Subaru Forester XT – powrót boksera

Subaru Forester XT - powrót boksera
To, że Amerykanie lubią azjatyckie samochody wiadomo nie od dawna. Jedną z nich jest marka spod znaku Plejad. Co ciekawe i w Polsce ma wielu fanów i to nie tylko za sprawą sportowych modeli. Jednym z popularniejszych jest Forester – próbowałem zrozumieć dlaczego!

To już moja druga przygoda z popularnym leśnikiem, więc wielkiego zaskoczenia nie było. Była za to przyjemność, bo to dobry samochód. Dodatkowo, niedawno ten model Subaru przeszedł facelifting, który nie był rewolucją, ale poprawił to co należało poprawić. Forester stał się też bardziej współczesny, zwłaszcza wizualnie.

Jako, że Forester to pełnoprawny przedstawiciel gatunku SUV, samochód idealnie wpisuje się w rynkowe trendy. Na dużych, 18-calowych kołach (i dobrych gumach), z relingami oraz sporą ilością chromu i delikatnym spoilerem na klapie bagażnika może się podobać. Jeśli chodzi o zmiany, to można się ich jedynie doszukiwać w reflektorach, które teraz nawiązują dziennymi światłami w technologii LED i kształcie litery „C” do innych modeli marki (np. Levorg). Przeprojektowano też m.in. przedni zderzak.

Nasz egzemplarz pokryty był białym, perłowym i błyszczącym na Słońcu lakierze, który nie był najlepszym wyborem. Szybko łapał brud oraz pewne uszczerbki. Nie chronił też zbytnio przed upałami, ale to pewnie bardziej wina brązowej, skórzanej tapicerki, której kolor akurat bardzo mi się podobał.

Do wnętrza przez duże okna wpadało sporo światła. Zwłaszcza przez to zamontowane w dachu, działającym również jako szyberdach. Dzięki temu i wspomnianej tapicerce, której skóra pojawiła się też na drzwiach oraz gałce skrzyni biegów oraz na konsoli centralnej, ciemny projekt plastików nie był nudny. Duża w tym zasługa lakierowanych i błyszczących plastikowych listew w fakturze fortepianowej czerni, które nadawały elegancji i co ciekawe – niezbyt się palcowały.

Taki materiał oplatał na przykład 7-calowy ekran dotykowego systemu STARLINK. Steruje się nim za pomocą niewystających klawiszy z panelu centralnego. Takie rozwiązanie może czasem sprawić pewien problem, ale wygląda bardzo nowocześnie. Omawiany system w Foresterze zastępuje wiele funkcji – m.in. nawigację, audio, ustawienia, aplikacje oraz wyświetla obraz z kamery cofania.

Nie jest to jednak jedyny ekran w samochodzie. Oprócz tego między klasycznymi zegarami na szczycie deski rozdzielczej Subaru postanowiło przenieść dane komputera pokładowego. Jego sterowanie dziwnym przyciskiem pomiędzy nawiewami nie jest zbytnio ergonomiczne, ale sam komputer może na chwilę zaciekawić. Oprócz spalania czy zasięgu pokazuje też rozkład stałego napędu AWD lub użycie przepustnicy. Ot taki bajer dla gadżeciarzy.

Z intuicyjnością użytkowania Subaru jest jeszcze parę innych problemów. Mimo, że wnętrze auta jest naprawdę ogromne, a 505-litrowy bagażnik (klapa automatycznie otwierana) zapewni odpowiednią pojemność dla całej rodziny, to sterowanie autem czasem zaskakuje. Otóż wlew paliwa otwieramy za pomocą dźwigni w podłodze, a klawisze na kierownicy sterują STARLINKiem, a nie ekranem z przebiegiem. Od tego mamy staroświecki pałąg, co trochę szokuje w aucie z 2017 roku. Takich azjatyckich smaczków jest jeszcze kilka, ale w Subaru nie kłują tak w oczy jak u konkurencji (są zmyślnie poukrywane).

Wracając do przestrzeni i środka auta czułem się w nim, trochę jak w aucie z USA. Wszystko jest luksusowe, eleganckie z wszechobecną elektroniką (sterowanie foteli, klimatyzacja, podgrzewanie siedzeń, klapa bagażnika, tempomat), ale działającą i wyglądającą trochę staroświecko. Nie dotyczy to jednak systemu medialnego, do którego nie mam zastrzeżeń i niejedna azjatycka marka powinna się na Subaru wzorować! Poza tym Forester to spora ilość przestrzeni dla 4 pasażerów i komfort jazdy.

