Świętować trzeba też w sypialni

Świętować trzeba też w sypialni
Jakiś czas temu z moim chłopakiem uznaliśmy, że za mało świętujemy. Dlatego któregoś dnia zmobilizowaliśmy się. „W niedzielę obchodzimy Twoje urodziny, i moje – zaległe, i walentynki też! Wymyśl coś wieśniackiego”.
  • Co?

  • No jakąś, wiesz – niespodziankę.

  • Jaką?

  • Romantycznie ma być! Ja już mam parę pomysłów… Ogólnie chcę, żeby panowała atmosfera czerwonych, dmuchanych serduszek!

  • OK.

To była metafora. Ale nie muszę mówić, że w dzień zaplanowany na świętowanie zastałam mieszkanie obwieszone czerwonymi, dmuchanymi serduszkami per se. „Tadaam! NIESPO-dzian-KAAA!”

Czy ma znaczenie to, że sama sobie tą niespodziankę wymyśliłam, sama się jej doprosiłam i sama ją zaplanowałam? A nie ma! Było bardzo, bardzo romantycznie.

Zaplanowane randki to dla nas sprawa oczywista, lecz widzę wciąż zdziwienie, gdy mówię parom o planowaniu seksu. Dlaczego na myśl o zaplanowanym seksie przechylamy głowę w ni-to-zdziwieniu, ni-to zaciekawieniu? Bo nauczono nas, że seks, żeby był był gorący, musi być spontaniczny. Kto nas tego nauczył? Producenci filmowi.

Na filmie nie ma czasu na godzinne uwodzenie. Na stopniowe pobudzanie swoich zmysłów, eksplorowanie emocji jakie są między partnerami. Nie ma czasu na rozwijanie podniecenia od punktu zero do stu. Kamera! Akcja! I widzimy parę, która rzuca się na siebie, jakby byli już w połowie stosunku. Jakby już szczytowali, jeszcze zanim się dotknęli. Ta. Jasne.

W realnym życiu takie zrywy rzadko są najprzyjemniejszą formą uprawiania miłości. Odpowiadają natomiast na potrzebę bycia chcianym. To, co widzimy na ekranie, to osoby które chcą się do siebie zbliżyć tak bardzo, że cała reszta przestaje istnieć. I świetnie. Ale ten scenariusz na co dzień może być uzupełniony przerwami, w których do głosu dochodzą dodatkowe potrzeby. Partnerzy mogą się na siebie rzucić, po czym chcieć się wykąpać, zrelaksować i porozmawiać (tak, mężczyźni też, chociaż pewnie rzadziej niż kobiety). Pozwalając, aby nasza definicja namiętności mieściła się tylko w kategoriach seksu bez opamiętania, szybkiego i nieokiełznanego – odbieramy sobie sporo przyjemności. I bliskości.

O zaletach planowania jako części udanego życia erotycznego mówi każdy seksuolog. Seksualny plan można porównać do tego, co robimy, gdy chcemy coś dla partnera ugotować. Mamy wtedy w głowie produkty, których potrzebujemy i całą gamę doznań zmysłowych, jakie pozwoli przeżyć danie – nam i partnerowi. Na myśl o tym, co gotujemy dosłownie cieknie nam ślinka? To jest to! Wyobraźnia sprawia, że prawie czujemy smak, zapach, teksturę, tego o czym fantazjujemy. Tak samo działa wyobraźnia seksualna.

Dlatego zaplanowany seks jest ogromnie podniecający. Mamy czas, aby zastanowić się kilka dni przed planowanym spotkaniem w sypialni, czego chcemy doświadczyć. Czym się chcemy dzielić? Fantazja pobudza pożądanie, a pożądanie karmi się wyobraźnią.

O czym pamiętać, gdy postanowimy zaplanować seks? W każdej dobrze zaplanowanej scenerii erotycznej musi się znaleźć miejsce na słowo NIE. Jednak NIE, dzisiaj NIE i każde inne NIE. To poczucie wolności w seksie sprawia, że jest on narzędziem ekspresji. Tam, gdzie brak wzajemnej zgody i ciekawości, nie ma mowy o dobrym seksie. Miejsce na słowo „nie” ma jeszcze jedną funkcję. Dzięki niemu jesteśmy lekko rozedrgani i niepewni. Czy to, co mam w planie na dzisiaj, się spodoba? Co zaplanowała druga strona? Czy to coś co znam, czy coś zupełnie nowego? Czy się odważę? To ten bolesno-słodki koktajl, który towarzyszy nam na początku relacji. Jego głównym składnikiem jest niepewność i ciekawość.

No i proszę mi teraz powiedzieć, że to niemożliwe: intensywne pożądanie po latach związku. Przy każdej okazji będę mówić, że intensywność erotyczna relacji zależy od wielu czynników, ale jest możliwa w stopniu tak samo obezwładniającym #JakNaPoczątku. Początki relacji mają przynależne sobie mechanizmy psychologiczne. I wgłębiając się w naturę pożądania jako zjawiska, pozwalamy sobie je poznać, zrozumieć i dzięki temu zadbać o namiętność jako część związku, zamiast puszczać ją w samopas. Na marnację. Dlatego planujmy, rozkoszując się planem samym w sobie.

To też wniosłam przy okazji rozmowy z moim chłopakiem:

  • Kochanie. Już niedługo czas na kolejną niespodziankę. Nasza dwunasta rocznica. Odejmując pięć lat nieodzywania się do siebie, dwa lata zwykłej przyjaźni i w sumie kilka miesięcy różnych pomniejszych przerw.

  • Imponująco skomplikowana ta nasza związkowa metryka.

  • Ej to prawie pół życia, prawie razem!

  • No to jest prawie co świętować!

  • A jak! W dodatku mamy setny numer Ląża! Sto lat, sto lat!

Mój pierwszy artykuł ukazał się w 76 numerze. To daje razem 24 numery, odliczając od tego styczniowe i sierpniowe, których Lounge nie wydaje z przyczyn rekreacyjno-wypoczynkowych. Z tej okazji wszystkim czytelnikom Lounge, życzę aby jak najwięcej świętowali, byleby świętowali w sypialni! Najlepiej planując sobie wcześniej jakieś super-niespodzianki. Jest co świętować? Jest! No to kamera! Akcja!

Antonina Dębogórska

Więcej felietonów Antoniny tutaj

Komentarze