Strefa radości

Strefa radości
Najlepsze są takie miejsca, które stawiają na rzeczy proste – minimalistyczny wystrój, smaczne jedzenie i do tego dobre wino, no i oczywiście lekka, nieformalna atmosfera. Takim miejscem bez wątpienia jest Strefa na Dolnych Młynów w Krakowie.

Nie tak dawno miałam przyjemność testować nowe zimowe menu, które właśnie obowiązuję w Strefie. Powiem Wam krótko – jest PYSZNIE i dawno żadne nowe menu mnie tak nie zachwyciło jak to. Na swoje dania mają pomysł, jest ładnie, kolorowo, dania zaskakują teksturą i świetnie uzupełniającymi się składnikami i do tego wszystkiego mają świetnie skomponowaną kartę win. Basia Lejkowska, która dokonuje tu selekcji trunków to bez wątpienia kropka nad i nowego menu. Basia w tej sztuce jest mistrzynią i zaproponowane przez nią smaki, aromaty doskonale uzupełniają i podkręcają to, co znajduje się na talerzu… No, ale właśnie! Najważniejsze pytanie! Czego absolutnie musicie spróbować w Strefie?

Uwielbiam ryby i mogłabym je jeść pod każdą postacią.

W Strefie możecie spróbować jednego z najlepszych rybnych tatarów w Krakowie. Zanim łosoś trafi na nasz talerz, sezonowany jest przez 7 dni, doprawiony jest jedynie bazylią, szalotką i kaparami, do tego genialny domowy cytrynowy majonez. Tak naprawdę już tęsknie za tym daniem. Jeśli jesteśmy przy rybach nie możecie też pominąć polędwiczki z dorsza z purre z zielonego groszku na mleku kokosowym i chipsem z parmezanu. To danie jest cudownie lekkie, ale też świetnie wykorzystuje potencjał jaki tkwi w fakturze jedzenia. Z jednej strony przyjemnie rozpływa się na języku, z drugiej chips świetnie dodaje pazurka temu daniu.

Wspominałam na początku, że nowe menu w Strefie stawia na lokalność.

Od kilku lat wiemy, że Polska kaszą stoi i warto ją jeść. Kasza jest zdrowa, pyszna i można ją przygotować na słodko, ostro i jak tylko nam się żyw nie podoba. W Strefie podają ją w formie pęczotto. Jak łatwo się domyślić podstawą jest pęczak, do tego aromatyczne grzyby i cudowna baza w postaci warzywnego demiglace. Do tego cudownie zielone liście szpinaku i masło, masło, masło… Ach, mogłabym to danie jeść bez końca, by łatwiej przetrwać zimę.

Przez wiele lat myślałam, że najlepszą kaczkę serwują w jednym z popularniejszych miejsc na Kazimierzu. Teraz mam dylemat, albo go wcale nie mam, bo kaczka ze Strefy mnie po prostu powaliła… Przygotować dobrą kaczkę nie jest łatwo. Wiele razy zdarzało mi się, że miałam wrażenie, że ktoś chciał ptaszynę zabić ze dwa razy. W tym wypadku mięso było twarde, przepalone i jedyne do czego się nadawało to do wybijania szyb. Ale nie tym razem! W Strefie mięso jest takie jak być powinno. Mięso jest wysmażone w punkt. Różowiutkie, pyszniutkie, połączone z topinamburem w formie chipsa i purre.

W nowym menu znalazły się także świetne opcje dla wegetarian.

Myślę, że mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tutejsza deska z hummusem i domowymi piklami to absolutny sztos. Do tego rewelacyjne kanapki – połączenie smakowe petarda, ale tego już sami musicie spróbować.  Jeśli już jesteśmy przy daniach bardziej przekąskowych to nie ukrywam, że wielką radość sprawiła mi zmiana jaka dokonała się w Strefie w kwestii deski z przekąskami. Jeśli jesteście fanami lokalnych, domowych wędlin i serów to ta pozycja w menu Was oczaruję. Do tego, by już naprawdę legalnie popłakać się z gastronomicznego szczęścia podawana jest przepyszna foccacia z wyczuwalną dużą ilością oliwy. Tak to powinno smakować!

 

Myślę, że mogę śmiało powiedzieć, że Strefa oczarowała mnie nie tylko jedzeniem, ale także ludźmi. Cały wieczór przebiegał w przyjacielskiej atmosferze, miło było porozmawiać z Basią o winach, z Kubą o ich planach na przyszłość i codzienności. Strefa to miejsce gdzie chce się wracać, nie tylko na pyszne jedzenie, ale także by spędzić miło czas i odsapnąć na chwilę od codziennej krzątaniny. Na razie czekam na wiosnę i na chwilę, gdy będzie można siąść przed Strefą z kieliszkiem dobrego wina i rozkoszować się chwilą.

Marta Kudelska

Komentarze