Pojechane samochody: Volvo, Citroen, Volkswagen

Nawet we współczesnym, do bólu przewidywalnym przemyśle motoryzacyjnym jest miejsce na odrobinę szaleństwa, na zaskakujące rozwiązania, oryginalne pomysły i ucieczkę od mainstreamu. Nie wierzycie? A jednak! Oto trzy subiektywne przykłady.
Prawie 0,5 mln zł, szyby na korbę i 2 cylindry…

… to cechy charakteryzujące Volkswagena XL1 – chyba najbardziej pojechane auto od… bardzo dawna. Nie chodziło tu o zysk, ale o manifestację mocy, podobnie jak kiedyś w przypadku Bugatti Veyrona. Cel był jasny – stworzyć samochód, który na przejechanie 100 km będzie potrzebował mniej niż litr paliwa. Ten cel uświęcał środki. Pieniądze nie grały roli, czas również. Stworzenie XL1 zajęło 13 lat i pochłonęło jeszcze więcej milionów euro. Ale wiecie co? Volkswagenowi znów się udało. Powstało 250 egzemplarzy XL1, z czego tylko dwieście sprzedano klientom indywidualnym za około 0,5 mln zł każdy. Jeden egzemplarz trafił do Polski, a moi koledzy po fachu dowiedli, że ta mydelniczka na kołach faktycznie potrafi zużywać 0,9 l/100 km w realnych warunkach drogowych. Ekstremalnie cienkie opony w ruch wprawiają „połówka” silnika diesla (2 cylindry) ze standardowego Golfa oraz silnik elektryczny. Łącznie XL1 ma niecałe 70 KM mocy, ale jednocześnie waży o 400 kg (!) mniej niż Golf. Nie ma tylnej szyby, boczne są z plastiku i opuszcza się je korbą. W miejscu lusterek bocznych są jedynie małe kamerki, a fotel pasażera musiał zostać przesunięty lekko do tyłu, bo inaczej dwójka osób nie zmieściłaby się w wąskim wnętrzu. Wszystko po to, by zrealizować wyższe idee najlepiej wyrażane właśnie przez design samochodu, który, nie był projektem stylisty (przynajmniej na to nie wygląda), ale matematyka i informatyka.

Poduszki na drzwiach, poduszki w suficie

Schodzimy na ziemię, a konkretnie na Cactusa – Citroena C4 Cactusa. To już seryjny samochód, który może kupić każdy, kto dysponuje kwotą około 60 tys. zł. Miałem przyjemność jeździć Cactusem i muszę przyznać, że na ulicy wzbudzał równie wielkie zainteresowanie, co supersamochody warte 10 razy więcej. A przecież od jego premiery minął już ponad rok. Cactus to nietuzinkowy samochód, po prostu kłuje w oczy. Nie da się go przypisać do żadnego znanego nam segmentu. Trochę hatchback, trochę crossover, a tak naprawdę jest wszystkim po trochu. Jeszcze bardziej intrygujące w Cactusie są miękkie, kolorowe wstawki przypominające poduszki biegnące wzdłuż nadwozia, które skutecznie chronią przed konsekwencjami niemiłych przygód na parkingach i podczas jazdy po mieście. Możecie postrzegać je jako boczne zderzaki. Cactus to też pierwszy samochód na świecie, w którym poduszkę powietrzną pasażera umieszczono w podsufitce, a nie jak zazwyczaj w desce rozdzielczej przed pasażerem. Cóż, Citroen zawsze był odrobinę pojechany…

Schowek na buty, podnóżek i telewizor zamiast fotela

A teraz nowe Volvo XC90. W tym przypadku nie chodzi tyle o sam samochód, co o jego wnętrze w specjalnej wersji Excellence Lounge Console. Pierwsze zdjęcia ukazujące przepych tego rozwiązania wprawiły mnie w osłupienie. „Volvo nieźle pojechało” – pomyślałem. Wyrzucono przedni fotel pasażera, a w jego miejsce wstawiono rzeczone Lounge Console. Coś, co stanowi jednocześnie podnóżek i schowek na buty wyposażony w 17-calowy telewizor, który można zmienić w stolik albo lustro do makijażu. Pasażer rozsiada się na fotelu z masażem, wyciąga nogi, z podręcznej lodówki wyjmuje kieliszek z kryształu Orrefors i więcej do szczęścia nie trzeba. Co prawda jest to obecnie jedynie projekt koncepcyjny, ale Chińczycy, dla których jazda z szoferem jest prawdziwym fetyszem, z pewnością przeforsują seryjną produkcję Lounge Console, a wtedy ta pojawi się również w Europie. Nie mogę się doczekać.

Nawet we współczesnym, do bólu przewidywalnym przemyśle motoryzacyjnym jest miejsce na odrobinę szaleństwa, na zaskakujące rozwiązania, oryginalne pomysły i ucieczkę od mainstreamu. Nie wierzycie? A jednak! Oto trzy subiektywne przykłady.

 

Tekst: Michał Sztorc/PremiumMoto.pl

Zdjęcia: Producenci

Komentarze

Nawet we współczesnym, do bólu przewidywalnym przemyśle motoryzacyjnym jest miejsce na odrobinę szaleństwa, na zaskakujące rozwiązania, oryginalne pomysły i ucieczkę od mainstreamu. Nie wierzycie? A jednak! Oto trzy subiektywne przykłady. Prawie 0,5...
" />