The Dumplings: Słodko-słony sen pierożków

The Dumplings: Słodko-słony sen pierożków
16-letnia fanka kóz o niesamowicie brzmiącym głosie i 17-letni miłośnik żelek – utalentowany samouk grający m.in. na gitarze, klawiszach, perkusji i akordeonie. Parę miesięcy temu wrzucili do sieci kilka autorskich kawałków i… zawrzało. Ich muzyka to świeżość, autentyczne emocje i rytmiczne eksperymenty. Energetyczny przebój „Słodko-słony cios” z miejsca podbił listy przebojów, a nastrojowy tekst utworu „Nie słucham” okrzyknięty został głosem młodego pokolenia. Z akademii szkolnych przenieśli się na scenę Warsaw Fashion Weekend, a dziś o imprezy z ich udziałem zabiegają najlepsze kluby Polski.

Tuż po rewelacyjnym występie w krakowskim klubie Prozak 2.0 z trudem przeciskam się przez tłumy ich podekscytowanych fanów. A kiedy w końcu udaje mi się z nimi porozmawiać, ich fenomen zupełnie przestaje mnie dziwić – Justyna Święs i Kuba Karaś, czyli The Dumplings, to nie tylko para superzdolnych dzieciaków, ale i niesamowicie skromni, świadomi i twardo stąpający po ziemi artyści, którzy dopiero się rozkręcają. A możemy być pewni, że nasz apetyt na „Pierogi” będzie rósł w miarę jedzenia.

Jak to się stało, że jeszcze trzy miesiące temu nikt o was nie słyszał, a dziś gracie w jednym z najlepszych klubów Krakowa, rozpoczynając jednocześnie trasę koncertową po największych miastach Polski?

Wszystko to w dużej mierze przypadek. Współpracę na poważnie rozpoczęliśmy dopiero w te wakacje – wtedy zaczęliśmy pracować nad materiałem, który gramy obecnie (wcześniej komponowaliśmy piosenki bardziej „artystyczne”, niemające wiele wspólnego z elektroniką, na której skupiamy się obecnie). Udostępniliśmy kilka kawałków w internecie, napisaliśmy do Łukasza Jakóbiaka, który zaprosił nas na wywiad, a później już wiadomo, jak to się wszystko potoczyło…

Odważne posunięcie, ale właściwie dlaczego akurat do Łukasza? Nie bombardowaliście swoim materiałem innych wpływowych dziennikarzy muzycznych?

Kuba: Napisałem też m.in. do pana Marka Niedźwieckiego – ale bez większego odzewu. Z Łukaszem nawiązałem kontakt, bo zauważyłem, że czasem promuje młode zespoły umieszczając ich kawałki na swoim facebooku. Absolutnie nie liczyliśmy na występ w programie – ta propozycja totalnie nas zaskoczyła!

A potem Wielkie Wejście i występ Warsaw Fashion Weekend – to ogromne wyróżnienie dla debiutującego zespołu. Jak było?

Był to nasz pierwszy poważny koncert. Ludzie byli niesamowicie mili, organizacja doskonała – było super. Mimo, że na swój występ czekaliśmy trzy godziny wszystko wspominamy bardzo dobrze. Granie muzyki pod pokaz mody to zupełnie nietypowe doświadczenie, oczywiście trochę się obawialiśmy, ale na szczęście wszystko się udało.

1149003_609677909080134_379868796_n

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pierwsze kroki na scenie wiążą się chyba z dużym stresem?

Faktycznie jeszcze niedawno przed koncertami przejmowaliśmy się bardzo, ale w tym momencie to w zasadzie kompletnie minęło. Stres absolutnie nie jest paraliżujący – jedynie nas nakręca i motywuje. Generalnie bardzo podoba nam się to, co robimy i uwielbiamy być na scenie.

Czujecie się już gwiazdami? Na samym facebooku macie dziś ponad 16 tys. fanów. A to, co działo się dziś pod sceną, to czyste szaleństwo!

Nie, absolutnie nie nazwalibyśmy się gwiazdami. To zamieszanie wokół nas jest oczywiście bardzo miłe, daje nam „kopa” do dalszej pracy, mamy motywację, żeby dalej komponować – i to jest super – ale przed nami jeszcze długa droga.

Dorobiliście się już jakichś „psychofanów”, dostajecie listy miłosne? Widziałam, że w komentarzach pod Waszym teledyskiem dziewczyny kłócą się, która zabierze Kubę na studniówkę.

No tak (śmiech). Wiadomości z każdej strony dostajemy mnóstwo i oddanych fanów mamy faktycznie bardzo wielu (choć „psychofanami” byśmy ich nie nazwali). Pojawiają się też jakieś zaczepki i inne przejawy zainteresowania, ale wszystko to jest naprawdę bardzo bardzo miłe!

A co z hejterami, spotykacie się z krytyką? Szczerze mówiąc wydajecie mi się fenomenem – czytając w internecie opinie na Wasz temat, liczbę negatywnych komentarzy mogłabym policzyć na palcach jednej ręki…

Tak, nas też to dziwi, ale zdecydowanie większość osób wypowiada się na nasz temat pozytywnie i bardzo nam kibicuje. Z pewnością jest to niesamowicie budujące. Ale oczywiście krytyka – ta konstruktywna – również jest potrzebna. To sygnał, że niektóre rzeczy musimy dopracować i bardzo nam to pomaga.