Ten ostatni element zawdzięczamy dzięki miękko i proterenowo zestrojonemu zawieszeniu. Taki stan rzeczy zapewniał bardzo przyjemne odizolowanie kierowcy oraz pasażerów od świata zewnętrznego. To też zasługa wyciszenia i niezłego audio (Harmon Kardon) z bardzo mocnym basem.

Nie bez powodu wspominam o terenowym nastawieniu, ponieważ Forester nie jest typem miejskiego auta. Ten samochód potrafi sobie poradzić w cięższym terenie. I nie chodzi tu jedynie o piaszczysty podjazd lub zaśnieżoną nawierzchnię drogi. Stały napęd AWD z XMODE bardzo efektywnie i automatycznie rozdziela moment obrotowy na każde koło. Wraz z asystentem zjazdu pomoże w pokonywaniu nawet większych wzniesień. Samochód też nie powinien zawisnąć na żadnej wyrwie – 22 cm prześwitu i krótkie zwisy to nienajgorsze parametry.

Jako, że do dyspozycji trafiła nam się wersja XT, o odpowiedni zastrzyk mocy dbał dwulitrowy motor benzynowy w układzie boxer z turbodoładowaniem. Taka specyfikacja zapewnia 241 KM i stawia Forestera w gronie tych mocniejszych terenówek. Na tyle, że może się pochwalić niemałymi osiągami. Do 100 km/h auto przyspiesza w 7,5 sekundy, a szybka jazda po asfalcie nie sprawia żadnych problemów (nawet do 221 km/h).

Jedynie co może irytować, to automatyczna przekładnia typu CVT. Ta wirtualna skrzynia biegów to często zgrzyt w nowoczesnych samochodach. Subaru radzi sobie z tym zagadnieniem całkiem poprawnie, ale tego typu rozwiązanie nie zachęca do dynamicznej jazdy. Nawet w manualnym trybie i dodatkowymi łopatkami przy kierownicy.

Na szczęście wersja XT posiada dodatkowy tryb działania silnika i skrzyni – Sport Sharp. Dzięki temu do dyspozycji kierowca dostaje 8 wirtualnych przełożeń i zdecydowanie żwawsze działanie auta. W standardowej odmianie są to tryby Sport i Intelligent –różnica między nimi nie jest zbytnio zauważalna. Niestety samochód automatycznie po włączeniu działa w trybie I. Alternatywą i rozwiązaniem może być manual, ale niestety Subaru przewidziało go tylko w słabszych wersjach modelu (2.0i oraz 2.0d).

Ciekawostką dotyczącą wersji XT jest również brak nielubianego systemu START&STOP. I faktycznie na ekologię jeżdżąc Subaru nie ma co patrzeć. Deklarowane przez producenta spalanie na poziomie 8-9 litrów w cyklu mieszanym można włożyć między bajki. Normalna jazda w mieście to około 13-15 litrów PB95 na 100 km. W trasie oczywiście spalanie się zmniejsza, ale 10 litrów to i tak niezły wynik. Nie ma się co jednak dziwić – automat, moc, s-awd i masa 1650 kg w wyższym nadwoziu (ponad 1,7 m) robi swoje.

Czy udało mi się zatem zrozumieć fenomen Subaru? Nie jestem pewny, aczkolwiek jazda nim dostarczała mi przyjemności, nawet pomimo wytkniętych powyżej racjonalnych i negatywnych argumentów. Druga sprawa to kwestia statusu i rozpoznawalności marki. Mimo, że Subaru nie jest do końca Premium, to większość ją tak postrzega – i to zza kierownicy od razu czuć.

Konrad Stopa

Fot. Grzegorz Wawryszczuk

www.motopodprad.pl

PS. Poza tym Forester to naprawdę dobry kompan dla faceta! I co, że cennik jest w Euro, a nasz egzemplarz to ok. 165 tys. złotych.

 

Komentarze

To, że Amerykanie lubią azjatyckie samochody wiadomo nie od dawna. Jedną z nich jest marka spod znaku Plejad. Co ciekawe i w Polsce ma wielu fanów i to nie tylko za sprawą...
" />