Renault Megane GT 220 – bezkompromisowe kombi

Kombi nie tylko nie musi być nudne, nie musi również jeździć w typowo rodzinny sposób. Producenci aut zrozumieli to już dawno i bardzo dobrze. Na rynku mamy więc zdolne do przewożenia wózka dziecięcego bez jego składania: Seata Leona Cuprę kombi, VW Golfa R kombi czy trochę słabszą Skodę Octavię RS kombi. W swojej ofercie rodzinną rakietę ma też Renault, sprawdźmy to cudeńko!

Tuning to słowo, które w niejednym automaniaku wyzwala przyspieszone bicie serca i adrenalinę. Nie brakuje jednak takich miłośników czterech kółek, którzy z odrazą patrzą na „popsute” przez niedoszłego projektanta-wizjonera samochody. Najczęściej zaliczam się do tej drugiej grupy, bo sztandarowe: VW Golf III lub Honda Civic na glebie, z popierdującym wydechem przytwierdzonym do kolektora dochodzącego najczęściej do cherlawego silnika to po prostu żenada, a nie obraz miłości do motoryzacji (przepraszam w tym miejscu domorosłych tunerów – przykro mi, nie rozumiem Was).

Osobiście jestem zwolennikiem tuningu duszy, a nie ciała, że się tak poetycko wyrażę. Pierwsi tunerzy z USA, którzy na chwilę po II Wojnie Światowej ulepszali swoje Fordy zwiększając ich moc poprzez modyfikowanie silnika nie mogli się w końcu mylić. Cieszy więc fakt, że współcześni producenci wracają do korzeni. Prezentowane Renault Megane nie ma bowiem niepotrzebnych spoilerów, poszerzonych nadkoli, nie ma też widocznej w tylnym zderzaku nawet jednej rury wydechowej. Ma jednak coś, co może zaniepokoić każdego podtatusiałego użytkownika kombi, który chciałbym zmierzyć się z tym rodzinnym Renault na światłach. Chodzi oczywiście o moc, która nie tylko imponuje, ale też uzależnia.

Francuzi postawili na stylizację „no name”, praktycznie nie oddzielając kombi z silnikami pozwalającymi na rodzinną jazdę bez szaleństw od tego przecinaka. 220-konne Megane ma z zewnątrz jedynie większe, 18-calowe felgi, na które naciągnięto sportowe gumy o rozmiarze 225/40 (przecież do 1.6 też można sobie takie założyć), kilka emblematów dookoła (pod znaczkiem, na słupku środkowym i na tylnej klapie), polakierowany na srebrno plastik na dole tylnego zderzaka (całkowicie zbędny) i… to wszystko. W środku znajdziemy również świetnie wyprofilowane i cholernie wygodne fotele, czerwony pasek na desce rozdzielczej, usportowioną kierownicę (naprawdę świetnie leży w dłoniach) i napis nad schowkiem przed pasażerem przedniego siedzenia „Renault Sport”. Wykonanie przestrzeni pasażerskiej, poza wymienionymi wyżej sportowymi gadżetami, nie różni się specjalnie od cywilnych wersji, ale szczerze mówiąc nie ma się też do czego przepić – jak na auto, które już od kilku lat świeci triumfy na europejskich rynkach naprawdę nie jest źle.

Poprawna jest więc czytelność rozmieszczonych na desce rozdzielczej przycisków, panelu klimatyzacji, a łatwy w obsłudze ekran, który może być obsługiwany zarówno poprzez dotyk (trudno w czasie jazdy) jak i bardzo prostego w działaniu, wręcz intuicyjnego touchpada, powinien zawstydzić o wiele młodszą konkurencję. Oczywiście czuć tu już upływ lat, ale umówmy się – w tej wersji Megane kompletnie nie będę się do tego czepiał. Standardowo mogę jedynie objechać konstruktora przycisków służących do obsługi tempomatu, ale to chyba staje się powoli nudne, więc i ten wątek przemilczę. Do wspomnianego już wyświetlacza producent dodał funkcje „GT”, dzięki którym możemy zmierzyć przyspieszenie do setki, czas okrążenia, średnią prędkość, sprawdzić wydajność silnika itd. Przydatne, ale nie wiem czy ktoś będzie z tego korzystał…
Nie będę Was już zanudzał tym, co to auto ma na pokładzie – umówmy się, że wyposażenie jest w 100 % wystarczające. Przejdźmy do tej części testu, na którą pewnie wszyscy czekacie. Renault, budując Megane Grandtour 220, wpadło na diabelski pomysł. Zawieszenie, układ kierowniczy i hamulce z wyczynowego RS-a przeniesiono bowiem do tego rodzinnego kombi w opcji jeden do jednego. Efekt jest taki, że tym ponad 4,5-metrowym „dzieciowozem” jeździ się jak gokartem. Zawieszenie na każdej nierówności przypomina, że zostało zaprojektowane do czytania nawet najmniejszego ruchu kierownicą, co w mieście, o ile nie zamierzamy codziennie startować w wyścigach spod świateł, na dłuższą metę może przeszkadzać, zresztą na krótszą metę także. Prowadząc GT220 kombi trzeba pożegnać się z francuskim komfortem i nastawić na kojarzoną z francuskim motosportem bezkompromisowość. Fajne, ale tylko dla ludzi bez problemów z kręgami.

