„Nie chce być modna” – rozmowa z Chi-Chi Ude

Nie chce być modna. Robi to, co jej w duszy gra. Inspiruje ją natura, ludzie, a także podróże. Przywozi z nich starannie wyselekcjonowane materiały, z których powstają projekty. Stanowią one niszę na polskim rynku. Nie zdążyła ubrać w swoje projekty Prince’a ani Bowiego, ale marzy o tym by w jej kreacji pokazała się Erykah Badu. Współpracuje z artystami i gwiazdami polskiej sceny muzycznej. Rozmawiam z Chi-Chi Ude w samym sercu stolicy, gdzie tworzy, pracuje i mieszka.

 

Przestrzeń, w której prezentuje swoje dzieła, zarówno obrazy, jak i ubrania, to jej mieszkanie, które dokładnie odzwierciedla osobowość artystki. Ściana pokryta jest szkicami, zapiskami oraz materiałami, z których powstają pierwsze projekty. Tuż obok, na stole, stoi maszyna do szycia, leżą szablony i nożyce, a trochę dalej stoją i wiszą obrazy.

– Malujesz?

– Tak, ale to nie wszystkie moje obrazy, większość z nich znajduje się w piwnicy.

– Aż żałuję, że nie mogę ich wszystkich zobaczyć — mówię ze smutkiem. Po czym dowiaduję się, że wkrótce projektantka planuje otwarcie autorskiej przestrzeni artystycznej – Galerii Sztuki Projektowej Chi-Chi Ude. Miejsce, w którym prezentować będzie nie tylko swoje projekty, ale i obrazy, rzeźby, zdjęcia oraz grafiki. Podczas otwarcia galerii planowany jest koncert zespołu Jazzpospolita, projekcja filmu Tomka Sikory z backstage’u sesji zdjęciowej oraz wystawa nowych zdjęć autorstwa Panny Tutli Putli i innych fotografików, z którymi współpracuje projektantka.

Teraźniejszość i przeszłość

Chi-Chi nie interesuje się modą samą w sobie, za to fascynuje ją konstrukcją przedmiotów oraz ich ponowne przetwarzanie i nadawanie nowych form.

– Jako mała dziewczynka bawiłam się lalkami, którym robiłam ubranka z rajstop i zmieniałam im wizerunek ścinając włosy. Uwielbiałam budować domki z kartonów i drewnianych klocków.

Komentarze