Seat Leon ST X-perience 2.0 TDI – niedoświadczone kombi

Seaty zazwyczaj rozbudzają w znanych VAGowskich kształtach i technologiach trochę ekspresji i radości. Tak było kiedyś i na szczęście w wielu przypadkach pozostaje nadal. Jednakże czy taki wniosek można przenieść na mniej popularny twór uterenowionego kombi?

Leon X-perience, bo o nim będzie dziś mowa, to wymysł trendów motoryzacyjnego rynku, który mimo, że nie jest najnowszy dopiero teraz zbiera obfite żniwa. Już prawie każdy producent ma w swojej gamie przynajmniej jedną pseudooff-roadową odmianę któregoś z modeli. Głównie dotyczy to europejskich marek, ponieważ niektórzy producenci z dalekiego wschodu są jakoś odporni na podnoszenie prześwitów swoich kombi. Zapewne w ciągu roku i ich dopadnie ta moda.
Wróćmy jednak do bohatera naszego testu, z którym mogłem zdobywać trochę motoryzacyjnego doświadczenia. Na pierwszy rzut oka nie przypomina bojowego auta, które z chęcią zamiast asfaltu ruszy błotem i piaskiem. Głównie to przyczyna grafitowego (szarego) lakieru, który po prostu niewiele odróżnia się od czarnych, plastikowych nakładek na progach, nadkolach. Gdy auto jest brudne tym ciężej go odróżnić od zwykłego Leona ST. Zmiany w można zauważyć też również w obu przeprojektowanych zderzakach, które zawierają lekko terenowe srebrne wstawki (dyfuzory). Oprócz emblematów odznaczających tą wersję modelową na karoserii zobaczyć można także czarne relingi dachowe, jak na prawdziwe kombi przystało.

Zrzut ekranu 2016-04-04 o 13.30.11

Wspomniany, powiększony prześwit to jedynie różnica 2,7 cm więcej niż w standardowym kombi . To w połączeniu z 18-calowymi alufelgami nie zachęca do głębszych eksploracji pozamiejskich terenów. Na ratunek przychodzi jednak dołączany elektronicznie napęd 4×4 nazwany w Seacie – 4drive. Działa on prawidłowo i spełnia swoją funkcję pomocną przy gorszych warunkach drogowych. Mam na myśli jednak poranny przymrozek lub obfite deszcze lub nagły koniec drogi przez pomyłkę nawigacji. Zapomnijcie o bezproblemowych przejażdżkach po bezdrożach, piaskach i łąkach – Leon X-perience to nie off-roadowiec!

Zrzut ekranu 2016-04-04 o 13.30.26

W środku tego 4,5-metrowego samochodu znajdziemy znane Seatowskie, ciemne wnętrze z czytelnymi i atrakcyjnymi zegarami oraz konsolą centralną zwróconą ku kierowcy. Widać tutaj od razu sportowy duch Seata, ponieważ linie oraz kształty elementów wnętrza są geometryczne, a kąty załamań bardzo ostre (zegary, nawiewy, klamki). To uatrakcyjnia wizualny odbiór wnętrza samochodu, które zrobione jest z przeciętnej jakości materiałów, które na szczęście są nieźle spasowane. Plotka głosi, że w całym Volkswagen Group to właśnie Seat jest zestawiony pod tym względem najniżej – i niestety chyba jest w tej tezie ziarno prawdy.

Zrzut ekranu 2016-04-04 o 13.30.38

Wnętrze Seata Leon X-perience jednakże nie wyróżnia się zbytnio od standardowej wersji Leona kombi. Oprócz kilku napisów informujących o innej odmianie modelu, ciężko znaleźć inne niuanse. Na szczęście testowany egzemplarz był nieźle doposażony, co bardzo uprzyjemniało podróż. Mowa tu o podgrzewanych siedzeniach (fotel kierowcy był również elektrycznie regulowany), dwustrefowej klimatyzacji lub systemie NAVI PLUS, który oprócz 6,5-calowego wyświetlacza z mapami Europy miał do dyspozycji sterowanie dotykiem lub głosem i 10 gigabajtowy dysk na nasze ulubione piosenki. Gdyby to jednak było za mało system odczyta płytę CD, DVD, nośnik USB lub muzykę z podłączonego przez Bluetooth telefonu. Zwłaszcza, że audio w tym Leonie to 10 głośników plus subwoofer, więc śmiało można słuchać.

