Nagie piersi, wypięte pośladki – liestyle*

Zazdroszczą mu wszyscy faceci w Polsce. Dziewczyny marzą, żeby się przed nim rozebrać. Jego skrzynka pocztowa pęka w szwach od zdjęć nagich piersi i wypiętych pośladków. I jeszcze na tym wszystkim zarabia. Kim jest koleś, który nawet na butach wyszyty ma napis „cycki”?

Michał Wilczewski aka Wujaszek Liestyle wiedział, jak się ustawić w życiu. Fascynacja biustem rozwijała się w mojej głowie wielowymiarowo. Od mam koleżanek na podwórku, przez starsze siostry kolegów, po pisemka, seriale, teledyski i filmy – opowiadał niedawno. A z połączenia niewyobrażalnej miłości do kobiet z fotograficznym talentem powstał całkiem niezły biznes. Cztery lata temu marka Liestyle* kojarzona była głównie z limitowaną kolekcją t-shirtów z odważnymi nadrukami, dziś to również potężny portal – ze zdjęciami, blogiem, gorącymi wspomnieniami i bezwstydnymi przygodami. A także współorganizator słynnych imprez pod szyldem Liestyle Party Hard, które przyciągają tłumy w Warszawie, Krakowie czy Lublinie. Wujaszek zawsze pojawia się w klubie z aparatem, wychodzi z setkami zdjęć roznegliżowanych ślicznotek.

Już same nazwy cyklicznych zdjęć, pogrupowanych w zakładki na jego stronie, potrafią stymulować wyobraźnię: „Cziksy gotują”, „Jednoręki Bandyta”, „Dotyk przeznaczenia”, „Na zdrowie”… Dla każdego coś miłego. Fotograf aranżuje rozmaite sytuacje ucieleśniające chłopięce fantazje. Modelki na jego zdjęciach – przypadkowe dziewczyny napotkane na ulicy, koleżanki i „sąsiadki” – fotografowane są podczas porannego treningu, pieczenia ciasteczek, przejażdżki tramwajem, lekcji tenisa, pod prysznicem i pod choinką… „Spontaniczne” sytuacje, odpowiednie gadżety i nieśmiertelne klasyki – strumieniami leje się tu mleko, szampan i śmietana, a mokre podkoszulki wpijają się w naturalnie piękne ciała. Wszystko to okraszone barwną, zabawną historyjką spod pióra Wilczewskiego.

Michał bawi się konwencją, postać Wujaszka to w pewnym stopniu jego zbereźne alter ego. Sam przyznaje, że do perfekcji opanował lawirowanie pomiędzy fikcją a rzeczywistością – i zarówno jego postaci, jak i bloga (jak sama nazwa wskazuje) nie można brać na poważnie. Sytuacje są często mocno abstrakcyjne i nie tak frywolne, jakby się mogło wydawać – nad wszystkim czuwa (i tak mocno wyrozumiała) żona Michała, tj. Ciocia Liestyle. I wbrew pozorom wszystko to dalekie jest od doskonałości, bo jak sam fotograf tłumaczył w jednym z wywiadów: Tak naprawdę intryguje tylko pewna prawdziwość sytuacji, czyli niekoniecznie perfekcyjne włosy i fluid lejący się po całym ciele, a niedoskonałość, czasami nawet paraamatorskość.

No i oczywiście liczy się także sztuka. Wilczewski fanom fotografii znany jest nie tylko z prezentowania kobiecych wdzięków; parę lat temu głośnym echem odbił się jego świetnie przyjęty autorski projekt „Technicolor Comics”. Fascynuje go fotografia kreacyjna, a inspirują tacy artyści, jak Jean-Paul Goude, Peter Lindbergh, Nobuyoshi Araki, Miles Aldridge czy Terry Richardson. Eksperymentuje, poszukuje, a wszystkie zarobione pieniądze inwestuje w sprzęt i nowe przedsięwzięcia. Na stronie Liestyle* pojawiają się zdjęcia na negatywach, romantyczne robione aparatem średnioformatowym, jak i te z rodzaju „fleszem w twarz” wykonane małpką za 50 zł. I nie ma wątpliwości co do tego, że ta pasja chyba nigdy się nie skończy. Wujaszek grasuje, bajka trwa. Dziewczyny nadal będą się rozbierać, a chłopcy zazdrościć.

Natalia Czekaj
Zdjęcia: Michał Wilczewski, Liestyle*

Komentarze

Zazdroszczą mu wszyscy faceci w Polsce. Dziewczyny marzą, żeby się przed nim rozebrać. Jego skrzynka pocztowa pęka w szwach od zdjęć nagich piersi i wypiętych pośladków. I jeszcze na tym wszystkim zarabia....
" />