Petr Zelenka: Fajnie, że u nas nie jest za dobrze [wywiad]

Petr Zelenka: Fajnie, że u nas nie jest za dobrze
Petr Zelenka długo nie kręcił filmów. „Zagubieni” to jego powrót po ośmiu latach. Film opowiada o mrocznych kartach z historii. Robi to jednak w czeski sposób, czyli bardzo mało poważnie.
„Czesi to śmiejące się bestie” – takie zdanie pada w Pana najnowszym filmie „Zagubieni”. To prawda, że napisał je sam Bohumil Hrabal?

No właśnie nie wiem, mnie się raczej wydawało, że pierwszy powiedział to Reinhard Heydrich, który był nazistowskim protektorem Czech i Moraw w czasie drugiej wojny światowej.

Tak czy inaczej, te słowa doskonale oddają sytuację, w której stawia Pan widza w „Zagubionych”. Opowiada Pan w sposób komediowy o czasach drugiej wojny światowej, o układzie z Monachium, a więc o bardzo trudnym dla Czechów zakręcie historii. Dlaczego Pan w ogóle do tego wraca?

To film o istotnym dla Czechów paradoksie. O tym, dlaczego nie przegraliśmy drugiej wojny razem z Niemcami. Przecież byliśmy pod ich „opieką”, a na koniec znaleźliśmy się w gronie zwycięzców, chociaż nie walczyliśmy zbrojnie, a w Czechach żyły 3 miliony Niemców, można nawet powiedzieć, że nasze państwo było pół-niemieckie. Nazywam to czeskim podstępem do historii.

Podstępem?!

Chodzi o pewien sposób myślenia: najlepiej być pasywnym, historia przejdzie obok nas i jakoś sobie damy radę. Nie trzeba niczego robić, wystarczy siedzieć i patrzeć. Podobnie było z Aksamitną rewolucją, która doprowadziła do upadku komunizmu w 1989 roku w Czechosłowacji. Nie było żadnej rewolucji. Komuniści powiedzieli „wychodzimy, teraz Vaclav Havel będzie prezydentem”, a społeczeństwo w dużej mierze się tylko przyglądało.

Czesi mają wyrzuty sumienia, że przeszli obok wielkich wydarzeń XX wieku?

Właśnie nie mają. Myślą, że to super (śmiech). Albo nie zdają sobie z tego sprawy. Moim rodakom często wydaje się, że są częścią wielkiej historii. Nie zauważyli, że jest inaczej. Że jesteśmy obok.
Pana film dotyka wydarzeń z czasów wojny, ale okazuje się również niezwykle aktualny. Napięcie, które dziś obserwujemy na świecie, w opinii wielu obserwatorów przypomina lata 30. XX wieku. Wtedy również wzbierała fala antagonizmu…
I populizmu…

Miał Pan taki zamiar, chciał zbudować tym filmem pomost między wtedy a teraz?

Nie, zacząłem pisać scenariusz sześć lat temu, kiedy te nastroje nie były jeszcze silne. Czesi mają często poczucie, że są otoczeni nieprzyjaciółmi, ludźmi trudnymi do zrozumienia – z tego wynika również nasz stosunek do Polaków. Początek tego rodzaju myślenia dostrzegam właśnie w latach 30.

To zaskakujące, bo my postrzegamy Czechów raczej jako społeczeństwo liberalne, wolnościowe, pozbawione napięcia. Macie problem z akceptacją dla arabskich imigrantów?

Tak, dużo się o tym mówi, u ludzi narasta się lęk. Nagle pojawiają się ludzie, o których niewiele wiemy, i tak naprawdę wcale nie staramy się dowiedzieć. Traktujemy ich jako coś złego, głównie dlatego że oni przychodzą skorzystać z tego, że u nas fajnie się żyje. Dostrzegam dziwny paradoks. Zawsze narzekaliśmy, że u nas jest gorzej niż w Niemczech, że tam się żyje bardziej dostatnio. Teraz zaczynamy się cieszyć, że mamy gorzej, bo dzięki temu imigranci średnio się nami interesują i migrują do Niemiec. Czyli fajnie, że u nas nie jest za dobrze (śmiech).

