Plastic – fantastic, czy też nie?

Jaga Hupało fot. archiwum prywatne
O granicach dopuszczalnego kiczu w kreowaniu wizerunku rozmawiamy z osobami, które w swojej pracy zadają sobie to pytanie niemal każdego dnia.

Sylwia Rakowska (make-up artist)

Sylwia Rakowska fot. archiwum prywatne
Sylwia Rakowska fot. archiwum prywatne

Jako makijażystce pracującej na ludzkich twarzach, „plastic fantastic” kojarzy się tylko z jednym – ze sztucznym wyglądem. Na początku swojej kariery poznałam w Nowym Jorku Amandę Lepore. Pracowałam nad jej nowym wizerunkiem do sesji zdjęciowej: Amanda jako Jessica Rabbit. Byłam kompletnie zafascynowana tą postacią. Lepore jest uosobieniem wszystkiego co nienaturalne, sztuczne i przesadzone. Jej twarz i całe ciało zostały na nowo skonstruowane przez chirurgów plastycznych. To, jak wygląda, jak się stylizuje i sposób, w jaki wykonuje makijaż, bardziej przypomina postać z kreskówki, niż człowieka. Amanda jest uznawana za „ofiarę operacji plastycznych”, ale również dzięki nim stała się ikoną popkultury i transseksualistów oraz wielką muzą fotografa LaChapelle’a.

W przypadku Amandy określenie „plastic fantastic” istnieje i jest ono jak najbardziej trafne. Kicz, którego granice wielokrotnie przekroczyła, uczynił ją w końcu swoją Królową. Upłynęło już ponad dziesięć lat od mojego pierwszego spotkania z Amandą. Wokół mnie na ulicach jest coraz więcej zniekształconych operacjami i wypełniaczami twarzy – za dużych ust, za długich sztucznych rzęs. Sztuczne, plastikowe makijaże dopełniają całości – gruba warstwa podkładu, idealnie wyrysowana kreska na górnej powiece, mocno podkreślone rzęsy i kości policzkowe oraz jasne, pomalowane błyszczykiem usta, mają upodabniać do lalek. Dziewczyny poddają się różnym zabiegom upiększającym i często tracą nad tym kontrole. Ich wygląd zaczyna być przesadzony i odstraszający. Malując takie twarze musiałam nauczyć się ukrywać te nowe „atuty” urody pod warstwą kosmetyków.

     W zachodnim świecie XXI wieku kobieta jest pod wielką presją: musi być wiecznie młoda, piękna i seksowna. Dziewczyny, dbajmy o siebie, ale nie dajmy się zwariować i zachowajmy umiar – plastic nie jest fantastic ! Przekraczając granice kiczu staniemy się karykaturami samych siebie.

Agnieszka Stopyra (ilustratorka mody)

Agnieszka Stopyra fot. archiwum prywatne
Agnieszka Stopyra fot. archiwum prywatne

Wydaje mi się, że w mojej profesji, jaką jest ilustracja mody oraz grafika, kicz rządzi się trochę innymi prawami niż ogólnie w świecie mody. Jest on bardziej tolerowany, a niekiedy wydaje się atrakcyjniejszy, ekstrawagancki, co wynika z większych możliwości zaprezentowania go. Oprócz samej stylizacji jest właśnie ta wartość dodana, czyli sposób zilustrowania, artyzm, indywidualny styl oraz klimat artysty – wszystko to może sprawić, że nawet tandetna stylizacja będzie wyglądała na papierze niezwykle inspirująco. Uważam jednak, że tak naprawdę położenie różnorakich granic zależne jest od każdego człowieka. Bo coś, co dla jednego będzie kiczowate i sztuczne, dla drugiego będzie niewinnym szaleństwem albo podkreśleniem własnej indywidualności.

1 of 3

Komentarze

O granicach dopuszczalnego kiczu w kreowaniu wizerunku rozmawiamy z osobami, które w swojej pracy zadają sobie to pytanie niemal każdego dnia. Sylwia Rakowska (make-up artist) Jako makijażystce pracującej na ludzkich...
" />