Niech ta ciemnota przeminie [Michał Massa Mąsior]

Twoje prace są warte tyle, ile ktoś chce za nie zapłacić [Michał Massa Mąsior]
 Polski dizajn, polski dizajn, polski dizajn. Zaprojektowane w Polsce, made in Poland. Coraz częściej słyszę o jakości i stylistyce produktów zaprojektowanych „u nas”. Co prawda w retoryce politycznej jesteśmy my i oni, ale mam nadzieję, że w wypadku form przemysłowych nie ma znaczenia, po której stronie barierek pod sejmem się znajdujemy. Kilka dni temu zobaczyłem na ramieniu koleżanki torebkę, która krzyczała napisem „made in Poland”. I mimo że sam nie kupuję ortodoksyjnie rodzimych produktów, to przyznam, działa to na mnie trochę jak hymn podczas zawodów sportowych. Delikatne mrowienie w brzuchu i coś w rodzaju wzruszenia.

Cały czas patrzę jednak krytycznie na nasze narodowe dokonania. I tak jak dwa numery temu „przewidziałem” wyniki na Mundialu, tak teraz sobie myślę, że żyję w kraju, którym rządzą mocno zmanipulowani i w wielu przypadkach ekstremalnie niedouczeni ludzie. W polskim „szołbiznesie” można odnieść sukces dlatego, że jest się znanym. Czyli na przykład dzięki długim tipsom, ustom typu „glonojad”, przedłużonym rzęsą do granicy, ponad którą powieka nie jest w stanie ich unieść, brwiom typu „angry birds” lub dzięki wydobywaniu z siebie dźwięków biegnących zupełnie swobodnie obok linii melodycznej.

Można stać się ikoną sportu w TVP i będąc na kilkunastu olimpiadach i wielu mundialach, dalej nie mieć pojęcia o tym, co się komentuje. Można także mianować siebie naczelnym polskim detektywem, przypominając z wyglądu kwadrat i nie mając specjalnie większych osiągnięć. Polska to kraj, w którym wynik 1:27 jest zwycięstwem, a porażka piłkarska z drużyną z Luksemburga może być wynikiem błędów sędziowskich. To także ojczyzna wujków „dobra rada”, z których każdy chętnie poradzi drugiemu, choć sam w danym temacie nie wie nic.

Ale Polska to także kraj wybitnych ludzi, którzy gdzieś w tle, bez fajerwerków robią swoje.

Schowani za skromną osobowością tworzą fantastyczne rzeczy. Myślę, że każdemu na myśl przychodzą w tej chwili nazwiska muzyków, kompozytorów, aktorów, malarzy. Coraz częściej mówimy także o polskich projektantach. Jako że moja rubryka w Lounge dotyczy fotografii, nie mogę nie wspomnieć tutaj Marka Karewicza. Niedawno odszedł od nas fotograf związany z polską sceną muzyki bigbitowej, autor kilkuset okładek płyt. Słynna fotografia Tadeusza Nalepy z synem z okładki Breakoutu czy kadry z pierwszego koncertu The Rolling Stones w Polsce to właśnie dzieła Karewicza. Kiedy kilka lat temu miałem okazję go poznać, mimo swoich poważnych problemów zdrowotnych był kompletnym rock n’rollowym wariatem, a jego dowcipne opowieści o Niemenie wzbudzały salwy śmiechu nawet u tych, którzy Niemena znali tylko z nazwiska.

W żadnym wypadku nie można tutaj zapomnieć o obchodzącym w tym roku dziewięćdziesiąte urodziny Wojciechu Plewińskim, wybitnym fotografie, który przez czterdzieści lat pracował dla Przekroju, wykonał dla niego fantastyczne zdjęcia mody i genialne portrety polskich gwiazd ówczesnego showbiznesu. Fotograf kompletny, w którego portfolio można znaleźć także fantastyczny dokument, świetny akt, a nawet pejzaż. I gdyby nie mozolna praca jego syna Macieja (także świetnego artysty), niewielu wspominałoby dzisiaj kadry Wojciecha Plewińskiego.

 

Nie wiem, czy skromność jest aktualnie u artysty cnotą.

Dzisiaj bez szumu wokół nazwiska nie zawsze udaje się być wielkim. Pokora i spokój Plewińskiego powodują jednak, że obcowanie z jego sztuką, w połączeniu z autorską opowieścią o kulisach zdjęć, staje się przeżyciem metafizycznym. I pewnie gdyby komunizm nie był czasem separacji od świata, Plewiński mógłby być wymieniany dzisiaj jako jeden z ważniejszych fotografów europejskich, a nawet może światowych, obok Avedona, Sieffa czy Newtona. Choć dla mnie taki właśnie jest.

Pamiętajmy też, że mamy wielu młodych, niesamowicie zdolnych artystów związanych z fotografią. Niedawno dotarła do nas wiadomość, że Rafał Milach został nominowany do członkostwa w najbardziej prestiżowej agencji fotograficznej świata Magnum Photos. Co prawda dopiero za cztery lata dowiemy się, czy Polak zostanie pełnoprawnym jej członkiem, ale już teraz warto się cieszyć.

Mimo kultu obrzydliwego disco polo, kiepskich kabaretów z puentą nałożoną łopatą, pożal się Boże wokalistów i niektórych inteligentnych inaczej zawodników MMA, mamy jednak wielkie nazwiska, nawet te świeże, którymi możemy się szczycić. I niech ta władza przeminie, jak cała ciemnota, którą nam wciska, bo zaczęliśmy wreszcie należeć do kultury zachodu pełną gębą. Próbujemy powoli zajmować w niej coraz więcej miejsca. I obyśmy nie musieli wrócić na stare śmieci, do d…, w której niestety już urządzeni byliśmy. No, ale wielu już tego nie pamięta.

 

Michał Massa Mąsior

Komentarze