W tym podejściu widać różnicę między nami a wami, co można też przenieść na płaszczyznę kina. Polskie filmy są bardzo różne od czeskich. Pan lubi w ogóle kino znad Wisły?

Bardzo lubię filmy Wojciecha Smarzowskiego, które traktują historię w sposób poważny. Jest w nich niezwykła pasja, to jest inne podejście niż u mnie. Tego nam, czeskim reżyserom, brakuje. Jeśli my, Czesi, staramy się powiedzieć o czymś w sposób poważny, często wychodzi to niezręcznie. Niedawno oglądałem film opowiadający o kochance Goebbelsa, miało być poważne kino, a wyszło tak naiwne, że nie mogłem powstrzymać śmiechu.

To tak jak z polskimi komediami, które często nie są śmieszne.

Na polskich komediach się nie znam, raczej oglądam wasze filmy dramatyczne.

„Zagubieni” opowiadają o dramatycznych czasach w sposób komediowy, bliski surrealnego poczuciu humoru. Nie obawiał się Pan, że to może zostać źle odebrane?

Lubię opowiadać ciekawe historie w rozrywkowej formie. Nie chcę być mentorem. Nie jestem historykiem. Chciałbym się spotkać z widzem na polu filmu komediowego. Okazało się jednak, że moje poczucie humoru dla czeskiego widza wcale nie jest rozrywkowe.

Czyli Pan nie rozśmieszył Czechów?

Niektórych tak, ale mam wrażenie, że część publiczności starała się ignorować mój film.

„Zagubieni” to zdecydowanie zabawny film, więc sądzę że problem leżał gdzieś indziej. Może chodziło o nawiązanie do niechlubnej historii?

Czesi chyba boją się historycznych filmów, uważają je za zbyt poważne i skomplikowane.

Może dlatego długo Pana nie było w kinie? Poprzednia Pana produkcja – „Bracia Karamazow” – miała premierę osiem lat temu, a więc dawno temu.

Teraz robię filmy przypadkowo, trudno mi znaleźć producenta lub odpowiedni temat. Częściej realizuję spektakle teatralne lub seriale, niedawno kręciłem trzecią serię „Terapii” dla HBO.

A współczesne kino czeskie się Panu podoba? Mam wrażenie, że w ostatnich latach straciło rozpęd i znajduje się raczej na poboczu filmowego nurtu.

Czy mi się podoba? Nie bardzo. Powstaje trochę ciekawych produkcji, ale są to często debiuty lub drugie filmy. Starsi reżyserzy mają problem z utrzymaniem wysokiego poziomu. Bardzo lubię kino Bohdana Slamy, ale on jest wyjątkiem. Jesteśmy w dole.

Skąd ten problem?

Brak tematów w społeczeństwie powoduje brak tematów w literaturze, a następnie w filmie. Kino jest przecież częścią życia społecznego. Brakuje mocnych historii, które opowiadałyby o tym, co dzieje się wokół nas. Przywykliśmy do produkcji amerykańskich, do ich sposobu opowiadania. Zbyt rzadko oglądamy filmy europejskie. Nie potrafimy opowiadać we własny sposób.

Rysuje Pan zachmurzony obraz czeskiego społeczeństwa. Z czego to wynika?

W moim kraju nie ma pasji.

Czyli wracamy do punktu wyjścia, do tego o czym jest Pana film i do tego, co nas – Czechów i Polaków – bardzo różni.

Ano.

Rozmawiał Rafał Stanowski

Dziękujemy firmie Gutek Film oraz kinu Agrafka w Krakowie za możliwość rozmowy z Petrem Zelenką

Komentarze

Petr Zelenka długo nie kręcił filmów. „Zagubieni” to jego powrót po ośmiu latach. Film opowiada o mrocznych kartach z historii. Robi to jednak w czeski sposób, czyli bardzo mało poważnie. „Czesi...
" />