Kuba, powiedziałeś niedawno, że jesteś „uzależniony od komponowania”. Kiedy właściwie zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?

Kuba: To moja pasja od dawna, jeszcze przed The Dumplings tworzyłem muzykę elektroniczną pod pseudonimem… którego lepiej nie będę zdradzał (śmiech). Moje utwory krążą gdzieś w internecie, ale w zasadzie robiłem to tylko dla siebie, traktując jako hobby. Wszystkie te moje nieśmiałe próby jakoś się przydały, wykorzystujmy to teraz w pracy z Justyną. Oczywiście czasem zdarzają się małe potknięcia – także i podczas dzisiejszego koncertu, mam jednak nadzieję, że nikt tego nie zauważył (śmiech).

Jak wygląda praca nad tekstami piosenek? Są świetnie napisane i niesamowicie dojrzałe, skąd bierzecie pomysły?

Justyna: Piszemy je razem. Inspiracje otaczają nas z każdej strony – bywają to m. in. filmy, a nawet różne dziwne sny – tak było np. w przypadku piosenki „Man Pregnant”, pomysł na tytuł powstał tu pod wpływem przewijającego się w moich snach motywu facetów w ciąży (śmiech). Siła tych tekstów na pewno tkwi w ich uniwersalności – kiedy już wykonujemy je na scenie, to każda osoba z publiczności może je inaczej interpretować.

Kuba: Często pomysłów dostarcza nam literatura. Np. tekst piosenki „Everyone’s crying” powstał na podstawie opowiadania Márqueza. Oczywiście inne są teksty, które piszemy razem – siedząc obok siebie, jeszcze inne te, które piszemy sami w domu. Wtedy bywają bardzo osobiste i są formą autoterapii.

A inspiracje muzyczne?

Kuba: Ostatnio to głównie Arctic Monkeys, bardzo lubimy też duet AlunaGeorge, Kanye Westa… Słuchamy przeróżnych rzeczy, często nietypowych – takich, o które nasi fani nigdy by nas nie podejrzewali. Ja np. inspiruję się często muzyką filmową, kocham kompozycje Yanna Tiersena , i wprawne ucho w moich kompozycjach te inspiracje pewnie wychwyci.

Jesteście ostatnio niemal nierozłączni – jak to z wami jest, dogadujecie się idealnie, czy bywa ciężko?

Justyna: Jesteśmy jak rodzeństwo, no i jak to z każdym rodzeństwem bywa – zdarzają się ostre spięcia. Kuba ma bardzo ciężki charakter, ale jakoś daję sobie z nim radę (śmiech).

Jak na tą nagłą sławę reagują wasi rodzice?

Cieszą się, wspierają i otaczają rodzicielską troską. Oczywiście bywają zaniepokojeni, ale jak na to, co dzieje się dookoła i tak są bardzo wyrozumiali (śmiech).

A towarzystwo w szkole – nauczyciele, znajomi?

Kuba: Musimy przyznać, że z reguły reakcje są bardzo pozytywnie, wszyscy nieustannie nas dopingują. Oboje muzyką zajmujemy się już od dawna, więc może po prostu zdołali do tego przywyknąć. Mamy znajomych, którzy wspierają nas na każdym kroku, jeżdżą z nami na koncerty – dzisiaj w Prozaku jest z nami duża ekipa z naszego rodzinnego Zabrza i bardzo nas to cieszy.

Justyna: Ja akurat niedawno zmieniałam szkołę, więc do tego całego szumu muszę przyzwyczaić nowych nauczycieli. Bywa ciężko, ale póki co dajemy radę.

Muszą się przyzwyczaić, bo będzie o was coraz głośniej… No właśnie – jakie plany, kiedy płyta?

Planujemy wydać płytę do marca – ale na razie nic więcej nie możemy zdradzić! Zainteresowanie naszą twórczością ze strony wytwórni jest bardzo duże, do tego trzeba podkreślić, że mamy super menagera, więc wszystko powinno się dobrze potoczyć.

A za 10 lat, 15? Widzicie się dalej na rynku muzycznym?

Jasne. Bardzo chcielibyśmy żyć z muzyki. Nie ma lepszego zawodu od robienia tego, co się kocha. I chcielibyśmy to robić do końca życia. Mama mi ciągle powtarza (Kuba, przyp. red.), żebym uważał, bo może mi się to w końcu znudzić. Ale ja sobie tego nie wyobrażam. Pewnie, w okresach intensywnej pracy nad materiałem zdarza nam się jakiś zastój, momenty, kiedy trzeba od muzyki odpocząć – od komputera, nagrywa, od ciągłego myślenia o tym – ale takie chwile szybko mijają, wracamy do pracy z nowymi pomysłami i jeszcze większym zapałem.

Rozmawiała NATALIA CZEKAJ

 

Komentarze

16-letnia fanka kóz o niesamowicie brzmiącym głosie i 17-letni miłośnik żelek – utalentowany samouk grający m.in. na gitarze, klawiszach, perkusji i akordeonie. Parę miesięcy temu wrzucili do sieci kilka...
" />