-70%! Czyli jak sklepy mamią nas pseudopromocjami

Zakupy to nie tylko codzienna czynność, potrzebna do życia; to także najprężniej rozwijający się biznes. Pomimo kryzysu, zadłużenia – nadal uwielbiamy kupować. Ubrania, sprzęt elektroniczny, książki, czego sobie tylko dusza zapragnie. A sklepy nam w tym pomagają: na każdym kroku możemy spotkać promocje, przeceny, okazje. Pytanie tylko, ile w tym wszystkim prawdy, a ile marketingowych sztuczek.

Black Friday, czyli tak zwany Czarny Piątek, to dzień po Święcie Dziękczynienia, który jest największą okazją do zakupów w Stanach Zjednoczonych. Niektóre produkty osiągają nawet przeceny rzędu 80%. Tyle, że najczęściej jest to uczciwa promocja i faktyczna obniżka cen. Niedawno Microsoft poinformował, że w ciągu jednego Czarnego Piątku sprzedanych zostało 750 tysięcy konsol Xbox. Oszałamiająca liczba, biorąc pod uwagę ilu nabywców już owy sprzęt posiada. Nie zmienia to jednak faktu, że ludzie czekają w kolejkach po kilka godzin, żeby kupić upragnioną rzecz albo jakąkolwiek rzecz, dla samego tylko faktu kupienia. Niektórzy wręcz ustawiają się przed sklepem poprzedniego dnia, żeby tylko zająć dobre miejsce i wrzucić do koszyka najlepsze artykuły.

Jak to się ma do codziennych promocji, którymi mamią nas sklepy? W końcu obecnie niemal na każdy kroku możemy spotkać ogromne plakaty z napisem – do 70% taniej. Pod spodem, małym druczkiem: na wybrane produkty. Najczęściej dotyczy to sklepów odzieżowych. Oczywiście owych wybranych produktów nie ma na stanie. Najpewniej, jak mawiają sprzedawcy, właśnie się skończyły. Najpewniej – myślą klienci i mają rację – nigdy ich nie było. Są za to inne produkty, tańsze o 5% albo, jak ma się szczęście, o 20%.

Promocja tylko do wyczerpania zapasów, jedyne 19,90 zł, super okazja!

Takimi hasłami jesteśmy witani na każdym kroku. Czy to w supermarkecie, czy galerii handlowej, czy nawet zwykłym sklepie w centrum miasta. Za każdym razem nasza silna wola jest wystawiana na ciężką próbę, a my zastanawiamy się, czy aby na pewno nie trafiliśmy na świetną okazję. Z badań przeprowadzonych przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta wynika, że najczęściej na promocje dają się złapać osoby starsze oraz niewykształcone. Ale nie jest to regułą, gdyż na pewno każdy z nas kupił choć jedną rzecz po rzekomej przecenie.

Tajemnicą Poliszynela jest w jaki sposób sklepy stosują proste chwyty marketingowe i reklamowe, żeby przyciągnąć potencjalnego klienta. Najczęstszym ze sposobów i używanym niemal wszędzie jest brak zaokrąglenia ceny. 19,90 zł albo 69,99 zł, wygląda o wiele lepiej niż 20 zł albo 70 zł. Pomimo tego, że różnica to zaledwie 1 grosz, bądź 10 groszy, czyli prawie nic, wydaje nam się, że kupując odpowiednio dużą ilość produktów – zaoszczędzimy. Jest to złudne przeświadczenie, a sam chwyt – jak najbardziej skuteczny.

Innym bardzo często stosowanym chwytem jest tworzenie korzystnej ceny odniesienia, na zasadzie kontrastu. Przyzwyczaja się klienta do wysokich cen, a potem, po pewnym czasie, obniża się je do normalnego poziomu, sugerowanego choćby przez producenta i planowanego od samego początku. Za przykład może tutaj posłużyć telewizor. W momencie wejścia na rynek, dostał zawyżoną cenę – 10 000 zł, żeby po dwóch miesiącach zejść do poziomu 6 000 zł. Na stronie producenta sugerowana cena to właśnie 6 000 zł. Skreślenie jednak pierwszej ceny i wykorzystanie tej normalnej, daje złudzenie ogromnej przeceny.

Często do podanych cen nie doliczany jest odpowiedni podatek. Podawanie niepełnych cen, to z kolei domena najczęściej lotnisk i ich ofert. Promocja „bilet za złotówkę” jest bardzo atrakcyjna, ale o wiele mniej, gdy dodamy do tego prowizję, opłatę lotniskową, koszty związane z opłaceniem biletu kartą kredytową, itd.

