Naomi Watts: Aktorka do zadań specjalnych [wywiad]

Trudno pracuje się z kimś bliskim, kogo zna się na wylot (odtwórca głównej roli Liev Schreiber był wtedy mężem Naomi Watts – przyp. aut.)?

  • To było bardzo ciekawe doświadczenie. Być może dlatego, że przyglądałam się temu procesowi przez długi czas. Dla Lieva ta historia stała się bardzo ważna i mocno się w nią zaangażował. Mamy do siebie wzajemny szacunek, dużo zrozumienia, oboje kochamy to, co robimy, i mam wrażenie, że jesteśmy uzależnieni od pracy. Przez pierwsze dni kręcenia na pewno byłam dość zestresowana. A ponieważ na planie spędziłam ledwie pięć dni, więc można powiedzieć, że niemal cały czas byłam spięta (śmiech). Chyba już tak mam w tego typu sytuacjach. Kiedy na przykład odwiedza mnie na planie mama, która zna mnie jak nikt inny, pojawia się to trochę dziwne uczucie. Nie czuję się wtedy zbyt komfortowo. Lubię jednak taki stan napięcia podczas kręcenia filmu, bo przez cały czas przypomina mi to, jak bardzo mi na tym wszystkim zależy.

Ten film to także opowieść o sławie, która dla bohatera przyszła w niespodziewanym momencie. Można się w ogóle na to przygotować?

  • Wydaje mi się, że nie do końca. Jedyne, co możesz zrobić, to mieć poukładane w głowie. Chuck chyba nie miał, dlatego kompletnie nie poradził sobie z popularnością. Wszystko, co się działo wokół niego, było dla mężczyzny zbyt kuszące, by się temu nie poddać. To prowadzi do szeregu złych decyzji związanych z traktowaniem bliskich, kobietami, alkoholem, uzależnieniami. To wszystko nagle przed tobą wyrasta i niełatwo jest dać temu odpór. Trzeba być naprawdę dojrzałym. Myślę, że wielu znanych ludzi ma takie problemy.

Myślisz, że problemem może być także późna sława?

  • Coś w tym jest, bo paradoksalnie wielu młodych ludzi potrafi sobie z tym bardzo dobrze poradzić. Zostają rozpoznawani i bogaci w młodym wieku, co zazwyczaj dzieje się w bardzo krótkim czasie. Widziałam to na własne oczy, bo pracowałam z takimi osobami na niejednym planie. Ich dojrzałość robiła na mnie duże wrażenie. Nie wiem, czy gdyby mnie to dotyczyło w młodości, potrafiłabym się tak zachować. Być może potrzebowałabym więcej czasu, żeby dorosnąć, może też musiałabym popełnić pewne błędy, by potem wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość. Pewnie też dotyczyłoby to wyboru filmów, w których decyduję się zagrać. Mam przekonanie, że jeżeli nie jestem absolutnie zakochana w filmie, trudno mi wykrzesać z siebie maksimum.

Z tym nie było chyba problemu przy „Mulholland Drive” Davida Lyncha, który jakiś czas temu wybrany został najlepszym filmem XXI wieku?

  • W tym przypadku śmiało mogę powiedzieć, że to ja miałam szczęście, iż zostałam dostrzeżona przez Davida Lyncha. Ten film mocno wpłynął na moje życie. Na bardzo wiele sposobów, nie tylko w kontekście zawodowej kariery. David Lynch to jeden z moich mentorów, cieszę się, że mogę go dzisiaj nazwać swoim dobrym przyjacielem. Czuję się dumna, że mogłam wziąć udział w filmie, który wciąż jest dyskutowany czy odkrywany na nowo. Sama w wielu przypadkowych sytuacjach byłam tego świadkiem.

Rodzina zawsze była dla ciebie oparciem?

  • I tak, i nie. Straciłam ojca, kiedy miałam siedem lat, zatem wraz z bratem nie mieliśmy wzorca, który dawałby nam ciągłe poczucie wsparcia i bezpieczeństwa. Za to wszystko odpowiadała moja mama. Brakowało nam stabilności, bo dość często się przeprowadzaliśmy. Ona na szczęście otaczała się świetnymi ludźmi. Wychowywałam się w otoczeniu mocnych kobiecych charakterów, bo taka była też moja babcia. Matki często powtarzają swoim dzieciom, że te są wyjątkowe i wspaniałe. U mnie tak nie było. Chwalono mnie dopiero wtedy, kiedy naprawdę na to zasłużyłam. Do dziś został mi nawyk, że cały czas robię to, co każe mój brat (śmiech).

A jak to wygląda z drugiej strony, jaką ty starasz się być matką?

  • W przypadku tego filmu nie było tak źle, bo na planie byłam ledwie pięć dni. W życiu aktora są momenty, kiedy jest zawalonym pracą i w ogóle nie ma czasu, ale są też momenty spokoju, kiedy po prostu spędza się czas w domu. Dzieci znają ten rytm i jest on w pewnym sensie dla nich normalny. Staramy się poświęcić im maksymalnie dużo czasu i doprowadzić do tego, żeby zawsze jedno z nas położyło je do łóżka. Jak każdy w takiej sytuacji noszę w sobie jakieś poczucie winy. Kiedy przebywam w domu, jestem wręcz nadaktywna. Nie siedzę na kanapie, oglądając telewizję lub czytając magazyn. Zamiast tego bawimy się klockami Lego i różnymi innymi rzeczami (śmiech). Mogę śmiało powiedzieć, że jestem bardzo dumna ze swoich dzieci.

Rozmawiał Kuba Armata

Film „Droga mistrza” będzie można zobaczyć w sekcji „Sport to zdrowie?” w trakcie festiwalu Netia Off Camera w Krakowie (27 kwietnia – 6 maja)

2 of 2

Komentarze