem z góry – ułatwiają manewrowanie tym kolosem w ciasnych miejscach. Natomiast nawigacja potrafi się, niestety, pogubić – i to nawet w miejscach, w których byśmy ją o to nie posądzali.
Bardzo estetycznie wyglądające pokrętło umieszczone w okolicy dźwigni skrzyni biegów służy do wyboru trybów jazdy. Możemy więc, w zależności od potrzeb i upodobań, jechać w trybie komfortowym, offroadowym (zwiększa się wtedy prześwit, ale przy „wybitnie” offroadowych felgach tego egzemplarza, to ma niewielkie znaczenie…), dynamicznym (prześwit się obniża, wyraźnie szybsza jest też reakcja na gaz) i eco (auto staje się wyraźnie łagodniejsze w reakcjach, zmienia się wygląd wskaźników). Dla tych, którzy wszystko muszą zawsze robić po swojemu, przewidziano również możliwość indywidualnej konfiguracji własnego trybu.

Pisałem już o trybach jazdy… No właśnie, jazdy. Jak nowe XC90 zachowuje się na drodze?
Silnik, który można znaleźć w testowanym egzemplarzu, to dwulitrowy diesel o mocy 225 KM, wspomagany dwiema turbinami. Jest czterocylindrowy, tak jak każdy inny silnik w tym modelu. Współpracuje z ośmiobiegową skrzynią automatyczną, mamy też napęd na cztery koła. Głównym celem ograniczenia liczby cylindrów było zredukowanie zużycia paliwa. Pod tym względem rzeczywiście nie jest źle. Średnie spalanie na poziomie 9 litrów w cyklu mieszanym z przewagą miasta to dobry wynik w tej kategorii wagowej.
Trzeba za to przyznać, że co najmniej jeden dodatkowy cylinder by nie zaszkodził z jednego względu: poprawiłby dźwięk tej jednostki. Obecny nie jest ani natarczywy, ani nieprzyjemny dla ucha (co jest również zasługą świetnego wyciszenia), ale… brakuje mu nieco klasy. Z luksusowym charakterem nowego XC90 lepiej współgrałby odgłos pięcio- lub sześciocylindrowego motoru – nawet jeśli nadal mówimy o dieslu.
Gdy chodzi o moc, nie powiem, by robiła wielkie wrażenie i część klientów pewnie zatęskni za większą liczbą koni pod maską.
Mimo wszystko, osiągi można uznać za wystarczające (pierwsza setka po 7.8 s), skrzynia działa sprawnie i nie ociąga się z redukcjami, a napęd na cztery koła nawet w największą ulewę i na najgorszej drodze gwarantuje brak problemów z trakcją.
Zachowanie w zakrętach jest również bez zarzutu. Oczywiście, to auto waży dwie tony, więc nikt o zdrowym rozsądku nie będzie spodziewał się zwinności małego GTI. Układ kierowniczy jest jednak wystarczająco precyzyjny, a lusterka nie mają najmniejszej ochoty na bliższe poznanie się z ziemią, nawet gdy atakujemy łuki ze sporą prędkością.

Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć: jeżeli ktoś szuka sportowego SUVa, trafił pod zły adres.
XC90 nie będzie protestować podczas prób dynamicznej jazdy, ale… ono zupełnie do tego nie prowokuje. Oczywiście, jeśli masz 18 lat i właśnie podebrałeś auto ojcu, włącz tryb Dynamic i pościgaj się spod świateł. Ale większość  kierowców tego samochodu bardziej będzie sobie cenić ciche i łagodne resorowanie nierówności, mnóstwo przestrzeni w kabinie i poczucie bezpieczeństwa, które to auto bezsprzecznie zapewnia.
Relaks i spokojna jazda z rodziną – oto, do czego zostało stworzone nowe XC90. Czy to najlepszy tego typu SUV na rynku? Nie mam pojęcia – nie jestem jeszcze ojcem rodziny i przejażdżka takim autem to dla mnie nietypowa podróż w nieznane rejony motoryzacji. Ale nie miałbym nic przeciwko, gdyby to była wycieczka w moją własną przyszłość.
Dla tych, dla których moja przyszłość nadeszła już teraz, kiepska wiadomość na koniec.
Cena testowanego egzemplarza sięga 400 tysięcy złotych (wersja bazowa z tym silnikiem: 245 800 zł). To niewątpliwie dużo. Z drugiej strony, konkurencyjne Audi Q7 czy BMW X5 będą kosztować tyle samo lub więcej, gdy zechcemy, by były wyposażone w podobnie dużo nowinek technicznych. No i niemieccy konkurenci zapewniają nieco inny wizerunek kierowcy, który nie każdemu odpowiada. Volvo jest bardziej bezpretensjonalne.
Tekst: Mikołaj Adamczuk
Zdjęcia: Dominika Szablak

www.motopodprad.pl

Komentarze

Na najnowsze wcielenie dużego SUVa Volvo, trzeba było czekać aż 13 lat. W dzisiejszym świecie samochodów to prawdziwa wieczność. Na szczęście nowe XC90 wreszcie nadeszło. Wygląda świetnie, zachwyca...
" />