Nissan X-trail – jak nowy po liftingu! [test]

Nissan X-trail - jak nowy po liftingu! [test]
Nissan X-trail po liftingu udowadnia, że SUV nie tylko może być atrakcyjny wizualnie, wystarczająco dzielny terenowo, ale i piekielnie pewny w prowadzeniu.

Szok i niedowierzanie jak to lepsza wersja po liftingu potrafi odmienić oblicze auta. X-trail 1.6 dCi 2WD, którego testowaliśmy lekko ponad dwa lata temu okazał się nobliwym, może nawet za spokojnym, podwyższonym autem rodzinnym. Pomarańczowy egzemplarz po liftingu, z dwulitrowym, mocniejszym dieslem pod maską i napędem na cztery koła dał się poznać za to jako świetny kompan nie tylko na co dzień, ale i na weekendowy wypad. I wcale nie dedykowałbym go podtatusiałym kierowcom. Zaczynamy jakby od podsumowania, ale spokojnie – na właściwe podsumowanie przyjdzie jeszcze czas. To co, zaczynamy?

Są takie auta, które lubi się od samego początku. I tak właśnie miałem z tym konkretnym egzemplarzem X-Traila. Już pierwsze spojrzenie na pięknie błyszczące w słońcu rudo-metalizowane nadwozie sprawiło mi sporo przyjemności. Na ulicach aż roi się o nudnych hatchbacków, suvów i limuzyn w kolorach: srebrnym i czarnym. A tu taki rodzynek.

Po liftingu zmieniły się tylne lampy a pod ich kloszami zagościły diody LED. Z przodu zmieniono lekko zderzak, lampy, dodano nowe diody do jazdy dziennej oraz dołożono plastiki polakierowane fortepianową czernią. Kuracja odmładzająca jest udana. X-trail wygląda świeżo i nowocześnie.

 

Zajrzyjmy do środa.

Tu jest zdecydowanie mniej nowocześnie, ale nie wiem czy nazwałbym to wadą. Wygodne, skórzane w testowanym egzemplarzu, fotele w kolorze przypominającym ten z nadwozia to duży atut X-traila. Kierowca i pasażerowie mogą się czuć w nich bezpiecznie i nawet długa podróż nie będzie męcząca. Co ważne, miejsca w środku jest naprawdę dużo. O wiele więcej niż w suvach klasy kompaktowej, które cennikowo potrafią z łatwością przebić kwotę, jaką w salonie trzeba wydać na Nissana. Duży plus. Za przepastną kanapą znajduje się olbrzymi, 565-litrowy, ustawny bagażnik, do którego dostęp jest dziecinnie prosty – wystarczy przesunąć nogą pod zderzakiem lub złapać za przycisk otwierania elektrycznej klapy. X-trail to bez wątpienia auto bardzo rodzinne!

Czy dla estety? To zależy. Na pewno dla kogoś, kto nie lubi przeładowanych, nowoczesnych ekranów, które zastępują standardowe przyciski. Jak dla mnie za dużo tu fortepianowego plastiku, który się łatwo “palcuje”, a ekran infomediów mógłby być trochę nowocześniejszy, ale całokształt sprawia pozytywne wrażenie. Deska rozdzielcza jest ładna, funkcjonalna, wykonana z dobrych materiałów i świetnie złożona. W trakcie jazdy do uszu kierowcy nie dochodzą żadne niepokojące odgłosy. Wnętrze wyposażono w liczne półeczki, schowki, uchwyty na napoje i zapadki na drobne przedmioty.

 

 

Zanim przejdziemy do jazdy, zatrzymam się jeszcze chwilę na kierownicy. Pojawiła się po liftingu i jest moim zdaniem jedną z najfajniejszych kierownic, z jakimi przyszło mi się spotkać we współczesnych autach. Jest gruba, ale nie za gruba, obszyta miłą w dotyku skórą, ma bardzo subtelny środek i sportowe ścięcie u dołu. Świetnie leży w dłoniach i bardzo dobrze wygląda. Patrząc na kierownicę sprzed liftingu robi się aż smutno. A nowa świetnie odświeżyła to wnętrze.

