Samodestrukcja czy samomiłość? [Antonina Dębogórska]

– Muszę Ci się czymś pochwalić – dzwoni do mnie moja trzydziestoletnia znajoma.
– Wczoraj pierwszy raz, własnoręcznie, sama doprowadziłam się do orgazmu!
–    O matkoo…. nareszcie! Jestem z Ciebie taka dumna!
–    Było wspaniale!
–    Mówiłam Ci! Cieszę się baaardzo! To odmieni Twoje życie! Albo odwrotnie: Twoje życie się odmieniło, a ze zmianami przyszedł i orgazm.
–    Aż tak? Ale… jak? Dlaczego?

To była dla mnie wspaniała wiadomość. Do końca nigdy nie mogłam uwierzyć w to, że można się nie masturbować. Mężczyzn, którzy tego nie robią jest mało, kobiet trochę więcej. Szkoda. Nie będzie wielką przesadą, gdy postawię tezę, że masturbacja jest kluczem do damskiej seksualności. To nie tylko odkrywanie tego, co lubi nasze ciało. Technika też ma znaczenie. Ale jako psycholog kładę nacisk na to, że radość z masturbacji poprawia nasz psychiczny dobrostan. Masturbacja nie ma jednak lekkiego życia.

W Polsce edukacja seksualna kuleje. Nasze dzieciaki nie dostają nawet podstaw związanych z antykoncepcją, ciążą i chorobami przenoszonymi drogą płciową. Nie zapomnę mojej rozmowy z siedemnastolatką, która po seksie z chłopakiem uspokajała samą siebie, że nie zajdzie w ciążę,  bo po nie zabezpieczonym stosunku z partnerem wypłukuje spermę wodą.

Cieszyłam się, że mi zaufała i mogę z nią porozmawiać. Ale ta rozmowa powinna odbyć się siedem lat wcześniej. Seksualność w wieku dorastania ma swoją dodatkową funkcję, jaką jest oddzielenie się od opiekunów.

Zwykle intuicyjnie poszukujemy wtedy prywatności. Czujemy jako młodzi ludzie, że nasza erotyczna przestrzeń dla rodziców powinna być niedostępna. Dlatego niektórzy rodzice często w lękowy sposób reagują na przejawy seksualności swoich dzieci. Czują, że one dosłownie i w przenośni zamykają im drzwi przed nosem. I tak właśnie ma to wyglądać. Dlatego warto rozmawiać z dziećmi o seksie zawsze, gdy o to zapytają. A najczęściej pytają na długo zanim zaczną uprawiać seks.

 

Dzieciom często brakuje wsparcia autorytetów i zaufanych dorosłych, dzięki którym miałyby szansę eksplorować swoją seksualność ze świadomością, szacunkiem i przyjemnością. A z zagubionych dzieci często wyrastają sfrustrowani dorośli.

Gdy słyszę, że ktoś nigdy się nie masturbował, zastanawiam się jak to jest. Tak samo jak wtedy gdy słyszę o parach, które lubią seks, a nie próbowały nigdy zabawek erotycznych. Sama też dopiero całkiem niedawno uznałam, że życie jest za krótkie, żeby ich nie używać. To oczywiście tylko moje osobiste odczucie, które porównuję do zabawy w piaskownicy. Można bawić się na całego samym piaskiem. Nosić piasek w rękach i budować nimi zamki. Ale można też wziąć wiaderko, łopatkę, grabki i foremki. Co kto lubi.

Poruszając temat masturbacji trzeba wspomnieć o drugiej skrajności. Jednym z nowych zjawisk w seksuologii jest uzależnienie lub nadużywanie pornografii i masturbacji. Do specjalistów zgłaszają się szczególnie młodzi mężczyźni, którzy wymienili życie erotyczne w realu na wirtualne.

Jak zrozumieć taki wybór? Masturbacja i pornografia to lekarstwo na męskie lęki i wyzwania związane z seksem. Po pierwsze nie ma w niej ryzyka odrzucenia przez partnerkę, po drugie nie trzeba myśleć o jej potrzebach, ani „sprawdzać” się w sztuce miłosnej. Mężczyzna ma święty spokój, pobudzenie i przyjemność sam na sam. Wybór masturbacji zamiast seksu jest w porządku, chyba że zaczyna działać destrukcyjnie na inne sfery.

