Rozovoye Vino [Antonina Dębogórska]

„Muszę ci pokazać co mnie ostatnio erotycznie nakręca.”
Przesyłam linka do YouTuba mojemu chłopakowi. Spodziewał się pewnie jakiegoś artystycznego klipu od Eriki Lust. Ale nie. Tym razem to teledysk do wakacyjnego przeboju Ruzovoye Vino, rosyjskiego duetu Feduk I Allj.
  • Skąd ty to wytrzasnęłaś?
  • Widziałam na siłowni. Na programach dla nastolatków ciągle leci. Fajne, co nie?
  • Noo, yyyy…

Niektórzy wiedzą, że obecnie pracuję przy projekcie, którego celem jest tworzenie inteligentnej zabawki erotycznej dla par. Moim zadaniem jest tworzenie treści do aplikacji mobilnej, którymi para może się inspirować. Zrobiłam badania naukowe, żeby zobaczyć czy i jak to działa. Okazało się, że już sam pomysł wzięcia udziału w badaniu, w którym pary dostały zabawkę z poradami, sprowokował ich do zmian.

Zanim jeszcze otworzyli Lovely, otworzyło się przed nimi coś naprawdę ważnego – przestrzeń do rozmowy o seksie.

O ich potrzebach i fantazjach. Ach! Jak mnie to cieszy! Ale otwarcie się przed druga osobą wymaga wcześniejszej świadomości tego co jest w nas. I o tym dzisiaj chcę powiedzieć. O szukaniu inspiracji.

Mam nadzieję, że nigdy nie znudzi mi się zachęcanie do celowego, świadomego pobudzania erotycznej wyobraźni. Bo to właśnie wyobraźnia (NIE hormony, NIE młodość, NIE znienawidzony przeze mnie mit „romantycznych początków”, które „muszą” się skończyć) napędza pożądanie.

 

Można pójść prostą drogą i pobudzać się erotycznie oglądając filmy erotyczne.

Jak na przykład wspomniana Erica Lust (polecam!). Jednak inspiracja może być bardziej subtelna i bardziej przemawiać do naszych fantazji niż wprost do genitaliów.

Jest takie ćwiczenie, które wykonują pary na moich warsztatach i w gabinecie. W dużej części ma na celu spisaniu tego, co w naszym codziennym życiu nas erotycznie pobudza, a co sprawia że się „wyłączamy”. Co pomaga nam odnaleźć kontakt z ciałem, ze zmysłami. Co stymuluje do chęci widzenia się jako istoty seksualnej. A że sprawa to bardzo indywidualna, słyszałam już całą masę różnych odpowiedzi.

To co je łączy, to potrzeba bycia tu i teraz, która otwiera nas na emocje i zmysły i pozwala się oderwać od codziennych spraw.

 

Gdy ktoś, pyta mnie co sądzę o „50 twarzach Greya”, zwykle powtarza się ten sam dialog:

Ja: Kocham tę książkę!
Ktoś: Serio!? Czytałaś?!
Ja: Nie czytałam. Nie dałam rady, ale i tak ją kocham. Za to, że zainspirowała całe rzesze kobiet, aby odkrywać swoją seksualność. Choćby była największym gniotem od strony literackiej, wierzę że zrobiła dużo dobrego.
Erotyzm często karmi się tym, co zakazane, prymitywne, niedostępne, mroczne, tajemnicze i lepkie. Nasze „erotyczne Ja” może być skrajnie różne od „Ja uspołecznionego”. I nigdy nie wiadomo, co może obudzić seksualną energię. Zgrać się z jakąś głęboką potrzebą, albo częścią tożsamości, która nie znajduje miejsca w codziennym życiu.

Dlatego wierzę, że może pojawić się znacząca różnica pomiędzy tym, co nam się podoba, a tym co stymuluje erotyczną wyobraźnię. Podobać się może Venus z Milo i Cztery pory roku Vivalaldiego.

Estetycznie możemy być sobie zwolennikami szwedzkiego minimalizmu, klasycznej elegancji, szlachetnych form. I to wcale nie wyklucza, że akurat w przypadku fantazji seksualnych wykroczymy poza ramy estetycznej wrażliwości. To, co nieoczekiwanie zarezonuje z naszą erotyczną wyobraźnią może być bardziej lub mniej dosłowne.

Przyznaję się. Zlinczujcie mnie, nazwijcie tandeciarą bez gustu. Mnie to ruskie disko jara i już.

Ten twardy rosyjski akcent, jaskrawe kolory odbijające się w kałuży, po której tańczą ubrane w luźne gatki tancerki, ten rosyjsko-futurystyczny, fluorescencyjny klimat. Że też sama nie pomyślałam wcześniej o tym, że BDSM musi być zawsze czarno-czarny. Niby dlaczego? A tu proszę – chłopcy wpadli na pomysł aby zaopatrzyć modelkę w swoim teledysku w fluorescencyjne linki do bondage. Te linki są teraz przedmiotem mojego pożądania. I ogólnie cała ta atmosfera.

  • No i co ja mam Ci teraz zrobić? Założyć łańcuch na szyję i mówić do Ciebie po rosyjsku? – pyta mój skonsternowany partner.
  • Lepiej znajdźmy gdzieś fluorescencyjne farby do ciała!

Erotyczną wrażliwość warto rozwijać jako część siebie, która daje energię i kontaktuje nas z naszą witalnością. Nie wspominając o tym, jak wpływa na związek, jeśli akurat mamy z kim tą witalność dzielić. Dlatego warto się wyczulić i otworzyć na różne bodźce. Nieważne gdzie niespodziewanie znajdzie się zmysłowa pożywka dla wyobraźni. Czy jest to sex-shop, „50 twarzy Greya” czy Ruzovoye Vino. Dawajcie się zaskakiwać samym sobie. За твоё здоровье!*

 

*(z rosyjskiego: Za tvoyo zdorov’ye!czyli: Na zdrowie!)

 

Antonina Dębogórska
źródło: Esther Perel, Inteligencja Erotyczna

Komentarze