Mimo, iż jest to auto pseudoterenowe to nadal jest to kombi. W takim typie samochodu najważniejsza jest przecież przestrzeń. Z luźnym podróżowaniem na pewno poradzi sobie czwórka pasażerów. Nie będą oni narzekać ani na miejsce na nogi, ani nad głową. Rozczarowania nie przyniesie również bagażnik, ponieważ kryje on 587 litrów. Jasne, że nie jest to rekordowa wielkość, aczkolwiek kształt bez zakamarków z wieloma uchwytami i siatkami pozwoli na dobre gospodarowanie tym miejscem.

Zrzut ekranu 2016-04-04 o 13.30.52

Należy pamiętać jednak, że komfort i wygoda podróżowania to nie tylko to czego dotkniemy w samochodzie. Na dyskomfort w Leonie X-perience nie możnanarzekać choćby przez dobrze zestawione zawieszenie, które świetnie sobie radzi ze zwykłymi, polskimi drogami. Jak widać „proterenowe” przeznaczenie na coś się może jednak przydać.
Seatem Leonem X-perience jeździ się pewnie i dobrze. Oprócz wspomnianych już rzeczy to zasługa precyzyjnego układu kierowniczego, sześciobiegowej manualnej skrzyni biegów, a najbardziej – dzięki motorowi drzemiącego pod maską tego auta. Nie jest to potwór, a potocznie występujący turbodiesel z oznaczeniem TDI. Fakt nie jest on szalony, aczkolwiek pewny i bezawaryjny, a co więcej dość ekonomiczny i dynamiczny. 150 KM mocy nieźle pcha 1,5-tonowe auto. Dokładnie w około 8,7 sekundy do setki i aż do prędkości 208 km/h. W roli uzupełnienia dodam, że maksymalny moment obrotowy to 320 NM dostępnych już od 1750 RPM. Według mnie to wystarczające osiągi dla rodzinnego kombi, również tego „out of the road”.
Z tym silnikiem jeździłem już kilkoma samochodami i w żadnym z nich nie sprawiał on kłopotów. Co więcej, do każdego był odpowiedni. Mowa tu o autach typu Golf, Octavia (również w wersji kombi) lub A4. Jedynie to przy tym ostatnim aucie silnik nie był idealny, aczkolwiek jeśli 150 KM Wam nie wystarczy to Seat do X-perience oferuje też mocniejszą jednostkę z 184 KM.

Jako, że do dynamiki tego 150-konnego motoru nie można się przyczepić, ciężko to robić również na jego ekonomię. W trasie spokojnie Leonem X-perience można zejść do 5,5 litra na 100 km. W mieście nawet agresywna jazda to tylko 8 litrów, a średnio auto spali 6-7 litrów. To naprawdę dobry wynik, zwłaszcza, że część czasu nasze jazdy, auto jest przecież napędzane na wszystkie koła. Z drugiej jednak strony to doskonale dowodzi, że zwykłe kombi byłoby jeszcze oszczędniejsze.
Na zakup Seata Leona X-perience minimalnie trzeba wydać 92 tysiące złotych. Bazowego Leona ST można mieć za prawie 40 tysiące mniej. Nasz testowy egzemplarz ze wszystkimi dodatkami kosztował importera ponad 142 tysiące złotych, co jest ogromną kwotą jak za taki samochód. Fakt, że różnica pomiędzy zwykłym ST a X-perience z takim silnikiem i AWD to tylko 8 tysięcy złotych, aczkolwiek czy każdy z nas potrzebuje napędu 4×4?

Moim zdaniem nie, zwłaszcza, że różnice między ST a X-perience nie są aż tak sporą dysproporcją. Pasuje tu świetnie potoczne powiedzenie: skoro nie widać różnicy to po co przepłacać? Nie jest to jednak jakiś negatyw. Dla Seata to i tak dobra peunta, bo przecież oba modele to jego produkty, więc to taka „win-win situation”!

Teskt i foto: Konrad Stopa

www.motopodprad.pl

Komentarze