Ten tekst niczego nie zmieni

„Antonino, przecież wiesz, że czynnikiem leczącym jest nowe doświadczenie, a nie diagnoza, choćby najbardziej trafna. Jeśli wiedza i pomocne porady wystarczyłyby do tego, żeby rozwiązać nasze problemy emocjonalne, nikt nie potrzebowałby terapeutów. Oszukuje się nas, że wiedza daje wolność. To mit. Moi pacjenci często mówią coś w rodzaju: „Na rozum to nawet wiem, ale nie umiem inaczej” (myśleć, reagować, czuć). Ta prosta deklaracja pokazuje, co powinno być celem terapii – wprawdzie trzeba dowiedzieć się, co i dlaczego czujemy, ale przede wszystkim, trzeba nauczyć się nowych umiejętności. To na przykład panowanie nad emocjami albo bardziej adaptacyjne zaspokajanie swoich potrzeb. Stosowanie ich w codziennym życiu – to zmiana, o której mówimy. Skuteczność terapii rozgrywa się w życiu, nie w gabinecie, dlatego często radzę sobie i swoim pacjentom, żeby pomyśleli o własnym życiu za rok albo za dziesięć lat. O żalu albo złości, które nazbierają się przez ten czas. Potem stawiam im pytanie, które jest chwytem naprawdę terapeutycznym: „Co możesz zrobić dzisiaj, żeby nie zbudować tego żalu i złości? Jak możesz zacząć żyć już teraz”.

Zmianie musi towarzyszyć świadomość, jednak często wymaga ona czasu. Dlatego nawet, gdy rozmówca przyznaje nam racje, nie należy spodziewać się jej po rozmowie. Nawet jeśli towarzyszą jej gorliwe deklaracje zmiany. Powiedzieliśmy, co czujemy, czego oczekujemy, wiemy że druga strona jest świadoma naszych odczuć i co teraz? Tutaj nasza moc się kończy. Reszta zależy od naszego partnera i trudu, jaki włoży w proces zmiany. A proces to niełatwy, wymaga siły i samozaparcia.

Pierwszym podstawowym krokiem do zmiany jest uświadomienie sobie, że oto działamy pod dyktando trudności, którą będziemy musieli pokonać. Postępem w procesie zmiany może być pójście za niechcianym impulsem z pełną świadomością. W tym wypadku zewnętrzne zachowanie nie ulega zmianie, ale zmiana na poziomie świadomości się rozpoczyna. Drugim etapem będzie powiedzenie sobie: stop. Nie idę za ciosem. Kolejnym, uświadomienie potrzeb jakie zaspokajam zachowując się w ten czy inny sposób. Co chronię, czego unikam, co chcę osiągnąć? Co mi to daje? Wybranie innego sposobu reakcji to kolejny krok, wynikający z odzyskania poczucia wpływu na własne życie. A o sukcesie możemy mówić, gdy zastąpimy stare zachowanie nowym i będziemy czuć się z nim lepiej niż z poprzednim.

Wróćmy do koleżanki i jej zdradzonego chłopaka-sprawdzacza. Zamiast przeglądania jej telefonu z krzykiem: „Moja była mnie zdradzała! Nie dowiedziałbym się, gdyby nie sms!” (czytaj: „Mam traumę, więc wolno mi wszystko!”) tak mogłaby potoczyć się ta historia: Ona mu mówi „Ej! Nie sprawdzaj mi telefonu, bo to mnie boli i upokarza”. On na to: „Faktycznie coś ze mną chyba nie tak. To pewnie złe doświadczenia. Muszę je ogarnąć, bo nie chcę ranić cię moim zachowaniem”. I w tej części scenariusza chłopak udaje się do terapeuty. Potem żyją długo i szczęśliwie, bo on zamiast sprawdzać jej telefon, rozmawia z nią o uczuciach, które świadomie przeżywa. Ufając jej – wyznaje, że czuje się zazdrosny. Dzięki temu wie, że ona jest z nim szczęśliwa lub czegoś jej brakuje. Są ze sobą na tyle blisko, że nie muszą siebie nawzajem kontrolować. Tworzą więź opartą na zaufaniu, otwartości i wzajemnym (no błagam!) szacunku, których do tej pory nie było.

O tym, że od uświadomienia sobie problemu i jego natury do rozwiązania daleka droga, to wiadomość dobra i zła. Zła – bo nie jesteśmy w stanie zmienić niczyjego zachowania, nawet pod wpływem wspólnie wypracowanego, racjonalnego stanowiska. Dobra – bo możemy spróbować zmienić  swoje oczekiwania, wewnętrzny świat i sposób reakcji. Akceptujemy ludzi takimi, jakimi ich widzimy. Patrząc na to, co robią ze swoim życiem i jak traktują siebie, nas i innych. Dzięki temu w obliczu zachowania drugiego człowieka stajemy się jednocześnie cierpliwi, życzliwi, ale i  pokorni w obliczu swojego braku wpływu, a przez to twardzi. Wiedząc, że nasz wpływ jest ograniczony bardziej niż zwykle nam się wydaje, osiągamy spokój. Możemy mówić szczerze, liczyć na dobre chęci partnera, szanować jego odmienność i historie, ale i szanować siebie, swoje wartości, zasady i granice wytrzymałości. I w kwestii szacunku do siebie namawiam, aby pozostać niezmiennym. Namawiam i radzę. Wiedząc, że ten tekst, jak żaden inny, niczego nie zmieni.

 

Antonina Dębogórska
konsultacja: marcinluty.com

 

2 of 2

Komentarze

„Antonino, przecież wiesz, że czynnikiem leczącym jest nowe doświadczenie, a nie diagnoza, choćby najbardziej trafna. Jeśli wiedza i pomocne porady wystarczyłyby do tego, żeby rozwiązać nasze problemy emocjonalne, nikt...
" />