Renault Talisman – firmowy reprezentant

Życie managera w korporacji nie jest z pewnością bułką z masłem. Uciekające terminy, ważne spotkania i niemal ciągła pogoń za słupkami sprzedaży. Nic dziwnego, że w tej sytuacji samochód staje się azylem – bezpiecznym i przyjemnym schronieniem przed codziennym stresem. Wnętrze Renault Talismana wydaje się idealnym miejscem, by choć przez chwilę się odprężyć.

Zanim jednak zajmiemy miejsce w środku, rzućmy okiem na zewnętrzne oblicze Talismana. Zaokrąglony nos z dużym logo na jeszcze większym grillu to teraz wizytówka Renault. Klosze lamp kryją reflektory w technologii LED. Największe wrażenie jednak i tak robią światła do jazdy dziennej zaokrąglone w literę C. Dzięki nim nie sposób pomylić Talismana z jakimkolwiek innym modelem, no chyba, że… z Megane wykonanym według podobnej koncepcji. Z tyłu auto posiada także efektowne LED-y niemal łączące się pośrodku klapy bagażnika.

Mimo dość pospolitej bryły, dzięki takim efektownym zabiegom, stylistyka Talismana przyciąga wzrok i jest jednym z jego niewątpliwych atutów. Co rzadko się zdarza w dzisiejszych czasach, osiągnięto tu znaczący postęp względem poprzednika – Laguny. Całość robi bardzo pozytywne wrażenie i śmiało może pełnić funkcję reprezentacyjną dla średniego szczebla managera.

Ok, wejdźmy do środka. Nakreślono tu wszystko zupełnie od nowa, dosłownie – tylko pojedyncze elementy zostały z Renault z poprzednich lat. Do zajęcia miejsca we wnętrzu w testowanym egzemplarzu zachęcają opcjonalne, skórzane fotele. Plus dla Renault, że spora część kokpitu także pokryta jest skórą. Niższe partie to już plastik – niestety dość marny. Tak samo okolice centralnego tabletu mogłyby być lepiej wykonane, bo wyglądają tanio.

zrzut-ekranu-2016-09-20-o-12-03-14

Ze względów ergonomicznych jeden mały minus – Renault lubi w dziwnych miejscach lokować włącznik tempomatu. Umieszczono go niemal pod łokciem na tunelu środkowym, jeszcze gorzej niż w Scenicu, którym jeździłem rok temu.
Na szczęście Talisman to duże auto – czuć to siedząc we wnętrzu zarówno z przodu, jak i z tyłu. Miejsca na pewno nie zabraknie dla czwórki pasażerów, jedynie z tyłu na środku można poczuć się odrobinę niekomfortowo. Bagażnik oferuje 608 litrów foremnej przestrzeni. Razi jednak jego wykończenie – głośniki w półce tylnej nie są niczym od dołu osłonięte i pakując coś większego można je nawet uszkodzić.

Nasz Talisman to wersja Intense – przedostatnia, doposażona w kilka (drogich) opcji: fotele przednie elektryczne, podgrzewane i wentylowane, skórzana tapicerka, system multimedialny z ekranem 8,7” i audio Bose oraz bezdotykowo otwierana klapa bagażnika. Przez to z bazowych 111 900 zł cena podskoczyła do ponad 137 tysięcy – i tu trzeba zaznaczyć, że wyższa opcja Initiale Paris oferuje niewiele więcej – także nie będzie wstydu przed kolegami jeżdżącymi Passatami czy Mondeo.
Do korzystania z tych wszystkich dobrodziejstw służy głównie ekran centralny, obsługiwany dotykowo lub przełącznikiem. Ilość przycisków w kokpicie dzięki temu wyraźnie spadła. Jeśli ktoś lubi się zagłębiać we wszelakie opcje, menu i podmenu to w Talismanie znajdzie mnóstwo rozrywki – gorzej jeśli nie lubi, a szuka podczas jazdy jakiejś głęboko zaszytej opcji – może to skutecznie wyprowadzić z równowagi. Rzeczą, której w Talismanie się nie spodziewałem jest funkcja masaży w fotelach. W końcu francuskie auto, więc komfort na pierwszym miejscu.

