Nagość – czy to jeszcze szokuje?

Agnieszka Bladosz - Jansen/ zdj. Darek Lewandowski

Tym razem w naszej sondzie zapytaliśmy kilka znanych osób co sądzą o nagości w dzisiejszych czasach i czy to jeszcze szokuje ?

Olka Kaźmierczak (założycielka pierwszego w Polsce bloga o PR mody www.fashionprgirl.pl)

Nagość to ulubiony język reklamy. Lokowana na okładkach gazet sprzedaje je znakomicie, nagrywana na sex-taśmy może stać się początkiem błyskotliwej kariery. Miley Cyrus, Nicki Minaj i Rihanna – one się przecież składają z nagości! Nagość jest także stałym bywalcem pokazów mody i tematem na celowniku administratorów mediów społecznościowych, którzy z zacięciem Sherlocka Holmesa tropią i cenzurują na zdjęciach kobiece sutki. Ale czy nagość szokuje? To zależy. W wykonaniu znajomego sąsiada, który nieumyślnie, w blasku lipcowego słońca zaprezentował swe wdzięki na balkonie – na pewno. Ale już nie na okładce „Paper”, na której dzieło sztuki, czyli pupa Kim Kardashian błyszczy od olejku jak wypolerowana chusteczką brzoskwinia. Patrzę na tę brzoskwinkę i myślę sobie, że ostatnimi czasy jakoś ta nagość stała się mało drapieżna i zwykła. Jednym słowem, chyba w końcu da się z nią żyć.

Wioletta Wołczyńska-Bryćko (projektantka i właścicielka marki Wiola Wołczyńska)

Myślę, że nagość coraz mniej szokuje. Często niestety jest banalnym pomysłem na sukces. Dawniej nagość intrygowała, wydawała się być nieco tajemnicza, była tematem tabu. Wielokrotnie była formą sztuki lub protestu, choć w przypadku tego drugiego, sądzę że uwaga odbiorcy nie skupia się na istocie sprawy. Obecnie granice dobrego smaku są dość drastycznie naruszane. Nagość z wybiegów przeniosła się na czerwone dywany, gdzie celebrytki wręcz prześcigają się w odsłanianiu intymnych części ciała, a zapatrzone rzesze fanów naśladują swoich idoli. Przyznaję, nie jestem zagorzałym przeciwnikiem nagości. Uważam, że używana sporadycznie i w niewielkiej ilości nadal jest formą sztuki oraz może nadać lekkości dziełu. Jestem przekonana, że zachowanie równowagi zarówno w sztuce, jak i w życiu, zawsze wychodzi ludzkości na dobre.

Agnieszka Bladosz-Jensen (projektantka i właścicielka marki Agi Jensen Design)

Nagość nigdy nie była przeze mnie widziana jako coś szokującego. Będąc w szkole baletowej, już jako dziecko, na ludzkie ciało patrzyłam przez pryzmat fizyczności – jak na elastyczną formę, nad którą się panuje tak, aby przekazać to, co się czuje lub co reżyser/choreograf chce wyrazić. Czysta sztuka, gdzie nikt z nas nie dopatruje się erotyzmu. Później, mieszkając w Skandynawii, obserwowałam i przyjmowałam jako naturalne pewne sytuacje, które mogłyby szokować w Polsce (karmienie piersią, opalanie się topless). To ukształtowało mnie i poprzez swoje wolne podejście do kobiecości i ciała dało przejaw w moich własnych projektach Agi Jensen Design. Joga, której jestem instruktorką, pozwala mi obcować z ludzkim ciałem na co dzień. Kobieca pierś z brodawką czy pośladki są taką samą częścią ciała jak biodra czy ręce. Nie ma w moim odbiorze wstydu i szoku… Dlatego też zdjęcia nagich lub półnagich modelek nie robią na mnie szokującego wrażenia. Jeśli ciało modelki ma mieć jakiś przekaz i artysta uznał, że ma być ono nagie, ja odbieram to jako formę sztuki. Każdy subiektywnie ocenia dany rodzaj artystycznej wypowiedzi, wiec często ta nagość będzie sztuką z wyżyn, a często kiczowatym obrazem nagiej kobiety, gdzie nie ma mowy o artyzmie. Nawet męskie genitalia na pokazie Ricka Owensa mogą być przeżyciem estetycznym pod warunkiem, że jest to przekazane w odpowiedni sposób. To, co szokuje, odbiega od norm, także może być sztuką. Jeśli robi to Rick Owens – ja to kupuję, dla mnie jest on artystą, który inspiruje.

