Test. Volvo model V40 CC

Kojarzycie taką reklamę, w której trzeby było wybrać dwie z trzech cech usługi? Volvo modelem V40 CC udowadnia, że sprawnie można łączyć wiele aspektów. W skrócie Cross Country z takim silnikiem to prawie hot-hatch z aspiracjami terenowymi. Czy to nie wyklucza się wzajemnie z automatu?

 

No właśnie, jak to najprościej wyjaśnić? O dziwo dość łatwo – Volvo V40 Cross Country z zewnątrz przypomina zawieszony wyżej kompakt. Relingi, plastikowe progi boczne oraz zderzaki. Wszędzie znajdują się również odniesienia Cross Country, żeby czasem nie pomylić auta ze standardową wersją. Co jeszcze może świadczyć o chęciach do off-roadu? Napęd AWD, który elektronicznie regulowany jest przez oprogramowanie auta lub asystent zjazdu, który reguluje prędkość oraz hamulce podczas drogi ze stromej górki. Nieznacznie podniesiono też auto, zwiększając prześwit. Nie myślcie jednak, że to wszystko sprawi iż takim Volvem zawstydzicie poza asfaltem Jeepa lub Mitsubishi kolegi – o to, to nie!

Zaskoczycie go jednak czymś z goła odmiennym. Bo drugim istotnym składnikiem testowanego egzemplarza jest sport. I nie mam tu na myśli krwistoczerwonego lakieru z ciemnymi 18-calowymi felgami oraz przyciemnionymi szybami. Cała sylwetka 4,4-metrowego auta też nie należy do ociężałych, wręcz przeciwnie – jest opływowa i nowoczesna. Mimo to, tak jak mówiłem na początku, wizualnie Cross Country jest raczej proterenowe i to nie razi w oczy.
To co istotne jest jednak pod maską, ponieważ czterocylindrowy, turbodoładowany silnik benzynowy T5 z 245 KM daje niezłego kopa. Do pierwszej setki samochód przyspiesza w 6,1 sekundy, a rozpędzanie zatrzymuje przy 210 km/h (ograniczenie elektroniczne, ale po co?). Osiągi to jednak nie wszystko, ponieważ w połączeniu z 8-biegowym automatem (geartronic) i napędem 4×4 Volvo V40 lubi górskie szlaki, ale te asfaltowe… Co ważne V40 nie posiada żadnych trybów jazdy, a jedynie skrzynia biegów posiada przełożenia „S”, które reagują na kickdown błyskawicznie, a od zera do 100 pracują z miłym dla ucha przeciąganiem zmiany biegów. Szkoda jedynie, że przy kierownicy zabrakło łopatek (tryb manualny sterowany lewarkiem).
A czy przy tym łączeniu dwóch biegunów pomyślano o komforcie? Z jednej strony tak, ponieważ skórzana tapicerka, niezły system audio oraz system infomedialny z nawigacją oraz łącznością Bluetooth oraz Internet na pokładzie na pewno podnoszą jakość podróżowania. Tak samo jak panoramiczny dach, dwustrefowa klimatyzacja, bezkluczykowy system lub „pełna elektryka” albo wielofunkcyjna kierownica, a to jeszcze nie koniec wyliczanki. Są jednak też minusy oddziaływające na komfort – jednym z nich jest dość sztywne zawieszenie i słabe wyłapywanie poprzecznych nierówności i głębokich wyrw.
Będąc przy wnętrzu Volvo V40 CC nie sposób nie wspomnieć o trzech trybach opcji wyglądu zegarów. Ze względu na własne upodobania możemy wybrać motyw Sport (czerwień), ECO (zieleń) lub Elegance (szarość). Oprócz koloru wskaźników zmienia się również rodzaj przekazywanych informacji. Ponadto niespodzianki znajdziemy też na środkowym wyświetlaczu, który oprócz standardowego przeglądania Internetu posiada możliwość instalowania aplikacji. Niestety nawet kilka prób ich włączenia stałe w martwym punkcie „łączenie…” więc niezbyt mogę Wam o nich opowiedzieć…
Sam projekt deski rozdzielczej jest typowy dla Volvo – ciemny, lecz elegancki z dobrej jakości materiałów i aluminiowymi wstawkami z wystającą konsolą. Niestety środek auta nadal naszpikowany jest sporą ilością przycisków i pokręteł przez co nie do końca jest intuicyjny. Szybka i bezproblemowa obsługa wymaga kilku dni praktyk, co niestety nie jest do końca bezpieczne.
Problemy pojawiają się również z przestrzennością auta. O ile w pierwszym rzędzie miejsce znajdzie dwójka nawet wysokich i barczystych mężczyzn na wygodnych fotelach (odcinek lędźwiowy regulowany ręcznie i to w trudno dostępnym miejscu) to tylna kanapa zadowoli jedynie dwójkę mniejszych autostopowiczów. O dziwo niemałe gabaryty samochodu nie mają przełożenia na bagażnik – 324 litry pojemności o raz wysoki próg załadunku to trochę mało jak na auto tej klasy.
To jednak coś, na co można przymknąć oko. Frajda z jazdy oraz wyposażenie Volvo V40 Cross Country nadrabiają te wady, a pamiętajmy, że Volvo to mistrz bezpieczeństwa. Znajdziemy tu komplet poduszek powietrznych, ISOFIX, ABS, ESP, aktywny tempomat, awaryjne hamowanie, BLIS, asystent pasa ruchu lub badanie zmęczenia kierowcy. Co ważne, działają one wzorowo!
To, co jednak jest limitowane, bardzo dobrze wyposażone i szybkie zarazem często sporo kosztuje. Nie inaczej jest w tym przypadku. Volvo V40 w tej konfiguracji startuje z poziomu 160 tysięcy złotych (T5 z AWD w wersji CC). To jednak nie koniec – doposażenie V40 o kilka dodatków (m. in. stałe połączenie z Internetem około 20 tys. zł!) kosztowało kolejne 40 tys. zł i tak końcowa kwota zatrzymała się w okolicach 206 000 zł. Dobrze, że Volvo oferuje chociaż w cenie 5-letnią gwarancję.
Wiem, że przy szybkich autach ciężko mówi się o spalaniu, ale nie sposób tego pominąć. W mieście samochód ten spalał nawet 13-14 litrów PB 95 na 100 km. Przy dłuższej przejażdżce (spora część po autostradzie) wyszło około 11-12 litrów i realnie rzecz ujmując do takich wartości trzeba się przyzwyczaić. Producent w prospektach reklamowych wspomina coś o 5-6 litrach na 100 km bezołowiowej, ale ja nie wiem jakim cudem – może jeździłem innym egzemplarzem.
Podsumowując, ten terenowy hot-hatch to nie lada ewenement, który zapewne rzadko wybierany jest przez klientów, ale o dziwo świetnie radzi sobie z połączeniem tych jakże odległych przeciwności (off-road i osiągi). Oczywiście przez taki mix auto nie jest stuprocentowo ani terenowe, ani sportowe, ale dzięki temu V40 staje się ciekawą alternatywą, i co ważne nie jest pozbawione sensu. Ciężko jednak jednoznacznie i logicznie wytłumaczyć jak to możliwe!

Konrad Stopa

www.motopodprad.pl

Komentarze