Śpiewanie nie na medal [Anna Górska-Micorek]

Śpiewanie nie na medal [Anna Górska-Micorek]
Ostatnie Mistrzostwa Europy w lekkoatletyce przyniosły nam powód do dumy. Nasi sportowcy wrócili z Berlina z 12 medalami – okazji do zaśpiewania hymnu podczas dekoracji było wobec tego całkiem sporo. Pasowałoby dodać – niestety. Bo akurat tym razem hymn chluby nam nie przyniósł.

Wiecie kto to Efialtes? Ja musiałam go sobie wyszukać w Wikipedii. Dlaczego? W gimnazjum uczył nas historyk, który twierdził, że zdrajców powinno się karać zapomnieniem. W związku z tym nie chciał nam powiedzieć, jak nazywał się Grek, który umożliwił Persom zwycięstwo pod Termopilami. Pana Profesora wspominam z dużą dozą sentymentu i muszę przyznać mu rację – najgorszą karą z perspektywy czasu i historii jest zapomnienie. Przy czym ja tę karę stosowałabym nie tylko do zdrajców. Na mojej osobistej liście osób, o których wolałabym nie pamiętać są wszyscy ludzie, którzy na siłę wpychają się do tramwajów, zanim stłoczona ciżba zdąży z nich umknąć (na nic zdają się moje złowrogie pomruki o charakterze edukacyjnym – „najpierw się wychodzi!”) i ostatnio Pani solistka, która śpiewała hymn podczas dekoracji naszych lekkoatletów w Berlinie. Piszę o niej Pani solistka, ponieważ nie mam zielonego pojęcia kto to jest i nawet nie chcę wiedzieć. Będzie moim Efialtesem.

Do tej pory jak niepodległości zawsze broniłam stwierdzenia, że najtrudniejszą polską piosenką jest „100 lat”.

Jakiż to ma ambitus! Zazwyczaj osoby, które dają sobie nieźle radę z dołem, górę muszą „zdobyć” zdradliwym falsetem, po którym jubilat do setki będzie musiał już dociągnąć z koncertowo uszkodzonym słuchem. Jednakże, po ostatnich Mistrzostwach stwierdzić muszę, że ewidentnie najwięcej trudności wykonawczych sprawia hymn. Dwukrotne wykonanie hymnu przez panią solistkę (nie sposób nie spytać – kto dał jej do potrzymania mikrofon kolejnego dnia, po pierwszej ceremonii? Może był to jeden z nieszczęsnych, ogłuszonych jubilatów?) przy bolesnym akompaniamencie, który na pewno nie pochodził „z taśmy profesjonalnej” skłoniło mnie do tego, aby zastanowić się nad tym co z naszym hymnem jest nie tak? Bo to przecież już nie pierwsza, ani nawet nie druga tego typu sytuacja.

Zgodnie z ustawą z dnia 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych, hymn Polski powinien być wykonywany w tonacji F-dur. Nie jest to łatwa tonacja, dlatego w większości przypadków pieśń transponowana jest na przykład do tonacji C-dur. Jak jakiś czas temu podnieśli organizatorzy Lekcji Śpiewania na Rynku Głównym w Krakowie, wykonywanie hymnu w tonacji innej niż przewidziana ustawą jest naruszeniem prawa. Stąd postulat, aby w przepisach tonację zmienić i tym samym umożliwić Polakom śpiewanie hymnu „jak Pan Bóg przykazał”.

Z drugiej jednak strony, warto zauważyć, że gdyby chciano rzeczywiście wyciągać konsekwencje z „nieustawowego” wykonywania hymnu, karze podlegałaby nie tylko zmiana tonacji, ale również każdy fałsz – co w zasadzie jest kuszącą, choć nierealną propozycją. Prawo nakazuje zachowanie należnego szacunku i czci podczas śpiewania hymnu – w związku z tym dopuszcza się w zasadzie każde wykonanie, które choć dopasowane jest do możliwości wykonawcy w zakresie tonacji, nie wypacza, nie ośmiesza i nie zmienia hymnu jako takiego.

„Mazurek Dąbrowskiego” w C-dur, G-dur i tak dalej, ale z zachowaniem tekstu, melodii i rytmu pieśni to w dalszym ciągu ten sam utwór;

chociaż w Berlinie można było się pomylić. Nie będę oceniać tego w jakiej tonacji śpiewała Pani solistka, ponieważ spektakularnie wypadła z niej dość szybko. Można się jednak zastanowić nad tym, czy było to już wykonanie ośmieszające nasz symbol narodowy. Zapis ustawy nie precyzuje na czym ten brak szacunku miałby polegać, wydaje się jednak, że nawet najgorsze pod względem artystycznym wykonanie, nie będzie ośmieszające dla nikogo poza samym wykonawcą, dopóki zadba się o należyty szacunek. Innymi słowy – fałszuj ile wlezie, ale stój na baczność!

Symbole narodowe nie mogą być przedmiotem obrotu handlowego. Natomiast ustawa, w stosunku do godła i barw, zezwala na ich „sprzedaż” w formie artystycznie przetworzonej, oczywiście z zachowaniem należytej czci. Dlatego też orzeł znalazł się na koszulkach Roberta Kupisza, bez problemu kupić można także kolejne olimpijskie kolekcje 4F w biało-czerwonych barwach. Z hymnem jest nieco inaczej – tu już artystyczne przetworzenie, tj. opracowanie na chór czy zespół instrumentalny lub wokalno-instrumentalny wymaga zatwierdzenia partytury przez Ministra Kultury i Sztuki. W tych wypadkach szczególnie łatwo bowiem o wypaczenie melodii utworu. Śpiewaliście kiedyś w chórze? A próbowaliście wykonać jakąkolwiek inną niż sopranowa partię hymnu? W niczym nie przypominają one oryginalnej pieśni, dopiero harmonia czterech głosów pozwala bezbłędnie rozpoznać „Mazurek Dąbrowskiego”.

Trudno powiedzieć co stało się w Berlinie. W takich przypadkach najczęściej „zawodzi odsłuch”. Moim zdaniem, to co zawiodło tutaj, to słuch. Być może też Pani solistka próbowała śpiewać inną niż sopranowa partię. Albo inną niż „Mazurek Dąbrowskiego” pieśń. Nie da się jednak ukryć, że stała przy tym na baczność. Ja usiadłam z wrażenia. Śmiem natomiast przypuszczać, że gen. Dąbrowski delikatnie przewrócił się w grobie.

 

Anna Górska-Micorek

Komentarze