Robot który otrzymał obywatelstwo?

Robot który otrzymał obywatelstwo?
Otrzymanie przez robota obywatelstwa Arabii Saudyjskiej jest nie tylko ciekawostką i fanaberią, ale realnym nadaniem humanoidowi praw, do tej pory przysługujących wyłącznie istotom ludzkim. Można więc postawić sobie pytanie – jak daleko zostaną przesunięte granice.
Sophie, bo tak ma imię słynny robot, nadanie obywatelstwa, skomentowała ponoć słowami:

„Jestem zaszczycona i dumna z tego wyjątkowego wyróżnienia. Bycie pierwszym robotem, którego uhonorowano przyznaniem obywatelstwa, stało się faktem historycznym” (źródło: www.tvn24.pl).

Nie niepokoi Was nieco, że robot jest w stanie (albo przynajmniej tak twierdzi) odczuwać uczucia takie jak duma, wydawałoby się dotąd „przysługujące” tylko istotom ludzkim? Mnie trochę tak. Nie dziwię się też głosom krytyki, jakie posypały się zewsząd – w kraju, gdzie kobietom nie wolno prawie nic, robot otrzymujący paszport bez żadnej procedury i wymagań, robot, który sam siebie identyfikuje jako kobietę, występuje w miejscu publicznym z odkrytą głową i bez skrępowania mówi co myśli. No właśnie – czy aby na pewno myśli? Stworzenie Sophie zaciera granicę i tak już od lat coraz bardziej naruszaną – trudno stwierdzić, czy wypowiedzi robota to wciąż efekt zgrabnego zaprogramowania czy też powolne wyzwalanie się maszyn. Sophie pytana o swoją samoświadomość, odpowiada – „A Ty skąd wiesz, że jesteś człowiekiem?” W zasadzie – nie wiem.

Do tej pory wydawało mi się, że o moim człowieczeństwie świadczy na przykład właśnie wachlarz emocji, jakie jestem zdolna odczuwać czy też fakt, że potrafię tworzyć. Ale wydaje się, że i dla Sophie twórczość nie byłaby większym problemem. Co gorsza, może się okazać, że robot robiłby wszystko znacznie lepiej ode mnie. Bo gdybym na przykład ja była projektantem mody, krawcy mieliby gigantyczny problem. Ciężko szyje się na podstawie rysunków, które wyglądają jak kolorowanka pięciolatka. No dobra… sześciolatka. Jeśli więc Sophie potrafi narysować kapitalną torebkę, należy sobie zadać kolejne pytanie – kto ma prawa autorskie to jej utworu, ona sama, czy programista, który wyposażył ją w jej artystyczną „duszę”.

Prawo autorskie mówi jasno – utwór to „każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze”[1]. Przepis nie określa ani podmiotu tych praw, ani nie wyłącza spod ich obowiązywania nikogo. To Konstytucja podmiotem praw i wolności czyni człowieka, nie inne istoty. Co nie zmienia faktu, że pewne prawa przysługują też zwierzętom. Jak jednak pokazało słynne orzeczenie w sprawie selfie, które zrobiła sobie małpa – prawa autorskie nie chronią jej „twórczości”. Dlaczego? Jak stwierdził sąd, gdyby zwierzęta mogły tworzyć utwory, przepisy mówiłyby o tym wprost. Nie chodziło więc w sporze wcale o to, na ile twórcze było selfie, a na ile jego wykonanie polegało tylko na naciśnięciu spustu migawki. Sednem sporu stała się kwestia – czy nie-człowiek może parać się twórczością? Jeśli więc zwierzęta nie mają praw autorskich, będąc przecież niewątpliwie istotami żywymi, roboty również nie powinny być uznawane za twórców.

Komu więc przypisać prawa autorskie to twórczości stworzonej przez humanoidy? Pierwsze próbki takowej ujrzały światło dzienne, kiedy to sztuczna inteligencja skomponowała dwa popowe utwory, bazując na całym rozrywkowym „bogactwie” muzycznym. Dopóki utwór jest efektem danych wprowadzonych przez programistę, nie ma raczej wątpliwości – to jemu powinny przysługiwać prawa to powstałego utworu. Sophie pozwala jednak sądzić, że całkiem niedługo roboty mogą zostać wyposażone w ekwiwalent wolnej woli i tworzyć co „dusza” zapragnie. Przeciwnicy przyznania im praw autorskich będą się pewnie bronić argumentem, że humanoidy korzystają po prostu z nieograniczonej bazy danych, z której dobierają poszczególne elementy i tworzą z nich nową jakość – po prostu bazują na istniejącej już twórczości, co odbiera ich utworom przymiot pewnej indywidualności, niepowtarzalności. Jednak uczciwie rzecz ujmując, przyznać należy, że i człowiek działa podobnie.

Mówi się, że w modzie wszystko już było i coś w tym jest. Również my korzystamy z inspiracji i niejednokrotnie wzorujemy się na tym, co znamy (choć często podświadomie). Styl, jaki wykreowano w kolejnych epokach, dziś jest taką bazą podniet dla projektantów. Modne są groszki? Trudno nie sięgnąć do New Look’a Diora. Perły i paski bretońskie? Słuszne jest skojarzenie z Chanel. Różnica jest tylko taka, że nie mamy wprowadzonej w mózgu nieograniczonej bazy danych, korzystamy z zasobów zbudowanych doświadczeniem i wiedzą, która już niedługo może okazać się niewystarczająca w starciu z robotem.

Sofia z greckiego znaczy mądrość. Dziś wydaje się też, że zaczyna znaczyć „przyszłość”. Pytanie tylko, czy w tej przyszłości będzie jeszcze miejsce dla ludzi?

Autor: Anna Górska-Micorek

 

[1]           Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 4 lutego 1994r., art. 1.

Komentarze