Siłka dla zmysłów [Antonina Dębogórska]

Kocha, Lubi, Zdradza [Antonina Dębogórska]
Wciąż zastanawiam się nad zdaniem, które kiedyś padło z moich ust. Rozmawiałam ze znajomym o dobrym seksie. Pytał, co to znaczy dla kobiet. Hipotezy z jego strony uderzały o naturę techniczno-anatomiczną. Wtedy wypowiedziałam: „Są tylko dwa warunki dobrego seksu dla kobiety – pierwszy: mężczyzna ją podnieca. Drugi, że czuje się przy nim piękna”. Natura skrajnych uogólnień jest taka, że mogą być genialne, albo po prostu głupie. Co do powyższego zdania, wciąż nie mogę się zdecydować.

Czerwcowy Lounge oscyluje wokół tematów związanych z byciem fit. Dlatego zajmiemy się przede wszystkim drugą częścią mojego siermiężnego uogólnienia. Obraz ciała kobiety i jego wpływ na jej seksualność. Na satysfakcje, na pożądanie, nie tylko na dobry seks ale i dobre życie.

Esther Perel uważa, że wiele kobiet podnieca to, jak bardzo podniecają mężczyznę. Słynne stwierdzenie Esther „Czy chciałabyś się kochać sama ze sobą?” to w rzeczywistości pytanie o to, czy kobieta uważa się za godną pożądania, doznawania, czy widzi w sobie istotę erotyczną. Erotyzm kobiet często jest narcystyczny, wręcz autoerotyczny. Co ma do tego bycie fit? To, że koncentracja na ciele jako czymś, co ciągle musi być jeszcze lepsze, może sprawiać, że zamiast mieszkać w swoim ciele, mieszkamy w fantazji o fit-ciele w fit-przyszłości.

Często też spotykam kobiety, które w trakcie samego aktu skupiają się wyłącznie na przyjemności partnera. W trakcie seksu są na zewnątrz, tak jakby obserwowały się z boku. Tu właśnie pojawia się temat obrazu ciała. Kobieta nauczona, że ma być obiektem pożądania, bodźcem erotycznym wyzwalającym męskie pragnienia, zamiast czuć to, co jej ciało i ciało partnera może JEJ dać, skupia się na tym jak wygląda, jak jęczy i generalnie na tym, jak jest odbierana. Czy jest dostatecznie szczupła, jędrna, pozbawiona cellulitu i czy ma seksowną minę.

I nie mówimy tylko o kobietach, które mają straszne kompleksy. Ta trudność dotyczy wielu kobiet, które w życiu codziennym czują się w swoich ciałach dobrze. Jednak wzorzec kulturowy promujący taki a nie inny kształt, rozmiar, czy proporcję nie traci na sile oddziaływania.

Kobiety, które są skoncentrowane na doznaniach, jakie płyną z ciała, czerpią z seksu radość.

A już kompletną ekstazę przeżywają te, które potrafią być jednocześnie skoncentrowane na tym, co przeżywają ich zmysły i na tym, co się dzieje między nimi i partnerami. Czują przepływ emocji i doznań, dzielą się przyjemnością. Dają ją i biorą. Robią to tu i teraz. Mindfulness! Sztuka uważności, rozszerzanie świadomości swoich zmysłowych doznań to często podstawą w terapii seksualnej. Przeciwieństwem podejścia skupionego na przyjemności i zmysłach jest orientacja na cel i samomonitorowanie się. Tak to się nazywa. Gdy oddzielamy się od ciała, seksuolog staje przed wyzwaniem zaprowadzenia nas z powrotem na ścieżkę przyjemności.

Czasem aby do niej dotrzeć, trzeba przedrzeć się przez kręte, górzyste drogi: kontrolę, lęki, traumy, przekazy z dzieciństwa, brak zaufania, wiarę w nierealistyczne przekonania dotyczące seksu. Tych psycho-cierni na drodze do zmysłów może się pojawić wiele. A czasem jest odwrotnie. To właśnie ciało pomaga nam się z nich wyplątać. Dlatego psychoterapia, psychologia, seksuologia na fit-kulturę patrzą z nieufnością. Wespół z trenerami z siłowni i fit-blogerkami celujemy do tej samej bramki do pewnego momentu. Ale jest pewien punkt przesady, w którym całkowicie się rozmijamy.

Tak długo jak kontrola nad ciałem, poddawanie go ćwiczeniom, dietom i porównywanie do niedoścignionych wzorców, daje ludziom energię – jesteśmy za byciem fit. Ale gdy fit trendy promujące kosmiczne wymagania i skrajną kontrolę wspierają to, co odbiera ludziom radosne przeżywanie swojej seksualności – zaczynamy patrzeć na bycie fit spode łba.

Dlatego, aby nie być gołosłowną. Fit-młodzieży! Dzisiaj podzielę się osobistym zestawem ćwiczeń.

Biorę wasze zubożone o wszelkie smaki i zrujnowane nieciekawymi zapachami, siłowniane zmysły na moją erotyczną pakernię! Niech też pompują!  Proszę o zakasanie rękawów!

Czy to na warsztatach, czy w gabinecie – mówię klientom o trzech rodzajach dotyku, z którymi można eksperymentować. Dotyk skóra do skóry – bardzo delikatny, mięsień w mięsień – mocniejszy, masujący i kość w kość – to już nie sam dotyk, a chwyt – najmocniejszy. Każdy z nich wyraża inne emocje, a każda z naszych części ciała lubi inną jego odmianę, w innym momencie. Teraz usiądźcie naprzeciwko siebie z partnerem/rką lub po prostu z zaufaną osobą. Jedno z pary dotyka drugie od łokcia do opuszków palców, skupiając się całkowicie na przyjemności partnera/rki i eksperymentując z różnymi rodzajami dotyku. Partner dotykany komunikuje co jego/jej zdaniem jest najprzyjemniejsze. Teraz osoba dotykająca robi to samo, ale skupia się na swojej przyjemności. Przy okazji zastanawia się, jakie uczucia stoją za daną potrzebą dotyku. A teraz zamieniacie się rolami.

Wciąż się nie zdecydowałam, jak ocenić zdanie o dobrym seksie wypowiedziane do kolegi. Podanie dwóch warunków: jeden, że mężczyzna ją podnieca, drugi, że czuję się przy nim piękna – wystarczy? No dobra. Nie wystarczy.  Nie chodzi tylko o to, żeby kobieta czuła się przy mężczyźnie piękna. Nie tylko. Pierwszym podstawowym warunkiem jest to, aby SIĘ CZUŁA.

Antonina Dębogórska

Komentarze