 

Maciej Majzner (reżyser i choreograf pokazów mody)

Do niedawna wydawało mi się, że nagość jest już zjawiskiem tak powszechnym, że nie robiącym na mnie żadnego wrażenia. W czasach, kiedy mało kto nie robi selfie, mało kto nie ma Instagrama, na którego wrzuca to selfie – czasami prawie nagie, pokazujące efekty treningów, opalania czy po prostu mające napędzać „lajkowanie” – byłem przekonany, że za chwilę ktoś wrzuci gołe zdjęcie, a wtedy nawet przez chwilę się nie zdziwię. Podobna sytuacja dotyczy celebrytów. Kostiumy sceniczne czy suknie na galę przestały być sukniami, a stały się skrawkami materiału, często zakrywającymi prawie nic. To też już mnie nie szokuje. To jednak show biznes, a nie branża mody, nawet jeśli stroje pochodzą od projektantów. On rządzi się innymi prawami. Celebrytki napędzają w ten sposób popularność, podobnie jak rozbieranie się np. na Instagramie. W branży mody było już wszystko. Była też nagość. Dlatego sama w sobie mnie nie szokuje. Kwestią szokującą może być dla mnie sposób jej pokazania, to co jest wokół tej nagości, jej przekaz. Nagi biust nie szokuje mnie absolutnie. Nagie genitalia, w momencie kiedy pokazywanie ich ma jakiś sens lub znaczenie, też. Szokuje mnie natomiast bezsensowne epatowanie nagością. I tak momentem, który naprawdę mnie zaskoczył był pokaz Ricka Owensa, w którym modele paradowali z nagimi genitaliami. Po co? Chyba żeby wszyscy o tym mówili albo żeby właśnie pokazać, że w modzie można wszystko. Efekt był dla mnie niesmaczny i zupełnie niepotrzebny. Być może to też kwestia tego, że był to pokaz. Inaczej ogląda i ocenia się nagość na zdjęciach. Do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Ile razy widzieliśmy na zdjęciach nagą modelkę? A ile razy na wybiegu? Również zależy to właśnie od płci. Kobieca nagość szokuje mniej niż męska, być może dlatego, że jest bardziej powszechna. Kobiece ciało rozbierane było zdecydowanie częściej, w przeróżnych kontekstach. Męska nadal zostaje pewnego rodzaju tabu, choć jest też coraz bardziej powszechna. Jednak dla mnie nadal pozostaje pewna sfera intymna. Jasne, opalam się prawie nago, czasami też na Instagrama wrzucę efekty swojego treningu, np. w samych spodenkach. Jednak nagość zostaje dla mnie i tego, z kim chcę się nią dzielić. Sama w sobie, nawet wykorzystana w modzie, mnie nie szokuje. Zszokować może mnie jej kontekst i sens. Oglądając pokaz Ricka Owensa, nie pomyślałem: o, penis, ale po co? Co czuje model, którego oglądają pewnie miliony ludzi? Moda to w końcu nie branża porno, pokazująca nagość wprost. To sztuka, a ta nie może być jedynie efektem wizualnym, ale powinna też wywoływać przemyślenia.
Opracowała Agnieszka Bień

Komentarze