Nowy Jork z perspektywy – Weronika Helena Woźniak

Nowy Jork z perspektywy - Weronika Helena Woźniak
Weronika Helena Woźniak jest jedną z odważnych osób, które lubią rzucać się na głęboką wodę. Wychowana w Koninie oraz we Wrocławiu, wychowała się jako tancerka w zespole tanecznym Rytmix. Karierę taneczną kontynuowała do 16 roku życia, wieńcząc ją 8 miejscem na Mistrzostwach Świata Hip-Hop i Electric Boogie w Kaliszu z zespołem tanecznym Gemar z Wrocławia. Od liceum jest zafascynowana językami. Jednak to teatr skradł jej serce, i z doświadczeniem bliskiemu zera, udała się do Nowego Jorku, aby się sprawdzić. Minęły już prawie dwa lata od jej ukończenia szkoły The Lee Strasberg Theatre and Film Institute. Tak jak niektórzy mają problem z motywacją, Weronice wraz z czasem rośnie apetyt.

 

Miasto

Nowy Jork stara się zaspokoić potrzeby każdego mieszkańca, w każdej sytuacji, o każdej porze dnia. Tylko tutaj jak nigdzie w Stanach Zjednoczonych znajdziemy coś dla każdego. Nie ma się co dziwić, że populacja miasta sięga już ponad 8,5 miliona mieszkańców. Gdyby nie horendalny wzrost kosztów utrzymania na przestrzeni ostatnich lat, ta liczba byłaby znacznie wyższa.

Zamieszkanie w Nowym Jorku, jest jak wdepnięcie w bagno. Nieważne czy się kocha to miasto, czy nienawidzi. Każdy łapie haczyk. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to wszechobecny, nieujarzmiony bród, który jest częścią miejscowej symbiozy między człowiekiem a szczurami i pełzakami, zaś największym wyzwaniem okazała się bariera językowa i kulturowa. Irytacja i złość spowodowana trudnościami w komunikacji zmusiła mnie aby naprawdę słuchać drugiego człowieka. Z biegiem czasu serce skradła mi autentyczność Nowojorczyków, którzy w przeciwieństwie do „amerykańskich uśmiechów”, wolą obdarowywać życiowymi mądrościami i zwykłym, bezinteresownym wsparciem moralnym. Na ulicach dzielą się bezinteresownie historiami, które zdbudzają podzi i wzruszają do łez. Dokładnie tak, jak w książce Brandona Stantona „Ludzie Nowego Jorku: Historie”. Sama zostałam obdarowana takimi przypadkowymi znajomościami, a o jednej z nich wspomniałam w wywiadzie dla A-Plus (nr 2)

 

Moje samodzielne życie w Nowym Jorku zaczęło się po ukończeniu szkoły The Lee Strasberg Theatre and Film Institute w 2016 roku.

Upragniona wolność przejęła kontrolę nad zdrowym rozsądkiem. Byłam na raz bardzo szczęśliwa i przerażona. Wiedziałam, ile pracy czekało mnie żeby wejść w tzw. „wielki świat”, ale na początku bardzo niepewnie wchodziłam do pokojów castingowych, ze strachu nie potrafiłam wyśpiewać poprawnie jednego dźwięku, ani uronić łzy podczas monologu. Aby dodać sobie otuchy, zaczęłam się zatracać w Nowym Jorku. W ciągu dnia szukałam cichych miejsc zaklętych w czasie, wieczorami spotykałam się z nowymi znajomymi w dzielnicy East Village, która po zmierzchu roi się od neonowych witryn z winylami i wróźkami, które chcą czytać przyszłość z twojej dłoni za $10. I w końcu mogłam wybrać się do teatru kiedy tylko zapagnę. Nagle rozpoczęło się nowe życie, miasto wydawało się 24-godzinnym przyjęciem urodzinowym i wszystko wydawało się tak niebezpiecznie bezpieczne. Kiedy ten stan rzeczy wydawał się zbyt długo gościć w moim życiu, los obdarował mnie pierwszą odpowiedzialnością na dużą skalę – praca na Off-Broadway.

 

Kariera

Warto było czekać na taką okazję. Wielokrotnie nagrodzone na festiwalach teatralnych interaktywne przedstawienie pt. „The Video Games”, zostało stworzone w Los Angeles przez dwóch nerdów komputerowych – Davida Evana Stolworthyego i Jareda Pixlera. Jest to sceniczna parodia „Igrzysk Śmierci” – znanego bestselleru Suzanne Collins. Przedstawienie odbyło swoją nowojorską premierę w Elektra Theatre 19 listopada 2016 roku. Moja rola w tej produkcji była ogromnym wyzwaniem, zacierającym granicę między aktorem a widownią.

