Seks, kłamstwa i zakazane ciąże

Od 23 listopada na ekranach polskich kin oglądać można „Sofię” Meryem Benm’Barek-Aloïsi, nagrodzoną za scenariusz na tegorocznym festiwalu w Cannes. To gorzka opowieść o bolączkach, kulturowych traumach i społecznych rozłamach współczesnego Maroka. Z opisu brzmi hermetycznie, ale w rzeczywistości jest to jeden z najmocniejszych i najbardziej wartościowych debiutów roku.

Casablanca, czasy współczesne, miasto nie ma nic wspólnego z romantycznym hollywoodzkim klasykiem z Bogartem i Bergman. Tytułowa Sofia jest wchodzącą w dorosłość dziewczyną, która zaszła w niechcianą ciążę, ale to dopiero początek jej gehenny. Nie tylko bowiem wychowana w wyznającej tradycyjne wartości rodzinie dziewczyna przyniosła tą chwilą słabości hańbę ojcu i matce. Stała się również potencjalną kryminalistką.

Otóż artykuł 490 marokańskiego kodeksu karnego głosi, że pozamałżeńskie kontakty seksualne są karane więzieniem na okres od jednego miesiąca do roku. Sofię poznajemy tuż przed porodem, dokonanym w tajemnicy. Zarówno przed rodziną, jak i władzami, ponieważ ojciec dziecka nie jest znany. A przynajmniej przerażona sytuacją młoda matka nie chce ujawnić jego tożsamości.

Wspiera ją kuzynka Lena, która pochodzi z bardziej liberalnego dla kobiet świata. Lecz w trakcie filmu obie bohaterki przekonują się, że walka z utrwalaną przez setki lat kulturą i tradycją religijną jest walką z wiatrakami.


„Postać Sofii powstała w oparciu o zlepek różnych historii kobiet, które znam albo o których słyszałam z wiarygodnych źródeł”. Mówi nam reżyserka Meryem Benm’Barek-Aloïsi.

„Nie jest to jednak tylko film o trudnej sytuacji kobiet w patriarchalnym świecie wypaczeń.”

To także opowieść o współczesnym Maroku, o rosnącym w kraju rozdźwięku społecznym. Urodziłam się tam, ale wychowałam i ukształtowałam w Belgii, gdzie skończyłam szkołę filmową, dlatego czuję się tak, jakbym stała w rozkrokumiędzy Marokiem a Europą. I chcę o tym mówić za pomocą kina”, dodaje reżyserka i scenarzystka „Sofii”.

„Wychodząc od archaicznego zapisu w marokańskim prawie, który narusza wolność osobistą i godność ludzką, chciałam ukazać mechanizmy funkcjonowania całego społeczeństwa, naświetlić relacje oparte na sile oraz władzy, i w jednostkach rodzinnych, i w instytucjach państwowych. Prawda jest taka, że refleksji na temat statusu kobiety w Maroku nie można snuć poza kontekstem materialnym i społecznym. Zresztą nie tylko w Maroku”.

Autorka „Sofii” wyjaśnia, że posłużyła się tym zapisem, by stworzyć kontekst emocjonalny i poznawczy dla zachodniego widza. „Marokańczycy są w pełni świadomi artykułu 490, lecz nie przeszkadza to nikomu w prowadzeniu życia seksualnego. Jest raczej hamulcem dla spełnionej i spokojnej seksualności, a także katalizatorem wielu problemów”, mówi reżyserka.

„Rodzą się pytania o status samotnych matek, napiętnowanych prawnie i społecznie.”

Także o aborcję, nadal w Maroku zakazaną, mimo że ustawa została przegłosowana w zeszłym roku. No i pytanie o przyszłość dzieci, których ojcowie są nieznani. Jakie mają perspektywy? W samej Casablance, codziennie rodzi się 150 nieślubnych dzieci. Gniew tej odsuniętej na margines młodzieży zaczyna być zauważalny”, dodaje Benm’Barek-Aloïsi. „Z drugiej strony ludzie zamożni mają pełną seksualną swobodę. Wystarczy, że wyjadą za granicę albo przekupią w Maroku stróża nocnego. Nie uda się znaleźć żadnego rozwiązania, dopóki nie zostanie stworzona równowaga”.

Dość dodać, że w pewnym momencie tożsamość ojca dziecka zostaje ujawniona, a on sam, Omar, odnaleziony i postawiony pod murem wyboru. Jednak dopiero wtedy problemy zaczynają się nawarstwiać, a wszystkie postaci pierwszo- i drugoplanowe ukazywać swe prawdziwe oblicza. „Poczynania moich bohaterek i bohaterów mogą szokować. Ale widzowie zaczynają w pewnym momencie rozumieć, że ci ludzie żyją w świecie, który działa jak gigantyczny walec, zmuszając ludzi do podejmowania dyskusyjnych decyzji moralnych”. Kontynuuje Benm’Barek-Aloïsi.

„Tu każdy sprawuje władzę nad tym, kto stoi niżej w hierarchii. Abstrahując od dramatu zmaltretowanej przez system dziewczyny, dramat rodziców Sofii polega nie na tym, że ich córka ma nieślubne dziecko, lecz na tym, z kim ma to dziecko. Konflikt dotyczy trzech familii – rodziców Sofii z klasy średniej, zamożnej rodziny Leny oraz rodziny Omara pochodzącej z nizin społecznych. To współczesne Maroko w pigułce – kraj kilku prędkości”.

„Sofia” jest przede wszystkim przejmującym dramatem społecznym.

Jednak chwilami ogląda się ją jak najlepszy dreszczowiec. Wybijany rytmem kulturowych, religijnych i społecznych starć, które nie są mimo tysięcy kilometrów dzielących Maroko od Polski tak dalekie od tego, co znamy z autopsji. Jest to osadzona w konkretnych realiach, lecz jednocześnie gorzko uniwersalna opowieść o ludziach. Ludziach pięknych w swych słabościach i ohydnych w swym moralnym relatywizmie. Takich, którzy nie potrafią wyjść poza własne ograniczenia, żeby dostrzec człowieka w człowieku.

Oto zaangażowane kino o świecie arabskim. Zrealizowane przez osobę, która się z niego wywodzi i nie powiela stereotypów, które zachodnia publiczność uwielbia oglądać. Nakręcony przez kobietę film o kobietach i dla kobiet, ale również cenne kinowe doświadczenie dla mężczyzn. Wartościowa lekcja empatii i zaproszenie do dyskusji. Zarówno o Maroku, jak i ogólnie o świecie, na którym wszyscy wspólnie żyjemy, choć często tego nie dostrzegamy.

Dariusz Kuźma

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *