Retusz kontrolowany [Anna Górska – Micorek]

Francuski ustawodawca twierdzi, że ludzie patrząc na zdjęcia wyretuszowanych dziewczyn czują się źle, rośnie presja społeczna, żeby też tak wyglądać i ogólnie odsetek osób chorych na anoreksję wzrasta. Z jednej strony rozumiem, z drugiej – osobiście najgorzej czuję się widząc na okładkach ludzi, którzy wyglądają jak z wosku – wygładzonych, błyszczących, na których nawet ubrania się nie marszczą. Gdzie tu sprzeczność? Otóż, w myśl nowej ustawy w dalszym ciągu będzie można retuszować zdjęcia, z każdego 60-latka zrobić na okładce młodzieniaszka, odjąć 10 kilo, wygładzić zmarszczki i cellulit. Grunt, żeby pod zdjęciem zamieścić oznaczenie: „Photographie retouchée”, czyli w wolnym tłumaczeniu na polski – „Nie przejmuj się, tak naprawdę to ona jest dużo brzydsza”. Żyjemy w dobie podglądactwa, swoją obsesyjnością graniczącego niemal z voyeryzmem. Wszystko jest na sprzedaż – przede wszystkim wizerunek, wykreowany na potrzeby mediów społecznościowych. Nagość nie oznacza już dziś tylko dosłownego rozbierania się, ale również obnażanie się ze wszystkich emocji. Chcemy przyglądać się innym ludziom, a jednocześnie wciąż się z nimi porównujemy i oczywiście najczęściej staje się to powodem znacznego zaniżania samooceny. Trudno stwierdzić, czy oznaczenie fotografii jako retuszowanej ma tylko uspokoić sumienia edytorów czy po prostu przysporzyć nam dzikiej satysfakcji (tej z gatunku: „No przecież mówiłam, że to wszystko Photoshop!”). Z drugiej strony, trudno mi sobie wyobrazić, że godzę się na umieszczenie swojego zdjęcia w prasie, pod którym wyraźnie napisane jest, że wcale tak nie wyglądam. Jaki jest następny krok? Oznaczanie podrasowanych zdjęć profilowych w portalach społecznościowych?

Pewnie jak każda kobieta, widzę w sobie rzeczy, które chciałabym zmienić, mimo że nie jest najgorzej. Nie lubię na przykład swoich „boczków”, co przez całe życie stawia mnie przed konfliktem tragicznym, ponieważ kocham jeść. Co za tym idzie – nie wyobrażam sobie, że mogłabym zrezygnować z makaronu, czekolady i innych „guilty pleasures”. A jednak istnieje cała społeczność, która wzajemnie doradza sobie jak schudnąć, kiedy przy wzroście 160 waży się już tylko 45 kilogramów, jak odmawiać sobie kolejnych posiłków, tak żeby jednak nie umrzeć z głodu i jak poradzić sobie z niechęcią do patrzenia w lustro (oczywista odpowiedź – schudnąć jeszcze bardziej). Ta społeczność to „motylki” – z łatwością można trafić na ich fora internetowe. Dopiero przebrnięcie przez kilka, kilkadziesiąt, kilkaset postów daje jakie takie pojęcie o skali problemu. Anoreksja, z którą nowym ustawodawstwem walczą Francuzi, to zaburzenie, które po prostu zagraża życiu. A jednak, czy można założyć, że komuś, kto w pogoni za wymarzonym wyglądem rujnuje swoje zdrowie, wystarczy świadomość, że piękne kobiety i muskularni mężczyźni na zdjęciach są po prostu wyretuszowani? Czy tak naprawdę, pożądaną zmianą, której wszyscy oczekujemy, nie jest po prostu odejście od upiększania ludzi Photoshopem i powrót do klasycznych kanonów piękna (spójrzcie na Wenus z Milo – talii osy to ona nie miała). Okładka, którą bardzo chciałabym zobaczyć? Z dziewczyną, która radośnie zajada makaron. Z dużą ilością sera. To uspokoiłoby moje sumienie bardziej, niż napis „uroda poddana retuszowi”.

Anna Górska – Micorek
2 of 2

Komentarze