Największy fetysz mody [Malwa Wawrzynek]

 Wybitna badaczka trendów, Li Edelkoort wydała kilka lat temu książkę zatytułowaną „Fetishism in Fashion”. Zdobiły ją niecodzienne zdjęcia, które z jednej strony budziły u czytelnika niepokój, z drugiej zaś miały w wyrazisty sposób przedstawiać wszystko to, co kręci współczesną modę.

 

Pośród wielu pojęć w publikacji znalazły się więc takie hasła, jak „infantylizm”, „czerń”, „ciało”, „konsumeryzm”, „nomadyzm” czy „szamanizm”. Im dłużej pracuję w modzie, tym bardziej widzę, że w publikacji Edelkoort brakuje jeszcze jednego pojęcia. Dla mnie największym fetyszem mody jest słowo „moda” samo w sobie. Potrafi rozgrzać niektóre osoby do czerwoności, nakręcić je, nastawić na dozę przyjemnych doznań i obiecać coś, co z realnym życiem ostatecznie ma niewiele wspólnego.

„Praca w modzie” brzmi jak spełnienie najskrytszych marzeń. Sukienki, buty, torebki, wisiorki i darmowe kosmetyki — przecież tak to wyglądało w „Diabeł Ubiera się u Prady” i tak też żyją instagramowe blogerki. Branża mody, która powstaje w wyobraźni osób z zewnątrz, potrafi rozpalić zmysły i nieustannie kusić pięknymi obietnicami. Na wiele osób działa jak fetysz — przyciąga, nęka, woła i podnieca.

Wyidealizowany obraz mody przyciąga do siebie coraz szerszą rzeszę „wyznawców”. Każdy chce „pracować w modzie”, cokolwiek miałoby to oznaczać, i każdy chce czerpać z tej pracy jak najwięcej korzyści.

Fetyszyzacja mody dobrze się jej opłaca, bo dzięki niej staje się bardziej popularna, a przez to jeszcze bardziej pożądana.

Przez nowe dorastające pokolenia, przez osoby, które nie zrealizowały się w innych kreatywnych branżach, a także przez tych, którzy już w niej pracują, ale ich ambitne plany sięgają dużo dalej.

Niektóre fetysze bywają jednak niebezpieczne. Fetysz ma to do siebie, że potrafi zaślepić, omamić i zaćmić umysł. Rzeczywistość rozpływa się i gwałtowne pożądanie bierze nad nią górę. Z modą jako fetyszem bywa podobnie.

Ma tak mocne działanie, że potrafi otworzyć wiele drzwi, dużo osób jej ulega i wiele z nich patrzy na nią z niemą fascynacją. Kojarzy się z czystą przyjemnością i tym właśnie zjednuje sobie ludzi. Fetysz jednak istnieje tylko po to, aby zaspokajać pragnienia i żądze. Tak samo, jak fetyszyzacja mody, która nakręca całą machinę i kreuje coraz to nowsze pragnienia. W tym wszystkim moda jako ogólne pojęcie odcina się od tego, co realne i rzeczywiste.

Branża mody to świat, który dla większości z nas nie istnieje.

Jest całkowicie wykreowany, odrealniony i bez związku z tym, co nas, przeciętne osoby, dotyka na co dzień. Ten brak realności jest jednak na tyle kuszący i pociągający, że stał się fetyszem dla wielu tysięcy osób na całym świecie.

Większość z nich nie ma sprecyzowanych oczekiwań, konkretnych planów czy preferowanych dziedzin, w których chciałaby się rozwijać. Liczy się to, aby dostać się do świata, który znają z filmów, seriali i magazynów. Dotykanie designerskich ubrań , wąchanie luksusowych perfum i testowanie najdroższych kosmetyków spełnia ich największe pragnienia. Warto jednak przez chwilę pomyśleć, że ten fetysz wymaga także wielu poświęceń.

Styliści walczą z nieprzespanymi nocami, bólem pleców od noszenia ciężkich toreb i z niezadowoleniem klientów, którzy oczekiwali gwiazdki z nieba, a dostali brokatową gwiazdę z choinki. Wizażyści ciągle wykonują podobne makijaże, bo klienci „siedzą w trendach” i wiedzą, że rozświetlona twarz zawsze się najlepiej sprawdza. Nie mają czasu na eksperymenty, czy na artystyczne wizje.

Projektanci próbują uporać się z opłaceniem faktur za materiały i sprzedać wiosenną kolekcję pomimo że wiosny w tym roku w ogóle nie było. Redaktorzy z kolei piszą o wyśmienitych pokazach i kolekcjach Gucci, których nigdy nie widzieli na oczy. Absurdy dotyczące świata, który na co dzień nie istnieje można wyliczać bez końca.

Fetyszyzacja mody to ułuda. To wyidealizowany świat, wyglądający dużo lepiej niż w rzeczywistości. Moda stała się największym fetyszem mody, bo działa na ludzi jak magnes. W rzeczywistości jednak oprócz spełnionej żądzy potrafi także całkiem nieźle poturbować.

Malwa Wawrzynek

Komentarze