# szefowa. Najseksowniejszy prezes świata

Poznaj tajemnice sukcesu internetowego imperium mody Nasty Gal wartego 240 milionów dolarów.

Różowa okładka oraz tytuł zaczynający się od hastag’u – nie ma co, w dzisiejszych czasach przykuwa uwagę. Kiedy pierwszy raz ta książka znalazła się w moich rękach, z obecnego punktu widzenia mogę powiedzieć, że ówczesne jej przewertowanie było bynajmniej nietrafione. Roztarcie kupy na ścianie w przedszkolu jako wyraz pierwszej artystycznej ekspresji autorki oraz spis rzeczy zakazanych podczas rozmowy kwalifikacyjnej są informacjami albo niesmacznymi albo banalnymi. Dlatego też książka z powrotem, z dużym impetem, trafiła na półkę.

Jednak po jakimś czasie ponownie trzymałam ją w ręce. Teraz ja sobie pozwolę na kilka wyznań. Tę książkę się nie czyta, ją się połyka, a słowa i rady szefowej Nasty Gal spija z jej ust. Książka, owszem, ma gorsze momenty – podnosisz z nad jej stron głowę, patrzysz w dal i myślisz sobie „ojeju…”, ale za chwilę ponownie wracasz i czytasz. Bo ogólny jej wydźwięk, ilość trafnych porównań oraz sposób w jaki jest napisana powoduje, że przestajemy dostrzegać gorsze chwile autorki. To ogromna dawka pozytywnej energii i motywacji. Czas spędzony na jej czytaniu to jak rozmowa z przyjaciółką, która ma zabawny humor, cięty język i jest szczera do bólu!

Życiorys Sophii Amoruso to nowoczesna wersja historii o pucybucie, który został milionerem. Opowieść, która kipi od zarówno skrajnie jak i zdrowo pokręconych momentów. Jak ten kiedy dowiadujesz się (o ironio!), że pierwszą sprzedaną rzeczą przez autorkę była kradziona książka, albo moment kiedy zapoznajesz się z historią bajgla ze śmietnika.  Jako nastolatka była jak brodaty hipis uwięziony w ciele młodej dziewczyny. Eksperymentowała wiele bo nigdzie nie czuła się komfortowo, aż do momentu kiedy zaczęła sprzedawać ubrania vintage i biznes zaczął się kręcić w szalonym tempie.

Zatem niech was różowa okładka oraz hastag w tytule nie zniechęci. Bo słodki róż nijak ma się do pikantnych opowiastek założycielki Nasty Gal. Gdyby było inaczej, wówczas Sophia nie natknęłaby się na problem, że adres strony internetowej o takiej samej nazwie jak jej sklep jest już zajęty przez stronę pornograficzną.

Agnieszka Bień

Komentarze