Nie piszę wesołych piosenek. Wywiad z Polą Rise

fot. Enola Goska
„Power of Coincidence” – tak zatytułowałaś swój pierwszy krążek. Chcesz powiedzieć, że to efekt przypadku?!

Przypadki miały ogromne znaczenie. Bez nich wszystko mogło się potoczyć zupełnie inaczej. Wiele razy o tym myślałam; wystarczyło, aby jedno zdarzenie przebiegło inaczej i być może nie rozmawialibyśmy o Poli Rise.

Ale się udało i wraz z pierwszą EPką niedawno zabłysnęłaś na polskiej scenie. Podobno długo walczyłaś, aby to się w ogóle udało?

Podejmowałam wcześniej kilka prób, ale jakoś nie wychodziło. Z każdym projektem, nawet nieudanym, uczyłam się i rozwijałam. Bez tego bagażu nie mogłabym pewnie odnieść sukcesu.

Czego nauczyły Cię upadki?

Przede wszystkim tego, że nie wolno iść na artystyczne kompromisy. Nauczyłam się słuchać samej siebie i wierzyć w swoje idee. Nikt przecież nie zna mnie tak dobrze, jak ja sama. Dzięki temu mogę teraz podążać ścieżką, która jest mi bliska. Nauczyłam się trzymać swojej drogi.

Pola Rise – zgrabny pseudonim. Skąd ten pomysł?

Na początku mieliśmy stworzyć zespół i padła nazwa Polarized. Potem jednak został solowy projekt, a wszyscy zaczęli mówić na mnie Pola. Pomyślałam sobie, że w takim razie zostanę Polą Rise.
Nadchodzi jesień. Twoja nastrojowa muzyka jest idealna na tę porę roku. Gdy zapada zmrok, dobrze jest odpalić sprzęt audio i włączyć płytę Poli Rise. Czujesz podobnie?
Zdecydowanie tak. Nie potrafię pisać radosnych piosenek. Moje utwory wypełnia nostalgia, która doskonale komponuje się z jesienią.

Dlaczego piszesz taką muzykę?

Nie potrafię kalkulować. W ten sposób odczuwam życie, takie brzmienie mnie porusza. Muzyka jest moim wentylem bezpieczeństwa, który pomaga wypuścić emocje kryjące się we mnie. Staram się, by była szczera i autentyczna.
To prawda, że przebojowa piosenka „Did You Sleep Last Night” powstała pięć lat temu?
Tak, często piszę do szuflady, a raczej nagrywam na dyktafon aranżacje z jednym instrumentem. Najlepiej śpiewa mi się zresztą własne utwory.
Piosenkę „The Name of Ra” stworzyłaś jednak wspólnie z Pati Yang. Jak Wam razem poszło?
To było moje marzenie, by współpracować z Pati. Wysłałam jej wiadomość na Facebooku, a ona się zgodziła. Dosłownie po chwili mieliśmy gotowy utwór, do którego ona napisała słowa. Pati trafiła prosto w moją strunę. „The Name of Ra” jest mi tak bliski, jakbym napisała go sama.

Co czujesz, gdy czytasz recenzje, w których Twoją muzykę porównuje się do Bjork?

Gdy zobaczyłam to po raz pierwszy, poczułam wielką satysfakcję. Bjork to przecież legenda, słuchałam jej muzyki przez wiele lat. Ale potem przestałam się nad tym zastanawiać, a teraz uważam, że to co tworzę, jest nawet totalnie odmienne od Bjork.
Ale w Twojej muzyce kryje się wiele ze skandynawskiego nastroju!
Nie zaprzeczę – lubię muzykę i estetykę Skandynawii. To są bliskie mi klimaty. Gdy tworzyłam moją muzykę, nie zakładałam jednak, że tak mocno poruszę nordyckie klimaty. Tworzyłam muzykę, którą czułam, i która w tym momencie była mi bliska.
Ciekawe, czy byłaby też bliska Skandynawom. Masz jakieś sygnały?
Tak, zostaliśmy zaproszeni do udziału w trasie koncertowej na Islandii. Lecimy tam w grudniu, zagramy trzykrotnie dla publiczności.

Czyli coś jest na rzeczy!

I tak, i nie (śmiech). Niedawno przez Facebooka napisał do mnie chłopak z Brazylii. Zapytał, czy może założyć nasz fanklub! Okazuje się, że nasza muzyka podoba się również w gorącym klimacie.
Lubisz słuchać swoją muzykę?
Totalnie nie!

Dlaczego?!

Po prostu nie lubię. Nie czuję do niej dystansu, trochę się stresuję. Utworu „Did You Sleep Last Night” słuchałam milion razy – natomiast płyty w całości tylko raz.

Może dlatego, że – jak czytałem – jesteś artystyczną perfekcjonistką?

To prawda, lubię mieć wszystko dopracowane, i to w detalach. Każdy dźwięk na płycie jest głęboko przemyślany, nie może być przypadku. Wydaje mi się, że to jest również ten skandynawski klimat (śmiech).

„Did You Sleep Last Night” był fenomenem w social mediach – miał 100 000 odsłon na YouTube. Mocno działasz na Facebooku i Instagramie, a nie słyszę Cię w radiu i telewizji. Czy to efekt zmiany pokoleniowej?

Jeśli chodzi o radio, puszcza mnie Czwórka. Ale to prawda – trudno jest się przebić młodym artystom do tradycyjnych mediów. Dlatego staram się wykorzystać Internet, tym bardziej, że ma jeden wielki atut – pozwala na komunikację dwustronną z odbiorcą. Dzięki temu mogę szybko dowiedzieć się, czy moja muzyka się podoba. Bardzo pomógł mi na początku Deezer, który niemal od razu umieścił płytę Pola Rise w wyróżnionej sekcji.

Trzymasz w ręce swoją pierwszą EP-kę. Co teraz czujesz – ulgę czy energię do nowych działań?

Z natury jestem niecierpliwa, więc już chciałabym iść dalej. Na razie przygotowuję pełną płytę, materiał cały czas się tworzy, ukaże się w pierwszej połowie przyszłego roku. Chciałabym w ten sposób zamknąć pewien etap w swoim życiu.

Planujesz, co będzie dalej, czy idziesz na żywioł?

Oczywiście, że planuję! Mam milion dalszych pomysłów. Wydając EPkę, spełniłam swoje wielkie marzenie. Jszcze rok temu nawet nie marzyłam, że wystąpię na festiwal Soundrive w Gdyni – a to się niedawno wydarzyło. To wszystko, co dzieje się wokół mnie, strasznie mnie napędza. Ale wiem jedno – na pewno nie zacznę pisać wesołych piosenek!

Z Polą Rise rozmawia Rafał Stanowski

Komentarze