Pięć razy „nie” [Harel]

Pięć razy „nie” [Harel]
Ach, nowy sezon! Media prześcigają się w doniesieniach o najświeższych trendach, magazyny kobiece próbują nas ubrać w kolor roku od stóp do głów (nieszczęsny ultrafiolet tym razem), usunąć raz na zawsze cienie pod oczami i wywrócić naszą lodówkę na lewą stronę, proponując jedyną słuszną dietę opracowaną przez zespół szwedzkich naukowców.. Zawsze po momencie totalnego zaprzeczenia wszystkiemu, do czego próbuje się mnie zmusić, dopuszczam refleksję i wybiórczo korzystam z najfajniejszych pomysłów. Najbardziej lubię je przekuwać we własne, nieco zainspirowane, lecz nie na tyle, by przeprowadzać życiową rewolucję. Na wiosnę 2018 proponuję samej sobie (oraz każdemu chętnemu) następujące zasady.

 

No waste

 

Idea wspaniała, z realizacją nieco gorzej. Zwłaszcza gdy w domu mieszka pies. Gdyby podliczyć wszystkie poszarpane zabawki, opróżnione puszki czy wreszcie woreczki z zebraną z chodnika zawartością, poszłoby na kilogramy. A gdy jeszcze dodam do tego wątek blogerski – czyt. codzienne wizyty kuriera z kartonami – powinnam się schować raz na zawsze i nie przyznawać do istnienia. Niedawno trafiłam na przecudowny tekst „Zero Waste bez fanatyzmu” na blogu Szafa Sztywniary. Trochę mnie pocieszył, bo najważniejsze to działać nawet na kilka procent niż poddać się i nie robić nic.

 

No hate

 

Zwalczyć nie mogę, to przynajmniej nie będę podsycać. Sporo osób się dziwi, że zrezygnowałam z Facebooka. A mnie naprawdę doprowadzały do szału te wszystkie dyskusje, pełne paskudnych emocji, nierzadko zamieniające się w lincz. Szkoda mi ich ofiar, szkoda też własnego czasu. Może czasem brakuje mi wspólnych tematów z dalszymi znajomymi. Ale może właśnie dlatego są dalsi. Coraz dalsi. Zyskany czas zamieniam w litery.

 

No diet

 

Najlepszą dietą jest rower. Próbowałam się kilkakrotnie w życiu oszukać, chowając przed samą sobą cukier, bułki i czekoladki. Nie da rady, na mnie to nie działa. Ruch odkryłam późno, bo jako czynny muzyk pozostawałam pod ochroną. Trzeba było uważać na ręce i nogi. Każda kontuzja to pół roku życia do tyłu (bez możliwości odzyskania straconego czasu). Muzyk w stanie spoczynku to inna rozmowa. Może nawet chodzić na kickboxing! I nagle jem co chcę, nie zmieniając się nawet o centymetr. Czytanie ze zrozumieniem też pomaga. Niejedną etykietą można się na dobre wystraszyć.

 

No stress

 

Motyw przewodni na Wyspach Zielonego Przylądka, który po pobycie tam parę lat temu postanowiłam wcielić na zawsze w swoją pędzącą rzeczywistość. Nie piszę o takich momentach, w których stres jest normalny, raczej o naszych banalnych życiowych historiach, którymi lubimy się czasem przejmować zbyt mocno. Jeśli kiedykolwiek założę markę odzieżową, napis „no stress” znajdzie się na każdej metce.

 

No black, no white

 

Czy naprawdę musimy podkreślać, że numer magazynu jest wolny od retuszu, modelek czy ograniczeń wiekowych? Albo liczyć, ile jest w nim modelek czarnych, a ile białych? Czy naprawdę robi to jakąkolwiek różnicę? Marzy mi się, by nie robiło. Żeby niepotrzebna była dyskusja o prawach jakiejkolwiek mniejszości czy większości, płci, kolorze czy orientacji. Żeby pewne sprawy były oczywiste i zamknięte raz na zawsze. W tym roku się nie uda, ale może jak trafię na ten numer Lounge za lat, dajmy na to, pięćdziesiąt, odetchnę z ulgą, ile problemów ludzkość ma za sobą…

 

więcej artykułów od Harel TU

Komentarze