Podobnie jest podczas jazdy. Wprawdzie mamy tu zmienne ustawienia – Eco, Comfort, Neutral, Sport i Personal – ale tak naprawdę niewiele czuć zmian w zachowaniu samochodu. Tryby Comfort i Neutral nie różnią się chyba niczym, oprócz tego, że w Comfort samochód automatycznie włącza masaż kierowcy. Najwięcej zmian daje oczywiście Sport, bo zmienia delikatnie tłumienie, pracę skrzyni i siłę wspomagania, ale to też jest ledwo wyczuwalne. Nie polubiłem tego trybu, ponieważ miałem wrażenie, że tylko niepotrzebnie zwiększa spalanie. Tryb Eco skwituję milczeniem; przypadł mi do gustu jedynie kolor podświetleń – jasnozielony. Do wyboru jest także pięć innych kolorów, które można sobie dowolnie zmieniać, tak samo jak wersji grafik wyświetlacza za kierownicą. Pozostałe dwa zegary są tradycyjne, analogowe.

zrzut-ekranu-2016-09-20-o-12-02-57

Przed jazdą Talismanem trzeba się w nim wygodnie umościć, a może być z tym problem. W naszym egzemplarzu w trakcie testu zepsuł się fotel kierowcy – nie chciał się do końca przysunąć do kierownicy. W efekcie gdybym był choć odrobinę niższy, nie mógłbym normalnie nim jeździć. Nie najlepsza jest także sama widoczność. Mam tu na myśli głównie potężne słupki A. Czasami stojąc przed pasami trzeba się trochę powyginać, żeby dostrzec pieszych stojących przy przejściu… Do tyłu także jest słabo, ale rekompensuje to w pełni kamera cofania. Plus za to natomiast za wyciszenie i wrażenia akustyczne. We wnętrzu nic nie trzeszczy i nie piszczy podczas jazdy, a do uszu podróżnych nie docierają uporczywe dźwięki z zawieszenia.

Testowany egzemplarz wyposażony był w silnik 1.6 TCe o mocy 150 KM. Jest to średnia półka w salonie Renault; wyżej mamy ten sam silnik o mocy równo 200 KM i turbodiesla 1.6 dCi 160 KM, niżej diesle – 1.5 i 1.6 dCi (110, 130 KM). Do napędzania Talismana jednostka o mocy 150 KM wraz z automatyczną skrzynią wydaje się wyborem rozsądnym – jej dynamika jest przyzwoita, a kultura pracy bez zarzutu. Wadą niestety jest spalanie. Przy spokojnej jeździe w trybie mieszanym zużycie paliwa na poziomie 8 l/100 km nie jest szczególnie imponującym rezultatem. W mieście potrafi spalić ok. 9,5-10 litrów.
W celu oszczędniejszej jazdy lepiej sięgnąć po słabszego diesla o poj. 1.6 l. Myślę, że również do roli korpowozu także częściej wybierana będzie jednostka wysokoprężna. Dużym plusem Renault jest siedmiobiegowa skrzynia EDC – do której nie mam żadnych zastrzeżeń. Obok designu to jedna z największych zalet Renault. Warto do niego dopłacić i cieszyć się jego gładkością działania.

 

Ciekawym doświadczeniem było testowanie pakietu 4Control. Za 7500 zł dostajemy system czterech skrętnych kół, w którym w zależności od prędkości tylne koła wychylają się nieznacznie zgodnie z przednimi lub przeciwnie do nich. Na postoju ruch tylnych kół jest niemal niewidoczny, ale to naprawdę działa. Z biegiem czasu wrzucałem Renault w zakręty z coraz śmielszymi prędkościami, a na nim nie robiło to najmniejszego wrażenia. Auto jest duże, a dzięki 4Control wydaje się znacznie zwinniejsze i pewniejsze na krętej drodze. Ten system ma także wadę – jego zamontowanie wiąże się ze zmniejszeniem zbiornika paliwa do 47 litrów, co jest wartością dość śmieszną. Zasięg w tej konfiguracji silnika wynosi jakieś 500 km. Dla porównania Skoda Superb ma bak o pojemności 66 litrów.

Podsumowując, Renault Talisman to niezły samochód. Podobnie jak połowa przedstawicieli swojej klasy, cierpi na niedoróbki jakościowe, oferując mniej więcej to samo w podobnej cenie. Porównując do typowych przedstawicieli swojej klasy czyli Insigni, Mondeo, Superba, Avensisa naprawdę nie ma się czego wstydzić. Ten segment jest bardzo zatłoczony i ciężko w nim zaistnieć z czymś świeżym, a Renault się to udało – zmiana nazwy i zmiana jakościowa w stosunku do Laguny jest znaczna.

Niesprawiedliwym jest też stawianie go tylko w roli samochodu flotowego, bo ma wszelkie argumenty ku temu, by zaistnieć wśród klientów indywidualnych. Największymi plusami są design, skrzynia EDC oraz prowadzenie dzięki zastosowaniu 4Control. Największe wady: jakość tworzyw, spalanie, zasięg. Już teraz jest to poważny gracz w segmencie D, a gdy Renault upora się z ‚chorobami wieku dziecięcego’ może być tylko lepiej.

Bartłomiej Puchała
fot. Kamil Pawlak

www.motopodprad.pl

Komentarze

Życie managera w korporacji nie jest z pewnością bułką z masłem. Uciekające terminy, ważne spotkania i niemal ciągła pogoń za słupkami sprzedaży. Nic dziwnego, że w tej sytuacji samochód staje się azylem –...
" />