Innym bardzo często wykorzystywanym sposobem zwabienia klienta, jest tak zwany downsizing. Dotyczy on najczęściej produktów spożywczych. Downsizing polega na zaniżeniu wagi, przy zachowaniu tej samej ceny. Na przykład chipsy, których opakowanie w większości jest wypełnione powietrzem.

Podobnie jest przy gratisach. Często koszt zakupu produktu bez prezentu jest znacznie niższy, niż ten, który ma jakiś gratis. Proszek 3 kg plus 1,5 kg gratis może kosztować 19,90 zł. Natomiast ten sam proszek bez gratisu może kosztować nawet 5 zł taniej. Wszystko zależy od wyobraźni sprzedawcy i naszej czujności.

Innymi sposobami jest odpowiednie wykorzystanie języka, bądź wytworzenie pewnej presji na kupującym. Hasła zachęcające: „tylko teraz”, „tylko u nas”, „za jedyne…”, itd. zmuszają nas do kupienia danego produktu, tworząc złudzenie, że tylko dzisiaj i tylko w tym sklepie jesteśmy w stanie kupić ten towar i to po najniższej cenie. Jeżeli zaś chodzi o presję, to wystarczy powiesić plakat z napisem: „oferta limitowana”, „tylko do wyczerpania zapasu” albo „likwidacja sklepu”. Nie trzeba wspominać, że likwidacja sklepu wiąże się najczęściej z przeniesieniem sklepu w inne miejsce albo zmianą wystroju.

Przepraszam, musiała zajść jakaś pomyłka…

Ostrożnym trzeba być jednak przed oszustwami. Pomimo, że większość rodzajów promocji, to żerowanie na naszej potrzebie zrobienia zakupów i delikatny sposób perswazji, tak zdarzają się prawdziwe oszustwa. Jedna z pracownic sieciówki, przyznała się w wywiadzie, że na wieszaki lub półki pod napisem – „50-70% taniej” trafiały spodnie lub bluzki bardzo podobne do przecenionych, ale często bez metki z ceną i w rzeczywistości dwa razy droższe. Przy kasie, gdy klient widział rzeczywistą cenę i orientował się, sprzedawczynie mówiły, że musiała zajść jakaś pomyłka, że klienci mieszają stary towar z nowym i dlatego dochodzi do takich sytuacji. Jak wspomina sprzedawczyni – najczęściej się udawało i klienci kupowali towar po wyższej cenie.

Jednocześnie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta zauważa, że pomimo widocznych oszustw, rzadko je zgłaszamy. Nie robimy problemów, nie zbieramy dowodów na oszustwa, po prostu albo odkładamy towar na półkę albo z braku czasu zgadzamy się na cenę i kupujemy. Urząd zastrzega jednak, że pomimo braku zgłoszeń, jesteśmy coraz bardziej świadomi nieuczciwych praktyk sklepów, sieciówek, galerii. Zaczynamy uważać na to co kupujemy, sprawdzać ceny oraz nie szukać wzrokiem produktów najbardziej dostępnych, gdyż to one najczęściej są najdroższe. Te tańsze, często ukryte są na dolnych lub górnych półkach.

W takim razie co robić?

Jaki jest sposób na uniknięcie przykrych wpadek z przecenami? Przede wszystkim świadomość i znajomość cen. Można to sprawdzić w Internecie, na stronach producentów albo porównać do innych produktów sprzed przeceny. Do sklepów najlepiej wchodzić z listą zakupów. Kiedy wiemy, co chcemy kupić, odhaczamy kolejne punkty na liście, wówczas nie dajemy się nabrać na promocje. Żeby oddać jednak sprawiedliwość, należy zaznaczyć, że nie wszystkie sklepy oszukują. Wiele z promocji i obniżek jest faktycznie korzystnych cenowo i warto to wykorzystać. Powinno się też sprawdzać kilka sklepów. Podczas gdy w jednym sklepie dany produkt może kosztować 60 zł, w drugim może kosztować tylko 55 zł. Trafiają się okazje. Dla przykładu, w jednym ze sklepów telewizor kosztował 3 tysiące, w drugim zaś 2 tysiące 800 zł, a dodawano do niego odtwarzacz Blu-ray. Wszystko zależy od naszej świadomości i tego jak bardzo jesteśmy spostrzegawczy.

MATEUSZ DYKIER

Komentarze

Zakupy to nie tylko codzienna czynność, potrzebna do życia; to także najprężniej rozwijający się biznes. Pomimo kryzysu, zadłużenia – nadal uwielbiamy kupować. Ubrania, sprzęt elektroniczny, książki, czego sobie...
" />