Patrick The Pan i historia pewnego bardzo samotnego wieloryba

Patrick The Pan nie ma na imię Patryk. Jest Piotrkiem. Pisze. Gra. Śpiewa. Realizuje dźwięk w krakowskim Teatrze Słowackiego. Właśnie nagrywa kolejną zaskakującą płytę. I już nie zwleka z realizacją własnych marzeń.
Masz jeszcze gitarę z pierwszej klasy liceum?

Jasne, nawet dalej z nią występuję na scenie 🙂

Co to za gitara?

Takiej niemieckiej firmy z nie najwyższej półki – Stagg. To jest zwykła gitara akustyczna.

To ona towarzyszyła Ci od początku i z nią nagrywałeś pierwszą płytę, tak?

Dokładnie tak, i zapewne nigdy się jej nie pozbędę.

Informacje, które znalazłam o Tobie można streścić tak: generalnie jesteś typem genialnego samouka, który ponoć z dnia na dzień postanowił zamknąć się w domu i nagrać materiał na płytę…

No nie do końca. To jest decyzja, którą podejmowałem parę dobrych lat. By przejść do działania, potrzebowałem impulsu, którym była dla mnie utrata pracy… Więc kiedy ją straciłem, „obudziłem się” i uznałem, że w końcu mam dużo czasu i mogę to jakoś mądrze spożytkować. To był TEN moment i rzeczywiście decyzja zapadła z dnia na dzień, ale sama wola zrobienia tego trwała od lat.

Ale czy przynajmniej część z tego, czego się dowiedziałam jest prawdą – jesteś typem samouka?

Tak, to prawda. Nie mam żadnego wykształcenia muzycznego. Chodziłem dawno temu przez parę miesięcy na korepetycje z gitary. I nie chodziło tu nawet o nuty, tylko o sprawniejsze “odnalezienie się” na gryfie gitary – skale, budowy akordów, tego typu pierdoły.

Powiedziałeś, że droga od „A, fajnie byłoby nagrać płytę” do jej nagrania była długa, ale kiedyś – na spotkaniu w ramach Creative Mornings w Idea Fix – przyznałeś, że było to coś, przez co musiałeś przejść, żeby ruszyć dalej… Z czym? Z karierą muzyczną? Z życiem?

Z życiem. Z rozwojem osobistym. Był to taki obligatoryjny upust kreatywności, który potrzebowałem uskutecznić już od lat. Silna wewnętrzna potrzeba, którą – wydaje mi się – każdy człowiek gdzieś tam w środku ma, ale która może mieć różne oblicza – dla kogoś będzie to wycieczka do Stanów Zjednoczonych, a dla kogoś innego założenie rodziny. Dla mnie nagranie płyty to był konieczny..

Komentarze

Patrick The Pan nie ma na imię Patryk. Jest Piotrkiem. Pisze. Gra. Śpiewa. Realizuje dźwięk w krakowskim Teatrze Słowackiego. Właśnie nagrywa kolejną zaskakującą płytę. I już nie zwleka z realizacją...
" />