Test Toyota Yaris 1.33 Dynamic

Yaris od razu skojarzył mi się z damską częścią świata, co związane jest z faktem, że moja mama dawno temu marzyła o pierwszej generacji. W moje ręce wpadła najnowsza Toyota Yaris, która miała mi udowodnić, że facet może też powzdychać w kierunku małej Toyoty.

Dokładnie rzecz ujmując moje zdanie miało się zmienić pod wpływem czerwonej, mega doposażonej Yariski z mocnym, jak na miejskie auto silnikiem benzynowym. Sprawdźcie jak nam poszło w tym tygodniowym duecie.

Do dyspozycji otrzymałem Toyotę Yaris po faceliftingu, który wniósł do niej około 1000 nowych części –  dodanych lub zmodyfikowanych. Czy widać je na pierwszy rzut oka? A skądże! Yaris przeszedł facelifting dosłownie, ponieważ to właśnie „twarz” auta zmieniła się najbardziej i teraz szczerzy się wyróżniającym „X”. Może nie tak mocno jak mniejsze Aygo, ale koneksje widać gołym okiem.

Główne miejsce z przodu auta zajmuje ogromny grill, który mocno kontrastuje z czerwonym lakierem samochodu. Oprócz niego wzrok, zwłaszcza w dzień, zatrzymuje się na reflektorach z paskiem LEDów do jazdy dziennej, a całość projektu uzupełniają halogeny przeciwmgielne.

Dygresją dodam, że w owych reflektorach podczas testów spaliła się główna żarówka. Wiązało się to z dwiema wiadomościami. Dobrą – banalnie łatwa wymiana, ale też i złą – ta specjalnie dedykowana żarówka HIRII, która w oryginale wyciąga z kieszeni bagatela ok. 140 zł.

Oglądając karoserię Yarisa dalej, wersja Dynamic zaskakuje pozytywnie. 16-calowe felgi o ciekawym wzorze potrafią zainteresować oko, a spokojna linia nadwozia razem z przyciemnionymi szybami oraz czarnymi słupkami C prezentują się bardzo dobrze. Dzięki temu Toyota Yaris nadal jest atrakcyjnym autem segmentu B, jak to miało miejsce kilka lat temu. Słowem uzupełnienia – z tyłu Toyota się nie zmieniła: jest przeciętnie, bez szaleństw. Po prostu pasuje do reszty.

Nasza testowana odmiana Dynamic (dopłata 2500 zł) wyróżnia się również we wnętrzu – została pokolorowana na czerwono i czarno. Te biedronkowe barwy wyglądają nieźle i rozświetlają wnętrze auta ożywiając projekt deski rozdzielczej. Do tego zaskakują nie tylko za pierwszym razem i efekt „wow” zostaje na dłużej. Co ważne kolorowe materiały są dobrej jakości i miękkości. Niestety trochę trzeszczą i tu Toyota powinna dostać minusa.

 Wracając jednak do kwestii czysto estetycznych, jest tutaj nowocześnie i jak na azjatyckie korzenie (niektóre przyciski) bardzo ładnie. To spora zasługa wersji auta, ponieważ dotykowy wyświetlacz (system Toyota Touch 2 ukrywający nawigację, radio, łącze BT a nawet połączenie Internetu dzięki Twojemu smartfonowi – tak nie każdemu ) oraz panoramiczny dach to pozycje nieobowiązkowe. To samo dotyczy dwukolorowej, skórzanej tapicerki, którą pokryto wygodne fotele.

Komfortową podróż umila przestrzeń w aucie, która dla 4 osób jest wystarczająca (zwłaszcza w wersji 5drzwiowej). Ponadto na pokładzie pojawiła się dwustrefowa i automatyczna klimatyzacja. Dalsze podróże może ograniczyć bagażnik – 286 litrów to nie rekordy segmentu B, aczkolwiek wystarcza na miejskie podboje.

Ergonomicznie Toyota Yaris rozwiązana jest dobrze. Wnętrze skrywa sporo schowków o różnych kształtach. To idealne rozwiązanie dla kobiet, dzięki któremu każdy drobiazg z damskiej torebki może znaleźć swoje nowe (i znane) miejsce. Jedyną rysą we wnętrzu Yarisa jest podłokietnik, który raczej pełni funkcję dodatkowego pasa bezpieczeństwa niż pierwotną, ponieważ został usytuowany za blisko kierowcy.

Wiemy już zatem sporo o wyglądzie, praktyczności, a co o właściwościach jezdnych? Pod maską Toyoty Yaris znalazł się benzynowy motor o pojemności 1,33 litra i mocy 99 KM. Silnik sprzężono z manualną, sześciobiegową skrzynią biegów. Całość nieźle radzi sobie nie tylko w mieście. Auto żwawo przyspiesza, a krótkie przełożenia zachęcają do dynamicznej jazdy. Jak mocno? Ograniczeniem są osiągi, bo 11,7 sekundy do „setki” i 175 km/h prędkości maksymalnej to niewiele. Ledwie wystarczy do miejskich wojaży (przedstawiciel handlowy może być niezadowolony).

Mieszczuch ten jest też nieźle zawieszony i wytłumiony, dzięki czemu nasze miejskie wędrówki (i te pozamiejskie) nie odbiją się szczególnie na naszym zdrowiu. Pamiętajmy jednak, że to nie komfort typu z klasy wyższej średniej. Uzupełnieniem takich podróży jest niezły promień skrętu i cały układ kierowniczy. Gdyby jednak dalej coś przeszkadzało w parkowaniu, testowana Toyota Yaris posiadała kamerę cofania.

To co jednak może zniesmaczyć, to cennik. Bazowo Yaris startuje od okolic 45 tysięcy złotych. Wersja z testowanym silnikiem bez dodatków to koszt 62 tysięcy złotych, a jeszcze o kilka tysięcy tę cenę podnoszą wspomniane wyżej dodatki. Jak na 4-metrowe auto miejskie trochę dużo. Na szczęście Yaris jest bardzo ekonomiczny – w trasie łatwo zejść poniżej 5 litrów, a w mieście maksymalnie spalanie ledwie przekraczało 6. Nieźle!

Jak zatem czułem się w tym duecie? O dziwo dobrze, chociaż dalej uważam, że Yaris bardziej pasuje do kobiet. To oczywiście żadna wada, bo panowie pewnie nieraz skradną kluczyki do takiego auta żony. Szkoda tylko, że tak dobry i fajny samochód musi swoje kosztować. 

Tekst: Konrad Stopa, Motopodprad.pl

Foto: Jakub Głąb

Poprzednie teksty znajdziecie tu.

Komentarze

Yaris od razu skojarzył mi się z damską częścią świata, co związane jest z faktem, że moja mama dawno temu marzyła o pierwszej generacji. W moje ręce wpadła najnowsza Toyota...
" />