Power of love? love for power!

Moc! Od zarania dziejów fascynuje, uzależnia, napędza… zmysły i marzenia. Sprawia, że pożądamy jej więcej i więcej. I nigdy nie mamy dosyć. Zupełnie jak miłości. Moc jednak pozbawiona jest jej skutków ubocznych. Dlatego producenci samochodów, bez skrępowania fundują nam coraz większe dawki koni mechanicznych.

Nie trzeba znać się na motoryzacji. Ba, nie trzeba nawet lubić samochodów. Jednak nawet najwięksi ignoranci nie pozostaną obojętni wobec wrażeń, jakie zapewnia pojazd o ogromnej mocy. Dziś najpotężniejsze supersamochody oferują ponad 1000 KM, a ta granica cały czas przesuwa się w górę. Bo to moc – chociaż nieco niesłusznie – jest wyznacznikiem postępu w motoryzacji i wizytówką producentów samochodów. Jeszcze w 1976 roku Volkswagen Golf GTI – symbol sportowych samochodów posiadał 110 KM i do 100 km/h przyspieszał w 9,2 s. Dziś, po niespełna 40 latach, siódma generacja tego modelu ma już 230 KM i 100 km/h osiąga w 6,4 s. Kolejna z pewnością nie będzie słabsza.

Czy to stopniowe zwiększanie mocy jest powodem do zmartwień? Raczej nie. Chociaż twierdzenie „mocy nigdy za wiele” nie znajduje pokrycia w rzeczywistości. Już dziś wiele supersamochodów oferuje osiągi, których zwykli śmiertelnicy nie są w stanie wykorzystać na drodze. Bo jak tu cieszyć się potęgą 740 KM w Ferrari F12, kiedy po 3 sekundach od wciśnięcia gazu w podłogę pędzimy 100 km/h, a po kolejnych pięciu – 200 km/h? I jedynie sprytna elektronika sprawia, że kierowca jest w stanie ruszyć z miejsca bez pozostawiania za sobą pasów roztopionej gumy na asfalcie i nie kończy zakrętu w przydrożnym zagajniku. A przecież te 740 KM to nic nadzwyczajnego, jest jeszcze Bugatti Veyron o mocy 1200 KM czy Koenigsegg One:1 z 1360 KM.

Moc jednak rządzi się swoimi prawami. Bo moc to również brzmienie i igranie z prawami fizyki. To chyba właśnie one uzależniają najbardziej. Akustyczne piekło, jakie rozpętują potężne silniki, uczucie wciskania ciała w fotel i głowy bezwładnie uderzającej w zagłówek podczas przyspieszania to wrażenia, które pozostają w pamięci na zawsze. Dźwięk wzbudzanych do życia setek koni mechanicznych to odgłos wspaniałej, nieustającej i wyuzdanej konsumpcji – nieokiełznanego hedonizmu, w którym nasze ciało mimowolnie poddaje się przeciążeniom. Internet pełen jest filmów, na których kobiety na fotelu pasażera w Lamborghini czy Porsche krzyczą w niebogłosy w miłosnej ekstazie przeciążeń. Próżno szukać takich produkcji z udziałem Hyundaia czy Toyoty. To właśnie te nienaturalne odczucia, których możemy doznać jedynie dzięki czystej, brutalnej, mechanicznej mocy generowanej przez silnik spalinowy tak fascynują ludzkość.

Czy ten wyścig mocy będzie mieć kres? Cóż, nic nie wskazuje na to, żeby mimo coraz bardziej wyśrubowanych norm ekologicznych, pogoń za mocą miała się zakończyć. Każda kolejna generacja samochodu musi być przynajmniej trochę mocniejsza niż poprzednia – to ambicja inżynierów i koncernów podszyta oczekiwaniami klientów. Producenci nieustannie starają się sprostać wymaganiom, aby stworzyć szybszą wersję czegoś, co już obecnie jest uznane za najszybszy i najlepiej przyspieszający samochód w całej gamie.

Bo mocniejszy znaczy lepszy. I nieistotne, na ile ten wzrost odczujemy w praktyce i czy ma on sens. Ważne, że mocy jest więcej. Moc to esencja wszystkiego, co sprawia, że samochody są interesujące, ekscytujące i cudowne. Stąd właśnie płynie nasze „love for power”.

Michał Sztorc PremiumMoto 
Zdjęcia: producenci

Komentarze

Moc! Od zarania dziejów fascynuje, uzależnia, napędza… zmysły i marzenia. Sprawia, że pożądamy jej więcej i więcej. I nigdy nie mamy dosyć. Zupełnie jak miłości. Moc jednak pozbawiona jest jej...
" />