Ten tekst niczego nie zmieni

Ten tekst niczego nie zmieni
Najrozmaitszemu specjaliście to może się zdarzyć. Siedzi na przyjęciu, ktoś go przedstawia na przykład jako dietetyka i dalej rozmowa już toczy się wyłącznie w formie wywiadu: „A czy ten gluten, to serio trucizna? A prawda, że ten Dukan, co w ogóle za pomysł, a nie dieta?”

Psychologowie są bombardowani pytaniami o naturę relacji międzyludzkich. Szczególnie gdy przyznają się do orientacji systemowo-związkowej. Trzeba coś odpowiadać. Ostatnio dopadła mnie koleżanka, której chłopak nieustannie sprawdza jej telefon. Dała mu już wszystkie swoje hasła (sic!) co by uspokoić jego paranoje, ale to oczywiście nie pomogło. W dodatku za każdym razem, gdy zostaje nakryty, przypomina o tym, że jego była narzeczona go zdradzała i teraz ma biedaczek uraz. Jego obecna dziewczyna czuje się co najmniej źle. Jeśli nie fatalnie. Nie dziwię się, bo sama na jej miejscu nie czułabym się wcale. W repertuarze rzeczy, za które lubię siebie, znajduje się to, że w moim prywatnym życiu oceniam ludzi na podstawie ich zachowania. Gdy ktoś mnie umyślnie rani, mimo bycia psychologiem nie łykam żadnych tłumaczeń. Chwyt na trudne dzieciństwo mnie nie zmiękcza, choć doskonale wiem, jak trudne doświadczenia zniekształcają ludzką rzeczywistość i wpływają na nasze historie. Próba kontrolowania partnera to dla mnie przekraczanie granic i brak szacunku. Ale tego koleżance nie powiem.

Odpowiedź zwykle przekształca się w nakłanianie do spokojnego wyrażania swoich uczuć i potrzeb. Do szczerej rozmowy. „Porozmawiaj z nim, wyznaj, odezwij się”. I o ile rozwiązanie to najuczciwsze, to czy skuteczne? Czy można się spodziewać, że po rozmowie, jak za dotknięciem magicznej różdżki – nastąpi obiecana zmiana zachowania? Sprawę koleżanki poruszam przy okazji rozmowy ze znajomym psychoterapeutą psychodynamicznym. To błogosławieństwo tego zawodu – możliwość poradzenia się kogoś bardziej doświadczonego i inaczej patrzącego na świat.

„Ona mu przecież mówi ciągle, o co chodzi, jak się czuję, że tylko on, że nigdy nikt. On wie, czego ma nie robić i że to ją boli. Rozmawiała z nim tyle razy. On wie, że ma problem, że sam się nakręca, że nie ma powodów do obaw. I znowu go przyłapała, jak plądrował jej skrzynkę w poszukiwaniu sam-niewie-czego.”

„I Ciebie, panią psycholog-ekspert, to dziwi?”

Dziwić nie powinno. Od uświadomienia sobie przyczyn zachowania, jego irracjonalności i szkodliwości, do zmiany – daleka droga. Wgląd w naturę problemu nic sam w sobie nie zmienia, nie jest wystarczającym warunkiem zmiany, a czasem nawet  – niekoniecznym. Pozwala nam jedynie uświadomić sobie, że gdzieś w nas toczy się bitwa, którą przegrywamy. Ujarzmienie zachowania pokierowanego przez wyuczony impuls, schemat czy strach to już osobna kwestia.

1 of 2

Komentarze

Najrozmaitszemu specjaliście to może się zdarzyć. Siedzi na przyjęciu, ktoś go przedstawia na przykład jako dietetyka i dalej rozmowa już toczy się wyłącznie w formie wywiadu: „A czy ten gluten,...
" />