Test Lexus RC- F. Atletyczne Grand Turismo?

Test Lexus RC- F. Atletyczne Grand Turismo?
fot: Adam Gieras
W czasach turbodoładowanych silników o małych pojemnościach, Lexus RC-F ze swoim pięciolitrowym, wolnossącym V8 jest wręcz niepokojąco oldschoolowy.

Sportowe coupe nie mają ostatnio dobrej passy. Niegdyś taki model miał w swej ofercie każdy szanujący się producent. Stanowił o prestiżu marki i nieźle poprawiał sprzedaż. A teraz? Rolę modnych samochodów podkreślających status materialny właściciela, przejęły SUVy. Niskich, sportowych aut prawie nikt nie chce kupować – zamiast tego klienci wolą patrzeć na wszystkich z góry, zza sterów swoich wielkich pseudoterenówek. Na szczęście pozostało jeszcze kilka marek, które oferują swoim klientom coś bardziej opływowego niż cegła.
Jednym z tych producentów jest Lexus. Ta marka nigdy nie kojarzyła się specjalnie z autami sportowymi. OK, mieli w ofercie model SC, ale to było po prostu duże, wygodne coupe. Odpowiednik ich limuzyn, ale pozbawiony drugiej pary drzwi.

lexus_rc-f-32

Od pewnego czasu coś zaczęło się w tej statecznej dotąd marce zmieniać. Jeżeli ktoś zapadł w głęboki sen dekadę temu i teraz się wybudził, na pewno będzie zaskoczony tym, jak odważnie stylizowane są obecne Lexusy. Do działania obudzili się też inżynierowie odpowiedzialni za tworzenie szybkich wersji tych japońskich aut. Najpierw dali nam świetnego IS-Fa, potem zaszokowali modelem LF-A, o którym Jeremy Clarkson napisał, że to najlepsze auto, jakim miał okazję jeździć. Obecnie w gamie mamy dwa gorące modele – opisywany RC-F i większy GS-F, oba napędzane tym samym, wolnossącym V8 o mocy 477 KM.

lexus_rc-f-22

Duży (pięć litrów!) silnik bez turbosprężarki to obecnie relikt przeszłości i powiew „starych, dobrych czasów”. Jeżeli chodzi jednak o stylistykę modelu, absolutnie nie da się powiedzieć, że nie jest nowoczesna. RC-F powstał na bazie coupe klasy średniej, modelu RC. Już w standardowej odmianie jest to bardzo urodziwe auto. Wielki, odważny grill, niska, długa sylwetka z wieloma przetłoczeniami i zgrabny tył nie mogą się nie podobać. W wersji z literką „F” na końcu maska jest dodatkowo bardziej wybrzuszona, niczym w dawnych, amerykańskich muscle carach. Z tyłu widzimy większe końcówki wydechu, zaś z boku nie poskąpiono charakternych „skrzeli”. Widać, że w tym aucie drzemie potencjał, ale udało się uniknąć przesady. RC-F jest elegancki, choć na specyficzny, japoński sposób, który wcale nie musi przypaść do gustu fanom designu Audi czy BMW.

Nie inaczej jest we wnętrzu. Odważny, bordowy kolor skórzanej tapicerki pasuje do charakteru auta, choć niekoniecznie do karbonowych akcentów. Wygodne i dobrze trzymające ciało fotele są przy okazji ładne, zaś całość – bardzo porządnie wykończona. Można się przyczepić jedynie do nieco już przestarzałego designu ekranu systemu multimedialnego (obsługa touch padem – na plus). Również zegary są nieco zbyt skomplikowane i to niezależnie od trybu (eco, normal, sport, sport + – prócz charakterystyki auta zmienia się także design wskaźników). Wnętrze robi jednak dobre wrażenie. Niska pozycja za kierownicą, widoczna, długa maska i niewielkie szyby sprawiają, że czujemy się wyjątkowo. Zupełnie, jakbyśmy prowadzili świetnie wyglądające, drogie auto. A nie, zaraz…

lexus_rc-f-29

Co z jazdą? Na początek ważna kwestia. To nie jest samochód sportowy. To jest – jak określił to nasz redaktor naczelny – atletyczne gran turismo. Fakt, jest szybkie. Z 477 końmi pod maską nie może być inaczej. Napęd na tył pozwala na harce. Zarówno mały slajd na wyjściu z łuku, jak i – gdy nie brakuje nam odwagi i gdy zapomnimy na chwilę o wartości auta – pełen bok, są w RC-Fie możliwe i mile widziane.

Ale ten, kto spodziewa się precyzji samurajskiego miecza i ostrości wasabi – może być nieco rozczarowany. Bo RC-F najlepiej czuje się podczas szybkiej podróży. Spod świateł może katapultować się błyskawicznie (do setki w 4.5 sekundy), a niewiele później mknie aż 270 km/h. Jest przy tym wygodny i nie każe nam szukać terminów u dentysty na ponowne wstawianie plomb. Ale jego układ kierowniczy, choć niezły, nie jest doskonały. W biciu rekordów na torze przeszkadza duża masa własna auta (1860 kg) i skrzynia biegów, która stara się jak może, ale jednak nie jest w stanie działać wystarczająco szybko, zwłaszcza przy redukcjach.

lexus_rc-f-34

Oczywiście, gdy ustawimy samochód w trybie Sport +, gdzie odgłos wydechu robi się bardziej donośny i soczysty, reakcja na gaz szybsza, a kontrola trakcji przymyka oko na nasze wyczyny, również i skrzynia zaczyna działać bardziej agresywnie… ale w dalszym ciągu nie do końca spójnie, tym razem dla odmiany poszarpując.

Stąd też jeśli chcecie kupić samochód do bardzo częstej, bardzo ostrej jazdy – przemyślcie zakup RC-Fa dwa razy. Ale gdy szukacie bardzo szybkiego GT do pokonywania tras i wjazdu na parking pod miejscem docelowym slajdem… śmiało bierzcie Lexusa. Jako bonus otrzymacie mało oklepany wygląd i niecodzienny znaczek na masce – spotykany rzadziej i kojarzący się inaczej, niż niemieckie „śmigło” czy gwiazda. No i wolnossące V8, które fajnie reaguje na gaz, miło brzmi i lubi wysokie obroty. W dodatku ma szanse zapewnić iście „lexusowską” trwałość.

Aha, ze spraw przyziemnych: RC-F potrafi spalić około 12 litrów przy spokojnej jeździe. Jak na 5.0 V8, to prawie tak, jakby produkował paliwo.

Cena: od 383 tysięcy. Troszkę więcej, niż BMW M4.
A bagażnik jest w stanie pomieścić całkiem sporo walizek. To co, jedziemy w podróż?
Mikołaj Adamczuk
fot. Adam Gieras

www.motopodprad.pl

Komentarze