Zawód: Nos do perfum #tbt

fot. 123rf.com
Ile zapachów jest w stanie rozpoznać przeciętny człowiek? Czy to prawda, że jedna kompozycja może powstawać przez kilka lat? Czy jest jakaś szkoła, która kształci fachowców? Zawód zwany „nosem” jest coraz bardziej popularny, nie tylko we Francji, skąd się wywodzi. Co dziwne, większość „nosów” stanowią panowie. Jeszcze dziwniejsze: by zostać „nosem”, wcale nie trzeba mieć wyjątkowego węchu.

W jednym z francuskich filmów, Alain Chabat, który wciela się w rolę „nosa” (jakkolwiek to nie zabrzmi), wpada w furię, gdy perfumy, które przygotowywał od roku, nie podobają się odbiorcom. Na spotkaniu biznesowym, zamawiająca tłumaczy mgliście: Stawiamy na ciepły zapach skóry, ambry i… jakąś zwierzęcą nutę bazową, a nasz bohater zaciska szczęki, złorzecząc na prawo i lewo. Właśnie takie perfumy stworzył! W rezultacie powstaje idealna mieszanka, której bazą jest terpentyna (prawda, że zwierzęca?).

Choć oglądamy Alaina Chabata z przymrużeniem oka – ten film uświadamia nam jak trudna i żmudna jest to praca. Wymagania sformułowane tak, że trudno je zrozumieć, marketingowcy i sprzedażowcy czekający w pogotowiu, milionowe zyski – tak wyobrażamy sobie dzisiejszy przemysł zapachowy. A jednak jest w nim coś z perfekcji – jeden zapach powstaje z reguły dwa lata. Pierwszy rok to budowanie kompozycji, drugi – produkcja. Czasem proces trwa dłużej. Mówi się, że Jacques Polges, „nos” domu perfumeryjnego Chanel, pracował nad zapachem Allure dwanaście lat.

Mieszanka zapachów

Okazuje się, że przeciętny człowiek rozpoznaje ponad dziesięć tysięcy zapachów. Co ciekawe, większość z nich kojarzy nam się z czymś szczególnym. Ponoć odruchowo przypisujemy np. woń wanilii do konkretnej sytuacji, a później określamy w mózgu statusem „lubię” lub nie. Niemalże jak na Facebooku. To dlatego aromaterapia jest ogromną gałęzią przemysłu zapachowego. Jej przeciwnicy mogą skandować, że leżenie w chmurze wonnych olejków niewiele daje, zwłaszcza z medycznego punktu widzenia. Bardzo możliwe, że tak jest. Jednak skojarzenia, które wiążemy z wonią kwiatów, lawendy lub czekolady, wprowadzają nas w dobry nastrój. To podstawowa zasada działania aromaterapii. Z perfumami jest podobnie. Trudno określić dlaczego jedni wybierają te cytrusowe, podczas gdy inni wolą słodkie i ciężkie. Dzisiejsze perfumy to nie tylko naturalne olejki eteryczne. To także cały szereg substancji syntetycznych, wytwarzanych chociażby w laboratoriach. Czy wiecie ile perfum nie zostało dopuszczonych do sprzedaży z powodu jednego – zakazanego – składnika? Bardzo dużo.

Być perfumiarzem

Kolebką perfumiarstwa jest francuskie miasto Grasse. Początkowo był to zawód rodzinny, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Zapachy tworzyli też kapłani, aptekarze i perfumiarze – rzemieślnicy. Dziś we Francji istnieje kilka szkół, które kształcą fachowców. Zazwyczaj na roku jest kilka osób, które po trzy – lub czteroletniej nauce, odbywają praktyki u „nosa” z wieloletnim doświadczeniem. Zasada przyuczania przez starszych wciąż jest zatem żywa. Podobno, by zostać „nosem” wcale nie trzeba mieć dużych zdolności sensorycznych. Raczej chodzi o… dobrą pamięć. Ważna jest wytrwałość i kreatywność – okazuje się bowiem, że młodzi adepci tej sztuki, po miesiącu nauki i ćwiczeń, powinni być w stanie nazwać około dwustu aromatycznych substancji. Kolejny etap to nauka rozkładania na czynniki pierwsze gotowych perfum. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale ponoć dopiero po dziesięciu latach pracy w zawodzie, adepci potrafią nazwać zawartość każdej zapachowej kompozycji.

1 of 2

Komentarze