Twarde zawieszenie, ciężko pracujące sprzęgło i świetny, zupełnie „nieprzewspomagany” układ kierowniczy nie zostały do tego auta wrzucone przez przypadek. Pod maską Megane 220 GT Grandtour pracuje 2-litrowy, turbodoładowany silnik o mocy 220 KM i momencie obrotowym wynoszącym aż 340 Nm. W praktyce oznacza to nie mniej nie więcej, że samochód od ok. 2 tys. obrotów rwie do przodu jak oszalały, by przy 5 tys. obrotów dostać dosłownie drugiego życia i z oszałamiającym gangiem ciągnąć aż do odcinki (wielkie brawa dla akustyków). Wrażenia podczas przyspieszania Megane są naprawdę cudowne. I choć jego osiągi na papierze nie powalają (7,6 sekundy do 100 km/h i 240 km/h v-max), to każde muśnięcie pedału gazu czuć w lędźwiach. O to, żeby zatrzymać się z każdej prędkości dbają bardzo wydajne hamulce, a szerokie opony kleją się do asfaltu, jakby stanowiły z nim jedność. Sportowe przeznaczenie Megane czuć też na koleinach, do pokonywania których GT kombi zdecydowanie nie zostało stworzone – nerwowość i brak możliwości utrzymania stabilnego toru to niestety koszty bezkompromisowości. Denerwuje też słabo działająca skrzynia biegów, która niestety często nieprzyjemnie „haczy” i daleko jej do precyzji znanej z VAG-owskich rozwiązań. Cóż, Francuzi tu jeszcze powinni trochę popracować.
Również miłośnicy jazdy o kropelce powinni zapomnieć o 220-konnym Megane. To przy sportowej jeździe potrafi połknąć nawet 16 litrów i wcale nie mówimy o jeździe po mieście. W warszawskich korkach spalanie rzadko spadało z 14,8 litra na 100 km, a na trasie przy autostradowej jeździe komputer pokazywał 11 litrów na 100 km. Powolna jazda (ok 90 km/h) bez przyspieszania odwdzięcza się spalaniem na poziomie 7,6 – 8,5 litra na 100 km. Biorąc pod uwagę BMW 435i o mocy 306 KM, którego test niebawem opublikuję na naszej stronie, Megane jest zwykłym pijakiem.

Podsumowanie
Jazda Megane Grandtour GT 220 przypomina trochę grę w rosyjską ruletkę. To zdecydowanie nie jest samochód dla spokojnych kierowców, którym wystarcza jedynie świadomość, że mają odpowiednią moc pod nogą. To istny dzikus spragniony międzygazów, dohamowań przed zakrętami i cięcia po długich prostych. Co ciekawe, mając takie Megane pod domem nie musimy rezygnować z rodziny i aktywnego życia – ogromny bagażnik i duża przestrzeń w środku pozwolą cieszyć się z nieudającego niczego innego kombi. Z ceną rozpoczynającą się od około 94 tys. zł. nie da się znaleźć niczego tak fascynującego, tak bezkompromisowego, dającego tyle radości na co dzień. Golf R, Leon ST, Octavia RS są dla Megane za grzeczne, żeby móc z nim konkurować. Muszę to podkreślić wyraźnie – dawno się już tak dobrze nie bawiłem! Aż szkoda, że producent nie zdecydował się dorzucić mu jeszcze 45 koni pod maskę…
Adam Gieras

www.motopodprad.pl

Komentarze