 

No dobrze, czas na jazdę.

I tu znowu przyjemność przez duże “p”. Pod maską testowanego egzemplarza znalazła się jednostka 2.0 dCi o mocy 177 KM – ta sama, którą znajdziemy w Renault Koleosie. Francusko-japońskie diesle po erze 1.5 dCi i 1.9 dCi słyną z dopracowania i niezawodności. Ciekawy jestem, jak będzie z tym silnikiem. Pytam, bo to podobno wcale nie ta sama jednostka, którą znajdziemy np. w Lagunie III (sam mam Lagi z silnikiem 2.0 dCi). Trzeba jednak przyznać, że spora jak na dzisiejsze standardy pojemność i duża moc sprawnie pchają X-traila do przodu. W 9,4 sekundy na liczniku pojawia się pierwsza setka, a prędkość maksymalna przebija 200 km/h. Nieźle. Mimo gabarytów, auto jest też dość oszczędne. 8,5 litra ropy – tyle zużyło średnio podczas całego, ponad tysiąckilometrowego testu po mieście, drogach szybkiego ruchu i autostradach.

Coraz mniej lubię jeździć manualami. A w X-trailu 6-biegowa skrzynia bardzo przyjemnie radzi sobie z autem. Przełożenia są dobrane idealnie a sama praca lewarka pewna. Jeżeli ktoś woli automat, to do X-traila można zamówić skrzynię x-tronic, czyli udający skrzynię z przełożeniami automat bezstopniowy. Podobno nieźle udaje, ale ja… chyba wyjątkowo zostałbym przy manualu.

To, co również zaskoczyło mnie pozytywnie w Nissanie to układ kierowniczy. Jak na SUVa (czytajcie ze zrozumieniem) jest niesamowicie pewny i intuicyjny. Auto prowadzi się jak po sznurku i w zasadzie nie czuć gabarytów na drodze. Nie jest też specjalnie podatne na podmuchy boczne na autostradzie.

Dużą zaletą X-traila jest wygoda, z jaką przewozi swoich pasażerów.

Auto miękko i sprężyście pokonuje nierówności bez niepotrzebnego rozchwiania znanego z rasowych terenówek. Piszę “terenówek”, bo choć Nissan jest autem o bardzo rodzinnym charakterze, potrafi też zawalczyć w terenie. Wszystko za sprawą systemu elektronicznego All Mode 4×4. Do wyboru mamy napęd na jedną oś, tryb Auto lub Lock, czyli stały napęd na cztery koła. Do prędkości 80 km/h, w domyślnym trybie “Auto” samochód odpowiednio rozdziela moc pomiędzy przednią i tylną osią. Powyżej tej prędkości system w razie potrzeby reaguje na uślizg, dołączając napęd na tył, w celu zwiększenia przyczepności. W trybie “Lock” auto zamienia się w przewidywalną terenówkę, której granicę ustala prześwit auta.

Szczerze mówiąc byłem zdziwiony jak daleko jest w stanie wjechać X-trail na zwykłych zimówkach…

Podsumowując, X-trail może być świetną alternatywą dla vana. Ma bardzo przestronne i wygodne wnętrze, jest nieźle zmontowany, wygląda nowocześnie (moim zdaniem jest bardzo ładny), a przy tym wszystkim zapewnia uniwersalność i… w razie czego dzielność w terenie. Prezentowany egzemplarz w wersji Tekna to wydatek przeszło 150 tysięcy złotych. Dużo, mało? Normalnie.
Jeżeli Nissan zapewni japońską trwałość na lata to X-trail jest autem, jakie sam chętnie postawiłbym w garażu.
Szkoda tylko, że w ofercie znajduje się jedna benzyna 1.6 t o mocy 160 KM i nie można do niej dokupić napędu 4×4. Tę niedogodność rekompensuje za to ceną. 120 750 zł za wersję Tekna z tym silnikiem to kusząca oferta.

Adam Gieras

motopodprad.pl

Komentarze