Pracowałam jako swing ośmiu ról zainspirowanych popularnymi postaciami z gier komputerowcyh, a były to: Jigglypuff i Pikachu (Pokemon), Lara Croft (Tomb Raider), Princess Peach (Mario), Lady Yuna (Final Fantasy), Samus Aran (Metroid), Zelda, oraz Shiek (Legend of Zelda). Po 3 miesiącach, ten wysiłek został nagrodzony 6-miesięcznym kontraktem na stałą rolę. W Ale co to jest ten swing? Swing to rola, o której wiele ludzi nie ma pojęcia, a jest jednym z najcenniejszych kół ratunkowych w teatrze. Ludzkim kołem ratunkowym. Jest to osoba, która ma obowiązek znać na pamięć od 1 do kilku (w zależności od produkcji) roli i być gotową na zastąpienie innego aktora w każdej chwili.

Jeżeli główny aktor, którego rola należy również do mojej odpowiedzialności, nie może wystąpić z powodu choroby, bądź innych nieprzewidzianych wydarzeń, swing jest zawsze gotowy/a do wskoczenia w kostium i wyjścia na scenę, czasem nawet w trakcie przedstawienia.

Studiowanie ośmiu ról nie byłoby tak szczególnie interesujące, gdyby nie złośliwa natura „The Video Games”.

Tak jak w „Igrzyskach Śmierci” aktorzy są zawodnikami, za to publiczność włada kontrolerem do konsoli. Kontrolerem w tym przypadku jest telefon, zaś konsolą Twitter, na którym widownia głosuje na swoich faworytów. Ci zawodnicy, którzy otrzymają więcej głosów, przechodzą do kolejnych rund, zmieniając kurs narracji całego przedstawienia. I w ten sposób, po trzech latach, ani jedno przedstawienie nie wyglądało tak samo jak poprzednie dzięki widowni. Niewiele można było nauczyć się na pamięć, trzeba było przede wszystkim polegać na swojej wiedzy, przygotowaniu i zaufaniu do innych, zarówno na scenie, jak i za kulisami. „The Video Games” zakończyło ostatni sezon w Maju 2017 roku i mogę zdradzić, że szykuje się na powrót na deski nowojorskich teatrów.

Okresy, w których nie miałam za dużo pracy, tzw. „doły”, czyli najczęściej końcówki sezonów castingowych były dla mnie jednymi z najbardziej przykrych czasów.

Potrafiłam być tydzień zamknięta w domu, wysyłając codziennie po dziesiątki aplikacji i wątpić czy jestem w stanie zarobić choćby dolara. Pojawiała się rezygnacja, potem prawie panika. Bez narzuconych obowiązków i z nadmiarem czasu na myślenie co takiego robię źle, tak często mijały 3 tygodnie posuchy, a ja już dawno zapomniałam dlaczego właściwie tutaj przyleciałam. Nowy Jork nie wydawał się już przyjęciem urodzinowym. Jego ulice wydawały mi się bardziej szare niż nasze polskie pokomunistyczne widoki. Brak pracy przyspożył mi tyle samo problemów finansowych, co emocjonalnych. Nie obcując często z dużą ilością ludzi, moje rozmowy na co dzień często ograniczały się do wywiadów na castingach, czyli ładnego odpowiadania z uśmiechem.

Z biegiem czasu te okresy pojawiały się coraz żadziej. Moje życie stało się wypełnione nie tylko szukaniem pracy, ale dodatkowymi zajęciami, zdobywaniem doświadczenia w innych dziedzinach sztuki, oraz jak najczęstszym przebywaniem pośród niej. Tak odnalazłam nowe pasje – poezję i karate, które mnie inspirują i dają spokój ducha w tym zabieganym mieście.

Kolejnym projektem, który z pośród całego nawału pracy skradł moje serce, jest „The Valndals Project” nad którym pracuję do dziś z międzynarodową grupą teatralną „The How”.

Praca z ambitnym zepołem teatralnym sprawiła, że odnalazłam swój głos na scenie poza granicami postaci. „The Valndals Project” próbą zmierzenia się z przeszłością. Sztuka nawiązuje do m.in. pomników stanów należących do byłej Konfederacji oraz pomniku Holokaustu w Berlinie. Posługując się łącznikami z przeszłością oraz osobitymi doświadczeniami członków grupy teatralnej, „The Vandals Project” pozwala nam odkryć, w jaki sposób wandalizm może służyć jako anty-pomnik przemocy w dzisiejszych czasach i zaciera granice między wandalizmem a ingerencją artystyczną. Jest to teatr zainspirowany twórczością Jerzego Grotowskiego, a więc skupiający się na relacji widz-aktor, prowokujący i od strony artysty odkrywający fizyczne granice naszego ciała. Najbliższe przedstawienie odbędzie się już w kwietniu w Arete Gallery na Brooklynie.

Chciałabym jak najdłużej opowiadać ludzkie historie i dzielić się w nich swoimi emocjami. Jest to jeden ze sposobów przypomnienia nam co to znaczy być człowiekiem. Całokształt mojej kariery, a zwłaszcza jej nieprzewidywalność wynikająca z życia w Nowym Jorku, nauczyła mnie bezgranicznej akceptacji siebie w każdej sytuacji. Nie jest mi straszne upokorzenie się na scenie bądź poza nią. Po wypróbowaniu swoich sił w tak wymagającym środowisku, czuję, że mogę wszystko i życzę każdemu aby doszedł do tego samego wniosku w swoim życiu.

Komentarze