 

Zdarza się, że partnerki mężczyzn nadużywających porno bardzo cierpią.

Wybór dziewczyn z ekranu zamiast żywych, bliskich, pożądających, kochających – to często strzał prosto w damskie słabe punkty. Czują się brzydkie, opuszczone, zdradzane. Mężczyzna natomiast odczuwa złość i poczucie winy i często czuje jeszcze większą potrzebę ucieczki.

Jak to ujął jeden z moich kolegów: „Im mniej uprawiasz seksu, tym więcej się onanizujesz, im więcej się onanizujesz, tym mniej seksu uprawiasz. To taka spirala masturbacji”. Gdy związek zaczyna utykać, to okazja żeby usiąść wspólnie na kanapie u terapeuty. Najlepiej psychoterapeuty, który ma też ukończone studia seksuologiczne lub kurs sex-coachingu.

Moja znajoma podzieliła się ze mną  swoją obserwacją: „Mam taką zabawę z moim chłopakiem, że ja się masturbuję, a on się patrzy. I jakiś czas zajęło mi zanim doszłam w jego obecności. Bardzo to lubi. Często mu opowiadam o tym, jak i kiedy to robię.  Ale ostatnio się pokłóciliśmy i wszedł do sypialni w trakcie, gdy się zadowalałam. Natychmiast wyłączyłam i ukryłam wibrator. Jakbym go tym raniła.

W momencie, gdy nie byliśmy emocjonalnie blisko poczułam, że go tam nie chcę. Że się normalnie… wstydzę!  Albo chce go przed czymś ochronić. Dziwne, nie?”.

Nie tak bardzo. Wracamy do dyskusji o męskich potrzebach i problemach. Mężczyznom wpaja się, że mają być seks-maszynami. Nic dziwnego, że w ich fantazjach pojawiają się kobiety, które zaspokajają się same. Odciążają ich. Ale ma to swoje dwie strony.

Dlaczego masturbacja w związku może być tematem tabu? Bo poruszając ten temat uświadamiamy sobie, że nasz partner ma swój erotyczny świat, do którego nie mamy dostępu. Bezludną wyspę, na której jest szczęśliwy bez nas, wręcz możemy mu tam przeszkadzać.

Ma tam swoje fantazje, swoje scenariusze i bodźce, swoje seksualne marzenia i doświadczenia. I to może wywoływać podobny lęk jak w rodzicu, który odkrywa, że jego dziecko uprawia seks. Nasza najbliższa osoba zamyka nam drzwi przed nosem. Ale to temat na kolejny tekst.

 

Wróćmy do mojej znajomej, która pyta, dlaczego aż tak się cieszę z jej własnoręcznego orgazmu.

Koleżanka jest przykładem sparentyfikowanej, najstarszej siostry. W domu była przemoc, matka była zmuszana do seksu przez ojca, a jej córka – nasza bohaterka – „podszczypywana” przez jego kolegów. W trakcie gdy jej matka kolejno zmagała się z ojcem  alkoholikiem, a następnie po wymęczonym rozwodzie otworzyła swoją restaurację, jej córka wychowywała czwórkę młodszego rodzeństwa.

Nic dziwnego, że wyrosła na mega samodzielną singielkę.  Zawsze ogarnięta, zawsze przygotowana, zorganizowana w pracy i nadodpowiedzialna. W jej życiu nie było miejsca na świadomą przyjemność, na jej orgazmy. Orgazm zajmuje za dużo miejsca, jest zachłanny, pozbawia kontroli. Właśnie dlatego gdy usłyszałam, że udało jej się pierwszy raz doprowadzić do orgazmu samodzielnie, ucieszyłam się niezmiernie. W jej przypadku samodzielny orgazm to nie tylko szybkie rozwiązanie nadmiernego napięcia.

Patrząc na to głębiej, nasza bohaterka odnalazła swoją bezludną wyspę, przestrzeń dla siebie, zgodę na przyjemność, która była dla niej niedostępna. Zawsze znajdowała miejsce tylko na potrzeby innych, na realizowanie cudzych oczekiwań, na przyjemność innych osób odbywającą się z jej udziałem lub jej kosztem. Nie czuła się bezpiecznie, nie wierzyła, że może sama sobie dać coś tak zniewalającego. Dała sobie miłość. Samomiłość.

Antonina Dębogórska
źródło: Esther Perel „Inteligencja Erotyczna”

Komentarze